Otwiera się w nowej karcie
6 października, 2026

Wydawcy przegrali ważną rundę z Google o AI Overviews

Wydawcy przegrali ważną rundę z Google o AI Overviews

Sąd odrzucił antymonopolowe roszczenia Chegg i Penske dotyczące odbierania ruchu przez AI Overviews. Dzień po doniesieniach o pilotażu płatności dla wydawców sędzia Amit Mehta, ten sam, który uznał Google za monopolistę w wyszukiwaniu, uznał, że wydawcy pozwali z niewłaściwej półki prawnej. Poniżej wyjaśniam, co dokładnie upadło, czego sąd nie rozstrzygnął i dlaczego w Europie ta sama sprawa może skończyć się inaczej.

Co orzekł sąd

Orzeczenie zapadło 30 września 2026 r. w Sądzie Okręgowym dla Dystryktu Kolumbii. Sędzia Amit P. Mehta w jednej, 41-stronicowej opinii rozstrzygnął dwie sprawy: pozew Chegg, firmy edukacyjnej, złożony w lutym 2025 r., oraz pozew Penske Media Corporation i dziewięciu powiązanych wydawców, właścicieli między innymi Rolling Stone, Variety, Billboard, The Hollywood Reporter i Deadline, złożony we wrześniu 2025 r.

Obie sprawy opierały się na tej samej myśli: Google wykorzystuje monopol w wyszukiwaniu, żeby zmusić wydawców do oddawania treści bez wynagrodzenia do fragmentów w wynikach, do AI Overviews i do Gemini. Kto nie chce, traci widoczność. Kto się godzi, traci czytelników, bo odpowiedź pojawia się nad linkiem i link przestaje być potrzebny. Penske szacował, że AI Overviews towarzyszą około 20 procentom wyników odsyłających do jego serwisów.

Google od początku odpowiadał tak samo: AI Overviews sprawiają, że ludzie częściej korzystają z wyszukiwarki, a ruch trafia do większej liczby serwisów niż wcześniej. Rzecznik firmy mówił o miliardach kliknięć wysyłanych codziennie do stron w całej sieci i nazywał pozwy bezzasadnymi. Sąd nie musiał rozstrzygać, kto ma rację co do liczb, bo sprawa zakończyła się wcześniej.

Sąd oddalił wszystkie roszczenia federalne z ustawy Shermana, i to w sposób ostateczny, bez możliwości poprawienia pozwów. Roszczenia stanowe o bezpodstawne wzbogacenie oddalił tylko z powodów formalnych, bez badania ich treści. Od orzeczenia przysługuje apelacja. Na razie żadna ze stron nie ogłosiła, czy z niej skorzysta.

Os czasu spor wydawcow z google

Cztery argumenty, które upadły

Pierwszy i najważniejszy dotyczył wymuszonej wymiany: wydawcy twierdzili, że od lat obowiązywała umowa, w której za dostęp do treści Google płaci ruchem, a AI Overviews tę umowę jednostronnie zerwały. Sąd odpowiedział jednym zdaniem, które będzie cytowane latami: oczekiwanie to nie umowa. Wydawcy oczekiwali kliknięć, ale nikt im ich nie obiecał w sposób, który prawo antymonopolowe mogłoby egzekwować.

Drugi argument, podnoszony przez Penske, dotyczył sprzedaży wiązanej: Google miał zmuszać użytkowników wyszukiwarki do korzystania także z AI Overviews. Sąd uznał, że to nie są dwa produkty, tylko jedno zintegrowane doświadczenie wyszukiwania. Skoro użytkownik szuka odpowiedzi, to popyt na wyszukiwarkę obejmuje wszystko, co pojawia się na stronie wyników, także podsumowanie AI.

Trzeci argument dotyczył utrzymywania monopolu na rynku wyszukiwania. Tu wydawcy przegrali na legitymacji: działają poniżej wyszukiwarki, a nie na jej rynku, więc utrata ruchu i przychodów reklamowych jest szkodą pośrednią, a nie szkodą antymonopolową, którą sąd mógłby naprawić. Czwarty, o próbie zmonopolizowania rynku wydawnictw internetowych, upadł, bo sąd nie dostrzegł realnego prawdopodobieństwa, że Google ten rynek zmonopolizuje.

