Tekst na stronę firmową często powstaje w oderwaniu od tego, co Google już pokazuje na dane zapytanie. Właściciel firmy pisze obszerny artykuł, a wyszukiwarka od dawna wyświetla w tym miejscu strony usługowe z cennikiem i mapę z lokalnymi firmami. Efekt jest przewidywalny: włożona praca nie przekłada się na widoczność, bo tekst odpowiada na inne pytanie niż to, które zadaje klient.
Pierwsza strona wyników jest najtańszym i najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy o tym, czego Google oczekuje od treści na dany temat. Nie wymaga płatnych narzędzi, wystarczy przeglądarka, arkusz na notatki i mniej więcej godzina skupienia. Ta instrukcja jest przeznaczona dla osób, które same piszą teksty na swoją stronę albo zlecają je komuś i chcą umieć ocenić, czy plan tekstu ma sens.
Po lekturze czytelnik będzie umiał przygotować wyszukiwarkę tak, by wyniki nie były zniekształcone, nazwać elementy strony wyników, rozpoznać rodzaj treści, którego oczekuje Google, wynotować z konkurencyjnych stron to, co istotne, i zamienić te notatki w konkretny plan tekstu. Opisuję też, po czym poznać, że analiza była trafna, oraz co zrobić, gdy mimo wszystko tekst nie zyskuje widoczności.
Jak przygotować wyszukiwarkę, żeby wyniki nie były zniekształcone?
Wyniki wyszukiwania nie są takie same dla wszystkich. Google w swojej dokumentacji zaznacza, że wygląd strony wyników zależy między innymi od tego, czy używany jest komputer, czy telefon, w jakim kraju znajduje się użytkownik i w jakim języku wpisuje zapytanie. Do tego dochodzi lokalizacja oraz wcześniejsza aktywność na koncie Google. Kto ogląda wyniki w swojej zwykłej przeglądarce, po zalogowaniu, ten widzi obraz dopasowany do siebie, a nie do przeciętnego klienta.
Z tego powodu przed analizą trzeba ograniczyć wpływ własnej historii. Nie da się go wyłączyć całkowicie, ponieważ wyszukiwarka zawsze ustala ogólny obszar, z którego pochodzi zapytanie. Można jednak doprowadzić do sytuacji, w której wyniki są zbliżone do tego, co zobaczy nowy klient.
- Otwarcie okna prywatnego w przeglądarce. W Chrome służy do tego pozycja „Nowe okno incognito” w menu przeglądarki. W takim oknie użytkownik nie jest zalogowany na konto Google, a historia wcześniejszych wyszukiwań z konta nie wpływa na wyniki.
- Wejście na stronę wyszukiwarki w polskiej wersji i wpisanie zapytania dokładnie tak, jak wpisałby je klient: bez nazwy własnej firmy, bez cudzysłowu, zwykłymi słowami.
- Przewinięcie strony wyników na sam dół. Google podaje tam, na jakiej podstawie ustalił lokalizację, na przykład „Z Twojego adresu internetowego” albo „Z Twojego urządzenia”. Jeżeli wskazana miejscowość nie pokrywa się z obszarem działania firmy, wyniki lokalne będą dotyczyły innego miasta.
- Przy zapytaniach lokalnych dopisanie nazwy miejscowości do zapytania, na przykład hydraulik Kielce. Jest to prostsze i pewniejsze niż próby zmiany lokalizacji w ustawieniach.
- Powtórzenie tego samego wyszukiwania na telefonie, również w oknie prywatnym. Układ strony wyników na telefonie bywa inny niż na komputerze, a klienci firm lokalnych często szukają właśnie na telefonie.
- Założenie arkusza lub dokumentu na notatki z kolumnami: zapytanie, pozycja, adres strony, rodzaj strony, tytuł, o czym jest treść, czego brakuje.
Analizę należy przeprowadzić dla jednego głównego zapytania i dwóch lub trzech jego odmian. Jeśli tekst ma dotyczyć wymiany okien, sensowne będą na przykład zapytania wymiana okien, wymiana okien cena oraz ile trwa wymiana okien. Każde z nich może mieć inną stronę wyników, a to pierwsza ważna informacja: jeśli wyniki różnią się wyraźnie, jeden tekst nie obsłuży dobrze wszystkich tych zapytań.
Pomocne bywają też dwa operatory opisane w pomocy Google. Cudzysłów wokół wyrażenia wymusza dopasowanie ścisłe, a operator site: ogranicza wyniki do jednej witryny. Wpisanie site:nazwafirmy.pl wymiana okien pokaże, czy na własnej stronie nie ma już podstrony o tym samym temacie. Po dwukropku nie stawia się spacji.
Z czego składa się strona wyników i jak nazywają się jej elementy?
Zanim zacznie się notować, dobrze jest znać nazwy tego, na co się patrzy. Google opisuje je w dokumentacji pod tytułem „Galeria elementów wizualnych w wyszukiwarce Google”. Ta sama nazwa elementu pojawia się potem w innych materiałach pomocy, więc znajomość słownictwa ułatwia dalsze szukanie informacji.

