Otwiera się w nowej karcie
12 października, 2026

Szkodliwe linki i narzędzie Disavow. Kiedy go użyć, a kiedy zostawić w spokoju?

Szkodliwe linki i narzędzie Disavow: kiedy zrzec się linków w Google, a kiedy zostawić je w spokoju

W raporcie linków pojawiają się nagle dziesiątki nieznanych adresów: zagraniczne katalogi, strony o hazardzie, automatycznie tworzone serwisy z kopiami cudzych treści. Właściciel firmy widzi to i zakłada, że ktoś szkodzi jego stronie, a jedynym ratunkiem jest narzędzie Disavow, czyli zrzeczenie się linków w Google. W większości przypadków to założenie jest błędne, a pochopne użycie narzędzia potrafi wyrządzić więcej szkody niż same linki.

Ta instrukcja jest przeznaczona dla osób, które prowadzą stronę firmową lub sklep i mają dostęp do Google Search Console. Opisuję w niej, skąd biorą się niechciane linki, co o zrzekaniu się linków mówi oficjalna pomoc Google i jak odróżnić sytuację, w której plik zrzeczenia jest potrzebny, od takiej, w której lepiej niczego nie ruszać.

Po lekturze czytelnik będzie umiał sprawdzić, czy wobec witryny podjęto ręczne działanie, przejrzeć i pobrać listę linków, ocenić je, przygotować poprawny plik, przesłać go, a w razie potrzeby wycofać. Wszystkie nazwy raportów i limity podaję zgodnie z aktualną pomocą Search Console.

Skąd biorą się niechciane linki do strony?

Każda strona, która istnieje w sieci dłużej niż kilka miesięcy, zbiera linki, o które nikt nie prosił. To zjawisko normalne i samo w sobie nie świadczy o żadnym ataku. Źródła takich linków da się podzielić na kilka grup, a od tego, do której grupy należy dany link, zależy dalsze postępowanie.

  • Automatyczne serwisy zbierające treści. Programy kopiują fragmenty cudzych stron, wyniki wyszukiwania albo listy domen i publikują je razem z linkami. Powstają tak tysiące stron bez żadnej wartości, które linkują do wszystkich po kolei.
  • Dawne działania pozycjonerskie. Linki kupione w systemach wymiany, masowe wpisy w katalogach, komentarze na forach z nazwą usługi w treści linku, teksty sponsorowane bez odpowiedniego oznaczenia. Często zamówiła je poprzednia firma obsługująca stronę i właściciel nawet o nich nie wie.
  • Historia domeny. Adres kupiony na rynku wtórnym albo przejęty po innej firmie ma własny bagaż linków, czasem z zupełnie innej branży.
  • Włamanie na cudzą stronę. Przestępcy umieszczają na zainfekowanych witrynach ukryte linki do przypadkowych adresów, żeby zamaskować te, na których im zależy.
  • Celowe działanie konkurenta. Zdarza się, ale znacznie rzadziej, niż się powszechnie sądzi. Zwykle to, co wygląda na atak, jest zwyczajnym spamem z pierwszej grupy.

Najważniejsze rozróżnienie dotyczy tego, kto stworzył linki. Jeżeli powstały bez udziału właściciela strony, Google w ogromnej większości przypadków samo je pomija. Jeżeli zostały kupione lub wymienione po to, żeby podnieść pozycję w wynikach, stanowią naruszenie zasad Google dotyczących spamu i to one są rzeczywistym powodem do działania.

Co o zrzekaniu się linków mówi oficjalna pomoc Google?

Strona pomocy Search Console poświęcona zrzekaniu się linków zaczyna się od punktu, który wiele osób pomija. Nosi on nazwę „Krok 0. Zdecyduj, czy to konieczne” i zawiera jednoznaczne stwierdzenie: Google najczęściej nie potrzebuje pomocy w określaniu, które linki są zaufane, dlatego w przypadku większości witryn korzystanie z narzędzia nie jest konieczne.

Według tej samej strony zrzeczenie się linków przychodzących jest konieczne tylko wtedy, gdy spełnione są jednocześnie dwa warunki. Po pierwsze, do witryny prowadzi wiele linków spamerskich, sztucznych lub niskiej jakości. Po drugie, z powodu tych linków zostały lub mogą zostać podjęte ręczne działania wobec witryny.