W tle jest jeszcze piąta rzecz, która nie upadła, ale też nie wygrała: roszczenia o bezpodstawne wzbogacenie według prawa Kalifornii. Sąd nie zajął się nimi, bo po oddaleniu roszczeń federalnych nie miał podstawy, żeby sądzić sprawę stanową. Wydawcy mogą wrócić z nimi do sądu stanowego.

Czego sąd nie powiedział

Po takich orzeczeniach najwięcej szkody robi uproszczony przekaz: sąd uznał, że AI Overviews są legalne. Nie uznał. Sędzia napisał wprost, że nie traktuje lekko szkód opisywanych przez wydawców, a na potrzeby wniosku o oddalenie przyjął ich opis sytuacji za prawdziwy. Odrzucił kwalifikację prawną, nie fakty.

Warto rozumieć, co znaczy oddalenie na tym etapie. Sprawa skończyła się przed postępowaniem dowodowym. Google nie musiał ujawnić żadnych danych o tym, ile ruchu AI Overviews zabierają wydawcom ani jak często użytkownicy klikają w źródła. To strata dla całej branży, bo takie dane widzi dziś tylko Google, a bez nich każda dyskusja o skutkach podsumowań opiera się na szacunkach z zewnątrz.

Sąd dodał też zdanie, które moim zdaniem jest sednem całej sprawy: prawo antymonopolowe nie zastąpi ustawodawcy w decydowaniu o skutkach ekonomicznych nowej technologii. Innymi słowy, jeżeli społeczeństwo uważa, że wydawcy powinni dostawać zapłatę za treść w odpowiedziach AI, to powinien o tym przesądzić parlament, a nie sędzia na podstawie ustawy z 1890 r.

Nie został też tknięty wątek prawa autorskiego. Te sprawy dotyczyły wyłącznie konkurencji. Pozwy o wykorzystanie treści do trenowania modeli, między innymi wydawców książek i czasopism naukowych przeciwko Google w sprawie Gemini, toczą się osobno i to tam rozstrzygnie się, czy kopiowanie treści do odpowiedzi AI jest dozwolonym użytkiem.

Jeden ekran trzy porzadki prawne

Ten sam sędzia, który uznał Google za monopolistę

To nie jest sędzia przychylny Google. Amit Mehta w sierpniu 2024 r. orzekł w sprawie Departamentu Sprawiedliwości, że Google utrzymuje nielegalny monopol w wyszukiwaniu ogólnym, a rok później określił środki zaradcze, między innymi zakaz umów na wyłączność i obowiązek udostępniania części danych konkurentom. Zna rynek wyszukiwania lepiej niż ktokolwiek w amerykańskim sądownictwie.

Nie jest też sędzią, który unika trudnych rozstrzygnięć. W sprawie środków zaradczych odrzucił żądanie sprzedaży przeglądarki Chrome, uznając je za nieproporcjonalne, choć rząd nalegał. Rozstrzyga wąsko i trzyma się litery prawa, nawet gdy wynik jest niewygodny dla którejś ze stron.

Tym bardziej warto przeczytać uważnie, co napisał teraz. Sędzia, który ma za sobą tysiące stron akt o monopolu Google, uznał, że wydawcy nie są ofiarami tego monopolu w rozumieniu prawa antymonopolowego. Są ofiarami zmiany technologicznej, która zaszła w produkcie monopolisty. To rozróżnienie jest bolesne, ale precyzyjne.

Dla mnie wynika z tego jedno: droga antymonopolowa w Stanach Zjednoczonych jest dla wydawców zamknięta na dłużej. Apelacja jest możliwa, ale sąd apelacyjny będzie oceniał tę samą konstrukcję prawną, a ta konstrukcja ma słabe fundamenty. Oczekiwanie naprawdę nie jest umową.

Moja ocena: pozew z niewłaściwej półki

Pracuję z wyszukiwarką od ponad dekady i uczę klientów jednej rzeczy: ruch z Google nie jest niczyją własnością. Jest skutkiem decyzji algorytmu, które zmieniają się bez zapowiedzi i bez negocjacji. Wydawcy przez dwadzieścia lat budowali firmy na tym ruchu, bo był obfity i przewidywalny. Ale nigdy nie mieli do niego prawa. Sąd powiedział to samo językiem prawa.