Podstawowym elementem jest wynik tekstowy, czyli wynik oparty na tekstowej zawartości strony. Składa się on z kilku części, z których każda niesie informację przydatną przy planowaniu tekstu.
- Atrybucja – informacja o źródle: mała ikona witryny, nazwa witryny oraz wyświetlany adres. Pozwala szybko ocenić, kto zajmuje dane miejsce: portal, sklep, urząd czy mała firma.
- Link z tytułem – niebieski tytuł wyniku prowadzący do strony. To on w największym stopniu decyduje o tym, czy użytkownik kliknie.
- Krótki opis – tekst pod tytułem. Google tworzy go głównie z treści strony, czasem z opisu przygotowanego przez właściciela.
- Grupa linków do podstron – dodatkowe linki z tej samej domeny pod jednym wynikiem. Pojawiają się zwykle przy rozbudowanych, dobrze uporządkowanych serwisach.
- Atrybuty rozszerzone – dodatkowe informacje, na przykład gwiazdki z ocenami. Pochodzą najczęściej z uporządkowanych danych umieszczonych w kodzie strony.
Poza wynikami tekstowymi na stronie pojawiają się wyniki z elementami rozszerzonymi, wyniki wyszukiwania obrazów i filmów oraz tak zwane funkcje eksploracji. Do tych ostatnich należą grupa podobnych pytań, widoczna na stronie jako sekcja „Podobne pytania”, oraz grupa podobnych wyszukiwań, zwykle na dole strony. Obie pokazują, o co jeszcze pytają ludzie zainteresowani tematem.
Osobną kategorią są reklamy. Wyniki płatne są oznaczone etykietą „Sponsorowane” i nie należy ich wliczać do analizy wyników organicznych. Sama ich obecność jest jednak informacją: jeśli nad wynikami organicznymi widać kilka reklam, zapytanie ma charakter handlowy i ktoś uznał, że opłaca się za nie płacić.
Przy części zapytań na górze strony pojawia się odpowiedź przygotowana przez Google: fragment z odpowiedzią pobrany z jednej strony albo podsumowanie tworzone przez sztuczną inteligencję. Ich obecność oznacza, że użytkownik może otrzymać odpowiedź bez klikania w jakikolwiek wynik. Tekst, który ma odpowiadać wyłącznie na proste pytanie o definicję, będzie w takim otoczeniu przyciągał mniej wejść, niż wynikałoby to z samej pozycji.
Jak rozpoznać, jakiego rodzaju strony Google pokazuje na dane zapytanie?
To najważniejszy etap całej analizy. Chodzi o ustalenie, jaki rodzaj strony dominuje na pierwszej stronie wyników, ponieważ właśnie taki rodzaj Google uznaje za najlepszą odpowiedź na dane zapytanie. Szerzej o samym zjawisku piszę w tekście o tym, jak rozpoznać intencję wyszukiwania, tutaj skupiam się na praktycznym odczytaniu jej z wyników.
Każdy wynik organiczny z pierwszej strony należy otworzyć i przypisać do jednej z grup. W praktyce wystarcza pięć: strona usługowa lub ofertowa, kategoria albo karta produktu w sklepie, artykuł instruktażowy lub wyjaśniający, zestawienie i porównanie, strona urzędu lub instytucji. Wynik wpisuje się do arkusza w kolumnie z rodzajem strony.
Po przypisaniu wszystkich wyników obraz zwykle staje się czytelny. Jeżeli zdecydowaną większość miejsc zajmują strony usługowe, artykuł blogowy będzie miał bardzo trudne zadanie i na to zapytanie należy przygotować stronę oferty. Jeżeli dominują artykuły wyjaśniające, strona z samą ofertą i formularzem nie odpowie na potrzebę szukającego. Jeżeli wyniki są wymieszane, Google sam nie jest pewien, czego oczekuje użytkownik, i jest miejsce na różne podejścia.

Drugą wskazówką są elementy dodatkowe. Mapa z listą firm oznacza, że zapytanie jest traktowane jako lokalne, a o widoczność w tym bloku decyduje przede wszystkim profil firmy w Google, nie tekst na stronie. Pasek z produktami i cenami oznacza zapytanie zakupowe. Blok z filmami wskazuje, że ludzie chcą zobaczyć czynność, a nie tylko o niej przeczytać. Sekcja „Podobne pytania” sygnalizuje, że temat rodzi wiele wątpliwości i tekst powinien na nie odpowiadać.
Trzecią wskazówką jest kolejność filtrów pod polem wyszukiwania. Pomoc Google podaje, że kolejność kategorii takich jak „Grafika”, „Wiadomości”, „Filmy” czy „Zakupy” zależy od zapytania. Jeżeli zaraz po „Wszystko” pojawia się „Grafika”, w tekście powinny znaleźć się dobre, własne zdjęcia lub schematy. Jeżeli na początku jest „Zakupy”, użytkownik chce kupować, nie czytać.