Google zapewnia też, że dokłada starań, aby działania w witrynach zewnętrznych nie powodowały obniżenia pozycji innej witryny. Jako przykład sytuacji, w której linki mogą jednak zaszkodzić, pomoc podaje płacenie za linki albo udział w systemie wymiany linków przez właściciela strony lub zatrudnionego przez niego specjalistę. Zalecenie brzmi: przede wszystkim usunąć z sieci jak najwięcej takich linków, a narzędzia użyć dopiero wobec tych, których usunąć się nie da.

Fragment pomocy Search Console o zrzekaniu się linków z częścią Krok 0 i dwoma warunkami, które muszą być spełnione jednocześnie
W części Krok 0 widać dwa warunki, przy których Google uznaje zrzeczenie się linków za konieczne. Źródło: support.google.com

Z tych zapisów wynika prosta zasada, którą stosuję w praktyce. Narzędzie Disavow jest dla witryn, które mają na koncie własną historię sztucznego pozyskiwania linków albo już otrzymały ręczne działanie. Nie jest to narzędzie do okresowego porządkowania profilu linków ani lek na każdy spadek pozycji.

Pomoc zawiera jeszcze jedno ograniczenie techniczne: narzędzie do zrzekania się linków nie obsługuje usług domeny. Kto zweryfikował witrynę w Search Console jako usługę typu „Domena”, nie zobaczy jej na liście w narzędziu. Trzeba wtedy dodać dla tej samej witryny usługę typu „Prefiks adresu URL” i pracować na niej.

Jak sprawdzić, czy wobec witryny podjęto ręczne działanie?

Ręczne działanie to decyzja pracownika Google, który uznał, że strony witryny nie spełniają zasad dotyczących spamu. Jego skutkiem jest obniżenie pozycji albo usunięcie całości lub części witryny z wyników wyszukiwania. Google informuje o nim w raporcie „Ręczne działania” oraz w wiadomościach w Search Console, więc nie trzeba się tego domyślać.

  1. Należy zalogować się w Google Search Console na konto, które ma dostęp do usługi danej witryny.
  2. W menu po lewej stronie trzeba rozwinąć część „Bezpieczeństwo i ręczne działania” i otworzyć raport „Ręczne działania”.
  3. W górnej części raportu widać liczbę ręcznych działań podjętych wobec witryny. Jeżeli takich działań nie ma, wyświetla się zielony znacznik i odpowiedni komunikat.
  4. Jeżeli działanie istnieje, należy rozwinąć jego opis. Widać w nim rodzaj problemu oraz wzorce adresów, których dotyczy: wybrany katalog albo całą witrynę.
  5. Przy opisie znajduje się odnośnik „Więcej informacji”, który prowadzi do szczegółowych zaleceń dla danego rodzaju działania.

W sprawach linków istotne są dwa rodzaje działań o podobnych nazwach. Działanie „Nienaturalne linki do Twojej witryny” dotyczy linków przychodzących i to właśnie przy nim stosuje się plik zrzeczenia. Działanie „Nienaturalne linki z Twojej witryny” dotyczy linków wychodzących, czyli umieszczonych na własnej stronie. W tym drugim przypadku narzędzie Disavow nic nie da: trzeba usunąć te linki u siebie albo oznaczyć je atrybutem rel="nofollow".

Jeżeli raport pokazuje zielony znacznik, a strona mimo to traci widoczność, przyczyny należy szukać gdzie indziej. Spadki znacznie częściej wynikają z błędów technicznych, słabych treści albo zmian po stronie konkurencji niż z cudzych linków. W takiej sytuacji lepszym pierwszym ruchem jest pełny audyt SEO strony niż sięganie po plik zrzeczenia.

Jak przejrzeć linki w raporcie „Linki” i pobrać ich listę?

Podstawowym źródłem danych jest raport „Linki” w Search Console. Pokazuje on linki, które Google rzeczywiście zna, i nie wymaga żadnych opłat. Ma dwie części: „Linki zewnętrzne”, czyli prowadzące z innych witryn, oraz „Linki wewnętrzne”. Przy okazji przeglądu drugiej części dobrze jest ocenić, czy linkowanie wewnętrzne w serwisie prowadzi do właściwych stron, ale do zrzekania się linków potrzebna jest wyłącznie część pierwsza.