Dlatego uważam, że wydawcy pozwali ze złej półki. Prawo antymonopolowe w Stanach chroni konkurencję, a nie konkurentów ani kontrahentów. Nie przewiduje obowiązku dzielenia się ruchem i nie zna pojęcia uczciwej zapłaty za treść. Właściwe półki są trzy: prawo autorskie, umowy licencyjne i ustawa, która wprost nakaże płacić. Każda z nich jest trudniejsza i wolniejsza, ale żadna nie kończy się zdaniem o oczekiwaniu, które nie jest umową.

Dodam uczciwie: pozwy miały sens taktyczny. Zmusiły Google do odpowiedzi w sądzie i zbiegły się w czasie z pilotażem płatności dla około stu wydawców, o którym pisałem rano. Trudno uwierzyć, że to przypadek. Presja prawna działa nawet wtedy, gdy sprawa przegrywa, bo przeciwnik woli płacić po swojemu niż czekać, aż ktoś mu każe.

Jest też szczegół, który umknął większości komentarzy. Google obronił się w Waszyngtonie tezą, że AI Overviews i wyszukiwarka to jeden produkt. Ta sama teza w Europie może mu zaszkodzić, bo tam pytanie nie brzmi, czy produkty są dwa, tylko czy firma dominująca narzuca kontrahentom nieuczciwe warunki. Jeżeli podsumowanie AI jest integralną częścią wyszukiwarki, to warunki dostępu do wyszukiwarki obejmują także zgodę na podsumowanie. To jest dokładnie to, co bada Komisja Europejska.

Cztery zarzuty i powody oddalenia

Europa gra według innych zasad

W Unii wydawcy mają trzy narzędzia, których w Stanach nie ma. Pierwsze to prawo pokrewne wydawców prasy z dyrektywy o prawie autorskim, w Polsce obowiązujące od 2024 r.: wydawca ma własne prawo do publikacji i może żądać zapłaty za ich wykorzystanie przez platformy. Drugie to art. 102 Traktatu, który zakazuje firmie dominującej nie tylko wykluczania konkurentów, ale też wyzyskiwania kontrahentów przez nieuczciwe warunki. Trzecie to akt o rynkach cyfrowych, który nakłada na Google jako strażnika dostępu obowiązki uczciwego traktowania firm korzystających z wyszukiwarki.

Na tych narzędziach opierają się toczące się sprawy. Komisja Europejska 9 grudnia 2025 r. wszczęła formalne postępowanie w sprawie wykorzystywania treści wydawców w AI Overviews i AI Mode. W lutym 2026 r. skargę złożyła Europejska Rada Wydawców. Latem Komisja pytała wydawców, czy skorzystają z zaproponowanej przez Google możliwości wyłączenia treści z podsumowań bez utraty pozycji. W Polsce Prezes UOKiK postawił właśnie zarzuty czterem spółkom Google za brak umów z większością wydawców prasy.

Do tego dochodzi orzeczenie, o którym donoszą niemieckie media: tamtejszy sąd miał uznać, że AI Overviews są własną treścią Google, a nie streszczeniem cudzych materiałów. Zestawienie jest uderzające. W Waszyngtonie AI Overviews to zintegrowana część wyszukiwarki. W Niemczech to własna treść Google. To ten sam ekran, oglądany przez dwa systemy prawne. Każdy z nich rozstrzyga coś innego i każdy może mieć rację.

Jest jeszcze jedna różnica. Amerykański sąd powiedział, że o skutkach nowej technologii powinien decydować ustawodawca. W Europie ustawodawca już zdecydował: prawo pokrewne i akt o rynkach cyfrowych są właśnie takimi decyzjami. Urzędy, które je stosują, nie muszą tworzyć prawa od nowa, wystarczy, że je wyegzekwują. Dlatego to, co w Waszyngtonie zostało odesłane do parlamentu, w Brukseli i Warszawie może zostać rozstrzygnięte decyzją administracyjną.