  1. W menu po lewej stronie Search Console należy otworzyć raport „Linki”.
  2. W części „Linki zewnętrzne” trzeba odszukać tabelę „Witryny z największą liczbą linków przychodzących” i kliknąć pod nią „WIĘCEJ”. Pokaże się lista domen uporządkowana według liczby linków.
  3. Kliknięcie wybranej domeny pokazuje, do których stron własnej witryny prowadzą z niej linki. Kolejne kliknięcie w adres strony pokazuje konkretne strony z linkami.
  4. W tabeli „Tekst z największą liczbą linków przychodzących” należy sprawdzić, jakimi słowami inne witryny opisują stronę. To miejsce, w którym najszybciej widać spam i ślady dawnego pozycjonowania.
  5. Na głównej stronie raportu trzeba kliknąć „Wyeksportuj linki zewnętrzne” i wybrać zbiór „Najnowsze linki” albo „Więcej przykładowych linków”. Dane można pobrać jako plik CSV lub Arkusz Google.

Każdy z dwóch zbiorów zawiera najwyżej 100 tys. wierszy. Zbiór „Najnowsze linki” jest posortowany według daty wykrycia, więc dobrze pokazuje, co pojawiło się ostatnio. Zbiór „Więcej przykładowych linków” to próbka ze wszystkich linków znanych Google. Lista domen z tabeli „Witryny z największą liczbą linków przychodzących” ma osobny przycisk eksportu i obejmuje najwyżej 1000 wierszy.

Jak czytać dane z raportu, żeby nie wyciągnąć błędnych wniosków?

Pomoc Google zastrzega kilka rzeczy, o których trzeba wiedzieć przed oceną. Raport nie jest pełną listą wszystkich linków, lecz zbiorem przykładów, który ma pokazać ogólny obraz. Tabele są ograniczone do 1000 wierszy, więc przy często linkowanych witrynach bywają niepełne.

Raport obejmuje linki znalezione w dłuższym okresie. Część z nich mogła już zniknąć, a strona, na której były, może nie istnieć. Raport nie pokazuje też, czy link ma atrybut nofollow. Zanim więc jakikolwiek adres trafi na listę, trzeba go otworzyć i sprawdzić, czy link nadal tam jest.

Witryny w raporcie są grupowane według domeny głównej, bez protokołu i subdomen. Wpis example.com może więc oznaczać linki z kilku różnych subdomen tego samego serwisu. Ma to znaczenie przy dużych platformach z blogami użytkowników, o czym piszę niżej.

Kto na tym etapie woli nie zajmować się tym samodzielnie, może po prostu zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl. Chętnie przejmę sprawę: ocenię linki prowadzące do strony i przygotuję plik zrzeczenia tylko wtedy, gdy jest potrzebny.

Które linki są rzeczywiście problemem, a które lepiej zostawić?

To najtrudniejsza część całej pracy i jedyna, której nie da się zautomatyzować. Programy do analizy linków podają własne oceny „toksyczności”, ale są to szacunki producentów tych programów, a nie dane Google. Opieranie pliku zrzeczenia wyłącznie na takiej ocenie jest najczęstszą przyczyną utraty dobrych linków.

Punktem odniesienia powinny być zasady Google dotyczące spamu w części o linkach. Naruszeniem są linki tworzone po to, żeby wpływać na pozycję w wynikach. Do pliku zrzeczenia kwalifikują się przede wszystkim:

  • linki kupione lub uzyskane w zamian za towar albo usługę, które nie zostały oznaczone jako sponsorowane,
  • linki z systemów wymiany i z sieci stron założonych wyłącznie po to, żeby linkować,
  • linki tworzone przez programy do automatycznego dodawania wpisów i komentarzy,
  • masowe wpisy w katalogach niskiej jakości oraz linki w stopkach i szablonach rozsianych po wielu witrynach,
  • teksty sponsorowane i komunikaty rozsyłane do wielu serwisów z nazwą usługi i miasta w treści linku.

Wspólną cechą tych linków jest to, że ktoś je zamówił, a ich treść została dobrana pod wyszukiwarkę, nie pod czytelnika. Jeżeli w tabeli tekstów linków dominują sformułowania w rodzaju nazwy usługi z nazwą miasta, a nie nazwa firmy lub adres strony, to wyraźny ślad takich działań.

Na liście nie powinny się natomiast znaleźć linki, które tylko źle wyglądają. Chodzi o przypadkowe wzmianki na zagranicznych stronach, automatyczne zestawienia domen, serwisy ze statystykami witryn, kopie własnych artykułów na cudzych stronach, a także zwykłe katalogi firm, lokalne portale i fora, na których ktoś polecił firmę. Google takie linki albo pomija, albo traktuje jako naturalne.

Infografika z dwiema kolumnami: linki kwalifikujące się do pliku zrzeczenia oraz linki, które należy zostawić bez reakcji
Do pliku trafiają linki zamówione i sztuczne. Przypadkowy spam Google zwykle pomija samo.

W razie wątpliwości radzę stosować trzy pytania. Czy link powstał z inicjatywy właściciela strony lub firmy, która dla niego pracowała? Czy w zamian coś przekazano? Czy treść linku została narzucona? Trzy odpowiedzi przeczące oznaczają, że link należy zostawić w spokoju, niezależnie od tego, jak nieciekawie wygląda strona, na której się znajduje.

Dlaczego najpierw trzeba spróbować usunąć link u źródła?

Zrzeczenie się linku nie usuwa go z sieci. Jest tylko prośbą do Google, żeby nie brało go pod uwagę przy ocenie witryny. Dlatego pomoc Google stawia kolejność jasno: najpierw próba usunięcia linków, a dopiero potem zrzeczenie się tych, których usunąć się nie udało.

Przy ręcznym działaniu ta kolejność ma znaczenie praktyczne. W zaleceniach dla działania „Nienaturalne linki do Twojej witryny” Google pisze wprost, że dodanie na ślepo wszystkich linków do pliku nie zostanie uznane za dobrą wolę, a samo zrzeczenie się linków bez próby ich usunięcia może spowodować odrzucenie prośby o ponowne rozpatrzenie.

  1. Linki, którymi witryna zarządza sama, należy usunąć od razu: własne profile, wpisy w katalogach z dostępem do konta, podpisy na forach, strony zaplecza.
  2. Jeżeli linki zamawiała firma zewnętrzna, trzeba poprosić ją o listę miejsc publikacji i o usunięcie linków, do których ma dostęp.
  3. Dla pozostałych stron należy odszukać kontakt do administratora: zakładkę kontaktową, adres w stopce albo formularz.
  4. Do administratora wysyła się krótką, rzeczową prośbę z dokładnym adresem strony, na której jest link, i adresem, do którego prowadzi.
  5. Każdą próbę zapisuje się w arkuszu: adres strony z linkiem, data wysłania prośby, sposób kontaktu, odpowiedź i wynik.
  6. Po mniej więcej dwóch tygodniach warto ponowić prośbę do tych, którzy nie odpowiedzieli, a następnie sprawdzić, które linki zniknęły.

Treść prośby może wyglądać tak: „Dzień dobry, na stronie [adres strony z linkiem] znajduje się link do witryny [adres własnej witryny]. Uprzejmie proszę o jego usunięcie albo o dodanie do niego atrybutu rel=”nofollow”. Z góry dziękuję za pomoc.” Nie trzeba się tłumaczyć ani powoływać na przepisy. Krótka i uprzejma wiadomość ma największą szansę na odpowiedź.

Dopuszczalnym rozwiązaniem jest także zmiana linku tak, żeby nie przekazywał pozycji. Google wymienia tu atrybut rel="nofollow" lub inny, bardziej konkretny, na przykład rel="sponsored" przy linkach opłaconych. Dla administratora bywa to łatwiejsze niż usuwanie całego wpisu.

Zdarza się, że administrator żąda zapłaty za usunięcie linku. Radzę nie płacić. Taki link trafia po prostu do pliku zrzeczenia, a w arkuszu zostaje notatka o żądaniu. Arkusz z historią kontaktów jest potrzebny później, przy pisaniu prośby o ponowne rozpatrzenie.

Jak przygotować plik zrzeczenia, żeby Google go przyjęło?

Plik zrzeczenia to zwykły plik tekstowy z listą stron lub domen. Jego budowę opisuje pomoc Search Console w części „Krok 1. Utwórz listę linków, których chcesz się zrzec”. Wymagania są krótkie, ale każde z nich jest sprawdzane przy przesyłaniu.

  • W każdym wierszu znajduje się jeden adres URL albo jedna domena.
  • Zrzeczenie się całej domeny lub subdomeny wymaga przedrostka domain:, na przykład domain:example.com.
  • Nie można zrzec się całej ścieżki podrzędnej, na przykład example.com/en/. Do wyboru jest pojedynczy adres strony albo cała domena.
  • Plik musi być plikiem tekstowym w kodowaniu UTF-8 albo 7-bitowym ASCII, a jego nazwa musi kończyć się na .txt.
  • Maksymalna długość adresu URL to 2 048 znaków.
  • Maksymalny rozmiar pliku to 100 tys. wierszy, łącznie z pustymi wierszami i komentarzami, oraz 2 MB.
  • Wiersz zaczynający się od znaku # jest komentarzem. Google pomija takie wiersze.
Fragment pomocy Search Console z listą wymagań dla pliku zrzeczenia: jeden adres w wierszu, przedrostek domain, kodowanie, limity
Lista wymagań dla pliku: jeden adres w wierszu, przedrostek domain:, kodowanie i limity rozmiaru. Źródło: support.google.com

Poprawnie zbudowany plik wygląda następująco. Adresy w przykładzie są zmyślone i służą wyłącznie do pokazania układu.