Dla polskich wydawców wniosek jest prosty: amerykańska porażka nie przesądza niczego w Warszawie i Brukseli. Przesądza natomiast, że czekanie na precedens zza oceanu nie ma sensu. Rozstrzygnięcia, które mają znaczenie dla polskiego rynku, zapadną w postępowaniu UOKiK, w Komisji Europejskiej i w negocjacjach z tytułu prawa pokrewnego.

Co to zmienia dla wydawców

W Stanach wydawcy wracają do punktu wyjścia z trzema opcjami: apelacja, pozew stanowy o bezpodstawne wzbogacenie i prawo autorskie. Równolegle dostają sygnał, że Google woli płacić wybranym w pilotażu niż negocjować ze wszystkimi. Największe grupy prawdopodobnie dalej będą się wstrzymywać, bo wejście do programu na warunkach Google osłabia ich pozycję w każdej z pozostałych dróg.

W Polsce droga jest inna. Prawo pokrewne daje podstawę do negocjacji zbiorowych, a postępowanie UOKiK tworzy presję, której w Stanach zabrakło. Najwięcej zyskają ci wydawcy, którzy przyjdą do tych rozmów z dokumentacją: jak często ich treści pojawiają się w AI Overviews, przy jakich frazach, z jakim udziałem w odpowiedzi i jak zmienił się ruch od marca 2025 r., kiedy podsumowania pojawiły się w Polsce.

Jedna rzecz łączy obie strony oceanu. Ruch z wyszukiwarki trzeba zacząć traktować jak warunki pogodowe, a nie jak fundament. Newsletter, aplikacja, społeczność, prenumerata, powroty bezpośrednie. Wydawca, który ma własną relację z czytelnikiem, może negocjować z Google. Wydawca, który ma tylko ruch z Google, może najwyżej prosić.

Co to zmienia dla firm i marketerów

Dla moich klientów najważniejsze jest jedno zdanie z orzeczenia: AI Overviews to zintegrowana część wyszukiwarki. Sąd przesądził, że podsumowania AI nie są dodatkiem, który może zniknąć po przegranym procesie. Są wyszukiwarką. Kto planuje widoczność w Google, planuje widoczność w AI Overviews i AI Mode, czy tego chce, czy nie.

Druga lekcja jest ta sama, której sąd udzielił wydawcom: oczekiwanie to nie umowa. Firma, która przez lata dostawała klientów z Google i uważa to za stan naturalny, nie ma żadnej gwarancji, że tak zostanie. Ma za to możliwość stania się źródłem dla odpowiedzi AI, a to dziś jedyna forma widoczności, która rośnie. Własne dane, konkretne liczby, odpowiedzi na pytania klientów, aktualne informacje o ofercie, widoczne autorstwo. Treść, bez której odpowiedź byłaby gorsza.

Google sam pokazał, że umie zmierzyć wkład treści w odpowiedź: w pilotażu płatności wydawcy widzą w Search Console kwotę zależną od tego, jak mocno ich materiały zasiliły podsumowania. Ta sama miara prędzej czy później trafi do narzędzi dla wszystkich. Firma, która już dziś pisze treści tak, aby były źródłem, a nie echem, będzie gotowa w dniu, w którym ten wskaźnik pojawi się w raportach.

Trzecia lekcja dotyczy mierzenia. Skoro sąd nie rozdzielił wyszukiwarki od podsumowań, to i raport dla klienta nie powinien ich rozdzielać. Pozycje w klasycznych wynikach, obecność w AI Overviews i obecność w AI Mode trzeba pokazywać razem, bo użytkownik widzi je razem. Agencja, która raportuje tylko pozycje, opisuje połowę ekranu.

Reputacja: kto odpowiada za treść podsumowania

Jest wątek, który z mojej perspektywy ma największe znaczenie, a w komentarzach do orzeczenia w ogóle nie występuje. Jeżeli AI Overviews są integralną częścią produktu Google, to Google jest wydawcą tego, co w nich stoi. Sąd w Waszyngtonie powiedział to w sprawie o konkurencję, ale to zdanie będzie wracać w sprawach o dobra osobiste.

Podsumowanie AI potrafi połączyć starą informację z nową i podać to jako fakt. Potrafi przypisać firmie cudzą opinię albo streścić anonimowy wpis z portalu opinii tak, jakby był ustaleniem. Do tej pory Google w takich sprawach odsyłał do źródeł: my tylko pokazujemy, co napisali inni. Jeżeli podsumowanie jest częścią jego własnego produktu, ta odpowiedź przestaje wystarczać.