# Pojedyncze strony, administrator nie odpowiedzial na dwie prosby
http://katalog.example.com/firmy/wpis-481.html
https://forum.example.net/watek/pozycjonowanie-tanio

# Cale domeny z systemu wymiany linkow
domain:linki-example.org
domain:zaplecze-example.info

# Subdomena z automatycznie tworzonymi wpisami
domain:spam.example.com

Pojedynczy adres czy cała domena?

Wiersz z adresem URL obejmuje tylko tę jedną stronę. Jeżeli ten sam link pojawia się w serwisie pod wieloma adresami, na przykład na stronach kategorii, tagów i archiwum, pojedyncze adresy nie wystarczą. Google samo zaleca, żeby przy wielu linkach z jednej domeny użyć dla wygody operatora domain:.

Zrzeczenie się domeny jest jednak decyzją szerszą: obejmuje wszystkie linki z tej domeny, obecne i przyszłe. Dlatego nie wolno stosować go wobec dużych platform, na których obok spamu są wartościowe treści. Przy serwisach z blogami użytkowników właściwym wyborem jest konkretna subdomena albo konkretne adresy, a nie cała domena główna.

Jak zapisać plik w dobrym kodowaniu?

Plik należy tworzyć w prostym edytorze tekstu, takim jak systemowy Notatnik, a nie w programie do pisania dokumentów. Edytory dokumentów dodają formatowanie, przez które plik zostanie odrzucony. Przy zapisywaniu wybiera się typ pliku tekstowego i kodowanie UTF-8, a nazwie nadaje się końcówkę .txt, na przykład zrzeczenie-linkow.txt.

Najbezpieczniej jest pisać komentarze bez polskich znaków, tak jak w przykładzie. Nie jest to wymóg Google, ale usuwa ryzyko błędu przy zapisie w niewłaściwym kodowaniu. Adresy należy wklejać dokładnie w takiej postaci, w jakiej występują w eksporcie z raportu, razem z protokołem.

Jak wykorzystać eksport z Search Console?

Pomoc Google podpowiada, że listę można zbudować z danych pobranych z raportu „Linki”. Zaraz potem dodaje jednak warunek: z pobranego pliku trzeba usunąć wszystkie adresy, których zrzeczenie nie jest zamierzone. Przesłanie całego eksportu bez przeglądu oznaczałoby zrzeczenie się wszystkich linków do witryny, także tych najlepszych.

Jak przesłać plik zrzeczenia krok po kroku?

Narzędzia do zrzekania się linków nie ma w menu Search Console. Otwiera się je bezpośrednio pod adresem search.google.com/search-console/disavow-links albo przez odnośnik ze strony pomocy „Zrzekanie się linków do swojej witryny”. Przesłać listę może tylko właściciel usługi, a nie użytkownik z ograniczonym dostępem.

  1. Należy zalogować się na konto Google, które jest właścicielem usługi w Search Console, i otworzyć stronę narzędzia do zrzekania się linków.
  2. Z listy usług trzeba wybrać tę, której dotyczy lista. Jeżeli witryny nie ma na liście, najpewniej jest dodana jako usługa domeny i trzeba najpierw utworzyć usługę z prefiksem adresu URL.
  3. Jeżeli dla usługi istnieje już lista, pojawi się podsumowanie stron i domen, które są ignorowane. Trzeba wtedy pobrać dotychczasową listę i dopisać nowe wiersze do niej, zamiast tworzyć plik od zera.
  4. Należy kliknąć przycisk przesyłania listy i zgodnie ze wskazówkami wybrać przygotowany plik z dysku komputera.
  5. Jeżeli plik zawiera błędy, od razu wyświetli się ich wykaz. Poprzednia lista nie zostaje wtedy zastąpiona. Trzeba poprawić wskazane wiersze i przesłać plik ponownie.
  6. Po udanym przesłaniu narzędzie pokazuje podsumowanie z liczbą stron i domen na liście. Liczby trzeba porównać z własnym arkuszem.

Trzeci krok jest tym, przy którym najłatwiej o szkodę. Dla każdej usługi można przesłać jedną listę, a przesłanie nowej zastępuje dotychczasową w całości. Kto prześle plik zawierający tylko nowe adresy, ten wycofa zrzeczenie wszystkich wcześniejszych.