Osobom i firmom, o których asystenci AI mówią nieprawdę, radzę to samo co wczoraj: dokumentować każdą taką odpowiedź, z datą, pytaniem, pełną treścią i wskazanymi źródłami. Spory o nieprawdziwe treści w podsumowaniach AI dopiero się zaczną, a kto ma dokumentację, ten ma sprawę.

Czego się spodziewam i co radzę

Spodziewam się apelacji przynajmniej jednego z powodów, bo stawka jest zbyt duża, żeby zostawić to orzeczenie bez odpowiedzi. Spodziewam się też, że ciężar sporu przeniesie się na prawo autorskie w Stanach i na postępowania antymonopolowe w Europie, gdzie definicja nadużycia jest szersza. I spodziewam się, że Google będzie rozszerzał pilotaż płatności dokładnie w takim tempie, w jakim rośnie presja regulacyjna, ani szybciej, ani wolniej.

Jeżeli ustawodawcy posłuchają sędziego, wzorce już istnieją. Australia od 2021 r. ma kodeks negocjacyjny, który zmusił Google i Metę do umów z wydawcami. Kanada w 2023 r. uchwaliła ustawę o wiadomościach w internecie, po której Google zgodził się płacić około stu milionów dolarów kanadyjskich rocznie. Oba modele mają wady, ale oba dowodzą, że zapłata za treść w wyszukiwarce jest kwestią decyzji politycznej, a nie technicznej niemożliwości.

Wydawcom radzę przestać liczyć na amerykańskie sądy i zacząć liczyć własne dane. Firmom radzę przyjąć do wiadomości, że AI Overviews są częścią wyszukiwarki, i ustawić cele pod obecność w odpowiedzi, a nie tylko pod pozycję. Wszystkim radzę zbudować kanały, których żaden sędzia i żaden algorytm nie zabierze.

Komentarzy do tej sprawy udzielam mediom na bieżąco: tel. 533 525 168, e-mail: info@lukaszwudyka.pl.

Lukasz Wudyka
Łukasz Wudyka
Prezes Fundacji Usuwanie Hejtu, właściciel firmy Pozycjonowanie Stron

Pisze o tym, co robi na co dzień: o widoczności firm w Google, o stronach, które sprzedają, i o ochronie dobrego imienia w sieci.

Udostępnij wpis
Komentarz dla mediów?
533 525 168

Podobne wpisy

Jak zgłosić fałszywą opinię w Google? Instrukcja krok po kroku
28 września, 2026
16 min

Jak zgłosić fałszywą opinię w Google? Instrukcja krok po kroku

Fałszywa opinia w Google może realnie zaszkodzić firmie. Może obniżyć średnią ocenę, wpłynąć na decyzje potencjalnych klientów i sprawić, że Profil Firmy…

Czytaj
Jak zwiększyć sprzedaż dzięki e-mail marketingowi?
28 września, 2026
17 min

Jak zwiększyć sprzedaż dzięki e-mail marketingowi?

E-mail marketing może być jednym z najskuteczniejszych sposobów na zwiększanie sprzedaży w internecie. Pozwala wracać do osób, które już odwiedziły stronę, oglądały…

Czytaj
Poprawa widoczność wizytówki Google Maps
28 września, 2026
13 min

Poprawa widoczności wizytówki Google Maps

Profil Firmy w Google może być jednym z najważniejszych źródeł kontaktu z klientami dla lokalnego biznesu. To właśnie wizytówka pojawia się w…

Czytaj

Potrzebują Państwo komentarza?

Komentarze na gorąco, bezpośrednio do Łukasza Wudyki

533 525 168info@lukaszwudyka.pl
Firma: Pozycjonowanie Stron
222 500 844pozycjonowaniestron.pl
Marka firmy: SEOSEM24
533 543 333seosem24.pl
Fundacja Usuwanie Hejtu
222 900 142usuwaniehejtu.pl

Otrzymuj nasze komentarze

Podaj adres e-mail redakcji, a każdy nowy komentarz wyślemy na skrzynkę w chwili publikacji. Nie musisz sprawdzać strony.