Lista dotyczy tylko usługi, do której została przesłana, oraz jej usług podrzędnych. Pomoc Google zaznacza, że przy osobnych usługach dla wersji http i https trzeba przesłać osobną listę dla każdej z nich. Dotyczy to zwłaszcza witryn, które zmieniały protokół albo adres. Po takiej zmianie trzeba też pamiętać o przeniesieniu listy do usługi nowego adresu.

Jak napisać prośbę o ponowne rozpatrzenie przy ręcznym działaniu?

Przesłanie pliku nie zdejmuje ręcznego działania. Robi to dopiero pracownik Google po rozpatrzeniu prośby wysłanej z raportu „Ręczne działania”. Prośbę wysyła się wtedy, gdy problem został rozwiązany na wszystkich stronach, których dotyczy działanie: linki możliwe do usunięcia zostały usunięte, a pozostałe znalazły się w pliku.

W raporcie „Ręczne działania” należy kliknąć „Poproś o sprawdzenie” i w polu tekstowym opisać wykonaną pracę. Według pomocy Google dobra prośba spełnia trzy warunki: dokładnie omawia problem związany z jakością witryny, opisuje działania podjęte w celu jego usunięcia i dokumentuje wyniki tych działań. Przy linkach Google prosi dodatkowo o informacje o usuniętych linkach i wyjaśnienie, dlaczego pozostałych nie udało się usunąć.

W praktyce prośba powinna zawierać cztery elementy:

  • uczciwy opis źródła linków, na przykład informację, że zamawiała je firma obsługująca stronę i w jakich miejscach je umieszczano,
  • liczbę linków usuniętych u źródła oraz sposób, w jaki do tego doprowadzono,
  • odnośnik do arkusza z historią kontaktów, udostępnionego do odczytu bez logowania,
  • informację o przesłaniu pliku zrzeczenia i o tym, co zmieniono, żeby sytuacja się nie powtórzyła.

Prośbę czyta człowiek, dlatego powinna być konkretna i szczera. Zaprzeczanie oczywistym faktom albo ogólne zapewnienia bez dowodów kończą się odmową. Nie ma gwarancji, że pierwsza prośba zostanie przyjęta. Jeżeli Google odmówi, trzeba uważnie przeczytać odpowiedź, bo bywają w niej przykłady linków nadal uznawanych za naruszenie. Należy wtedy wrócić do przeglądu, rozszerzyć usuwanie i plik, a dopiero potem wysłać kolejną prośbę.

Po wysłaniu Google potwierdza przyjęcie prośby wiadomością e-mail i drugą wiadomością informuje o wyniku. Pomoc wyraźnie prosi, żeby nie wysyłać prośby ponownie, dopóki nie zapadnie decyzja w sprawie już rozpatrywanej. Na czas weryfikacji strony objęte działaniem muszą być dostępne dla Google: bez logowania, bez blokady w pliku robots.txt i bez dyrektywy noindex.

Ile czeka się na skutek i po czym go poznać?

Pomoc Google podaje dwa różne terminy i nie należy ich mylić. Pierwszy dotyczy samej listy: po udanym przesłaniu może ona zostać uwzględniona dopiero po kilku tygodniach, w miarę jak Google ponownie odwiedza i przetwarza strony z linkami. Narzędzie nie pokazuje postępu tego procesu.

Drugi termin dotyczy prośby o ponowne rozpatrzenie. W przypadku większości próśb sprawdzanie trwa kilka dni lub tygodni, ale Google zastrzega, że prośby związane z linkami mogą wymagać więcej czasu. Jedynym pewnym sygnałem jest wiadomość z decyzją oraz zmiana w raporcie „Ręczne działania”, w którym po cofnięciu działania ponownie widać zielony znacznik.

Trzeba też wiedzieć, czego nie zobaczy się nigdy. Linki, których się zrzeczono, nadal będą widoczne w raporcie „Linki”. To zachowanie opisane w pomocy, a nie dowód, że plik nie działa. Jedynym potwierdzeniem, że lista jest aktywna, pozostaje podsumowanie na stronie narzędzia.

Cofnięcie ręcznego działania nie oznacza powrotu na dawne pozycje. Linki, które wcześniej sztucznie podnosiły widoczność, przestały się liczyć, więc strona wraca do poziomu, na jaki pozwalają jej treść i naturalne linki. Odbudowa widoczności wymaga zwykłej, cierpliwej pracy nad stroną.

Jeżeli ręcznego działania nie było, a plik przesłano zapobiegawczo, najczęściej nie widać żadnej zmiany. Brak zmiany nie jest powodem, żeby dopisywać kolejne domeny. Jeżeli po kilku tygodniach widoczność nadal spada, trzeba sprawdzić inne przyczyny, zaczynając od tego, czy strony są zaindeksowane w Google.

Czym grozi zrzeczenie się dobrych linków i jak wycofać plik?

Linki z innych witryn należą do sygnałów, na podstawie których Google ocenia stronę. Zrzeczenie się linku jest prośbą o pominięcie go przy tej ocenie. Jeżeli na liście znajdą się linki naturalne, strona sama pozbawia się części tego, co budowało jej pozycję, a skutkiem może być spadek widoczności zamiast poprawy.

W zaleceniach dotyczących ręcznych działań Google przestrzega przed tym wprost: narzędzie często bywa używane nieprawidłowo i trzeba się upewnić, że na listę nie trafiają naturalne linki do witryny. Błędy, które widzę najczęściej, powtarzają się w podobnej postaci:

  • przesłanie całego eksportu z raportu albo gotowej listy z programu, bez otwierania stron,
  • zrzekanie się całych domen dużych serwisów z powodu kilku słabych podstron,
  • dopisywanie linków tylko dlatego, że pochodzą z zagranicy albo ze stron o nieznanej nazwie,
  • przesłanie nowego pliku bez wierszy z poprzedniej listy,
  • regularne „czyszczenie” linków co miesiąc, mimo że nie ma ręcznego działania ani historii kupowania linków,
  • pominięcie próby usunięcia linków i wysłanie prośby o ponowne rozpatrzenie opartej wyłącznie na pliku.

Bezpieczna zasada jest prosta: na listę trafia tylko to, co zostało obejrzane i o czym wiadomo, skąd się wzięło. Wątpliwy link lepiej zostawić niż się go zrzec. Google samo radzi sobie ze zwykłym spamem, natomiast szkody po zrzeczeniu się dobrego linku nikt za właściciela strony nie naprawi.

Jak wycofać plik zrzeczenia albo poprawić listę?

Listę można zmienić na dwa sposoby. Pierwszy to przesłanie poprawionego pliku. Skoro nowa lista zastępuje starą, wystarczy usunąć z pliku wiersze, które znalazły się w nim niesłusznie, i przesłać go ponownie. Pomoc Google potwierdza, że przy zastępowaniu listy nie trzeba wcześniej niczego kasować.

Drugi sposób to usunięcie wszystkich danych o zrzeczeniu się linków dla danej usługi:

  1. Należy otworzyć stronę narzędzia do zrzekania się linków.
  2. Z listy usług trzeba wybrać właściwą usługę.
  3. Przed usunięciem warto pobrać i zachować obecną listę, żeby w razie potrzeby móc ją przywrócić.
  4. Należy kliknąć „Anuluj ignorowane linki”. Lista ignorowanych linków dla wybranej usługi zostanie usunięta.

Wycofanie działa z takim samym opóźnieniem jak przesłanie: według pomocy zmiana może zostać uwzględniona dopiero po kilku tygodniach. Pomoc nie zapewnia przy tym, że linki odzyskają dokładnie taką wagę, jaką miały przed zrzeczeniem, dlatego ostrożność przed przesłaniem pliku jest ważniejsza niż możliwość jego cofnięcia.

Najczęstsze pytania

Czy każda strona powinna mieć plik zrzeczenia?

Nie. Pomoc Google stwierdza, że w przypadku większości witryn korzystanie z narzędzia nie jest konieczne. Plik jest potrzebny wtedy, gdy do witryny prowadzi wiele sztucznych linków i jednocześnie podjęto wobec niej ręczne działanie albo istnieje realne ryzyko, że zostanie podjęte, na przykład z powodu kupowanych wcześniej linków.

Czy konkurent może zaszkodzić stronie, kierując do niej spamerskie linki?

Google deklaruje, że dokłada starań, aby działania w witrynach zewnętrznych nie obniżały pozycji innej witryny, i zwykle pomija linki ze znanych witryn rozsyłających spam. Jeżeli w raporcie „Ręczne działania” jest zielony znacznik, nagły przyrost takich linków nie wymaga żadnej reakcji poza obserwacją. Reakcja jest potrzebna dopiero wtedy, gdy pojawi się ręczne działanie.

Czy zrzeczone linki znikną z raportu „Linki”?

Nie. Pomoc Google zaznacza, że linki, których się zrzeczono, będą w dalszym ciągu widoczne w raporcie. Zrzeczenie nie usuwa też linków z sieci, więc nadal będą je pokazywać zewnętrzne programy do analizy linków.

Czy plik zrzeczenia można przesłać dla usługi domeny?

Nie, narzędzie nie obsługuje usług domeny. Trzeba dodać w Search Console usługę typu „Prefiks adresu URL” dla adresu, pod którym działa witryna, potwierdzić prawo własności i dopiero dla tej usługi przesłać listę.

Czy trzeba przesyłać osobne pliki dla wersji z www i bez www?

Lista obowiązuje dla usługi, do której ją przesłano, i dla jej usług podrzędnych. Pomoc Google wymaga osobnych list dla usług http i https. Najprościej jest przesłać ten sam plik do każdej usługi z prefiksem adresu URL, którą witryna ma w Search Console, zaczynając od adresu, pod którym strona rzeczywiście działa.

Jak często trzeba aktualizować listę?

Tylko wtedy, gdy pojawia się powód: nowe ręczne działanie, odmowa po prośbie o ponowne rozpatrzenie albo odkrycie kolejnej partii zamówionych kiedyś linków. Okresowe dopisywanie przypadkowych domen nie przynosi korzyści i zwiększa ryzyko pomyłki.

Brak czasu albo ochoty, żeby zająć się tym samodzielnie?

To zupełnie zrozumiałe. Opisane czynności wymagają spokoju i kilku wolnych godzin, a w firmie zwykle brakuje jednego i drugiego. Chętnie zrobię to od początku do końca: ocenię linki prowadzące do strony i przygotuję plik zrzeczenia tylko wtedy, gdy jest potrzebny.

Wystarczy zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl i w kilku zdaniach opisać sprawę. Odpowiadam osobiście i od razu mówię, co da się zrobić.

Rozpocznij dyskusję

Komentować mogą zalogowani czytelnicy. Za każdy komentarz zbliżasz się do kolejnej rangi.

Nie mam konta

Wystarczy nick i e-mail. Hasło ustawisz po kliknięciu w link z maila.

NowicjuszObserwatorKomentatorDyskutantBywaleci jeszcze 5 wyżej
Załóż konto
Lukasz Wudyka
Łukasz Wudyka
Właściciel firmy Pozycjonowanie Stron, prezes Fundacji Usuwanie Hejtu

Pisze o tym, co robi na co dzień: o widoczności firm w Google, o stronach, które sprzedają, i o ochronie dobrego imienia w sieci.

Udostępnij wpis
Komentarz dla mediów?
533 525 168
Zamów usługi
222 500 844
Zadzwoń do fundacji
222 900 142

Podobne wpisy

Propagacja DNS: ile trwa zmiana rekordu i jak sprawdzić, czy jest już widoczna w sieci
23 października, 2026
20 min

Propagacja DNS. Ile naprawdę trwa i jak sprawdzić, czy zmiana jest już widoczna?

Zmiana w strefie DNS bywa widoczna po kilku minutach albo po dwóch dobach. Instrukcja wyjaśnia, od czego zależy ten czas, jak krok…

Czytaj
Błąd Maximum execution time exceeded w WordPressie - co oznacza i jak go rozwiązać
23 października, 2026
18 min

„Maximum execution time exceeded”. Co oznacza ten błąd i jak go rozwiązać?

Aktualizacja, import albo kopia zapasowa urywa się z komunikatem o przekroczonym czasie? Wyjaśniam, skąd bierze się ten błąd, jak ustalić, co trwało…

Czytaj
Pierwszy wywiad właściciela firmy i przygotowanie trzech najważniejszych komunikatów dla mediów
23 października, 2026
20 min

Pierwszy wywiad właściciela firmy. Jak przygotować trzy najważniejsze komunikaty?

Z całej rozmowy dziennikarz wybierze dwa lub trzy zdania. Instrukcja pokazuje, jak przygotować trzy komunikaty, przećwiczyć trudne pytania, zachować się w rozmowie…

Czytaj

Potrzebują Państwo komentarza?

Komentarze na gorąco, bezpośrednio do Łukasza Wudyki

533 525 168info@lukaszwudyka.pl
Firma: Pozycjonowanie Stron
222 500 844pozycjonowaniestron.pl
Fundacja Usuwanie Hejtu
222 900 142usuwaniehejtu.pl

Otrzymuj nasze komentarze

Podaj adres e-mail redakcji, a każdy nowy komentarz wyślemy na skrzynkę w chwili publikacji. Nie musisz sprawdzać strony.