Na koniec tego etapu należy zapisać jedno zdanie wniosku, na przykład: na to zapytanie Google pokazuje głównie strony usługowe lokalnych firm, z mapą na górze. To zdanie wyznacza rodzaj strony, którą trzeba przygotować. Wszystkie dalsze kroki służą już tylko temu, by wykonać ją lepiej niż konkurenci.
Kto woli nie zajmować się tym samodzielnie, może zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na info@lukaszwudyka.pl. Przejrzę wyniki wyszukiwania dla wskazanych zapytań, ustalę, jakiego rodzaju treści oczekuje Google, i przygotuję gotowy plan tekstu.
Co mówią tytuły i opisy wyników z pierwszej strony?
Tytuły wyników to gotowa lekcja języka, jakim o temacie mówi rynek. Należy przepisać je do arkusza jeden pod drugim i przeczytać jako całość. Powtarzające się słowa pokazują, co użytkownicy chcą zobaczyć jeszcze przed kliknięciem: cenę, czas realizacji, miejscowość, słowo „instrukcja”, liczbę sposobów albo zapewnienie, że coś da się zrobić samodzielnie.
Na tym etapie zapisuje się trzy rzeczy. Pierwsza to słowa wspólne dla większości tytułów, które powinny znaleźć się także we własnym tytule, ponieważ odpowiadają oczekiwaniu szukającego. Druga to obietnica, której nikt nie składa, a którą własna treść może uczciwie spełnić. Trzecia to długość i budowa tytułów: czy są pytaniem, czy stwierdzeniem, czy zawierają nazwę firmy.
Krótkie opisy pod tytułami pokazują z kolei, które zdania ze stron Google uznał za najlepszą odpowiedź na zapytanie. Wyszukiwarka często pogrubia w nich słowa bliskie zapytaniu, również synonimy. Te pogrubienia należy wynotować, bo podpowiadają, jakimi słowami wyszukiwarka opisuje temat i jakie określenia traktuje jako równoważne.
Własny tytuł nie powinien być kopią cudzego. Celem jest tytuł, który mieści się w konwencji pierwszej strony wyników, a jednocześnie wyróżnia się konkretem. Jak to zrobić w praktyce, opisuję osobno w tekście o tym, jak napisać tytuł i opis strony do Google.
Jak przejrzeć strony konkurentów i co z nich wynotować?
Po analizie samej strony wyników przychodzi czas na otwarcie stron, które na niej widnieją. Nie chodzi o czytanie każdej od początku do końca, tylko o szybkie rozpoznanie budowy i zakresu. Wystarczy przejrzeć wyniki organiczne z pierwszej strony, pomijając reklamy, serwisy z filmami i strony, które wyraźnie odpowiadają na inne pytanie.
- Otwarcie każdego wyniku w osobnej karcie i wpisanie do arkusza jego adresu oraz pozycji.
- Przepisanie nagłówków śródtytułowych w kolejności, w jakiej występują na stronie. Powstaje w ten sposób spis treści każdego konkurenta.
- Zaznaczenie, co znajduje się na samej górze strony: definicja, cena, formularz, zdjęcie, spis treści czy długi wstęp.
- Zanotowanie elementów innych niż tekst: tabel, kalkulatorów, zdjęć realizacji, filmów, schematów, plików do pobrania, sekcji z pytaniami.
- Zapisanie, kto jest autorem i czy strona to pokazuje: podpis z nazwiskiem, informacja o firmie, dane kontaktowe, odesłanie do źródeł.
- Ocena aktualności: czy treść opisuje stan obecny, czy odwołuje się do nieobowiązujących przepisów, starych wersji narzędzi lub dawnych cenników.
- Zapisanie jednej rzeczy, której na danej stronie brakuje, a której szukający mógłby oczekiwać.
Po przejściu wszystkich wyników należy zestawić spisy treści obok siebie. Tematy, które powtarzają się u większości konkurentów, tworzą zakres obowiązkowy. Jeśli prawie każda strona o wymianie okien omawia czas trwania prac, sposób zabezpieczenia mieszkania i koszt, pominięcie któregoś z tych wątków sprawi, że własny tekst będzie odbierany jako niepełny.
Tematy, które pojawiają się tylko u jednego lub dwóch konkurentów, wymagają namysłu. Czasem są to wartościowe uzupełnienia, czasem przypadkowe dygresje. Rozstrzyga proste pytanie: czy osoba wpisująca to zapytanie chciałaby tę informację dostać. Jeśli tak, wątek trafia do planu.
Najcenniejsze są jednak luki, czyli to, czego nie ma u nikogo. Najczęściej są to konkretne liczby z własnej praktyki, zdjęcia własnych realizacji, opis typowych błędów, odpowiedź na pytanie o wyjątki oraz jasna informacja, kiedy czegoś nie opłaca się robić. Właśnie tu doświadczenie właściciela firmy daje przewagę, której nie ma autor piszący tekst wyłącznie na podstawie innych tekstów.
Czy długość tekstów konkurencji ma znaczenie?
Często spotykam się z radą, by policzyć słowa w tekstach konkurentów i napisać więcej. Google w swojej dokumentacji wprost zaznacza, że nie ma wymagań co do określonej długości treści, a pisanie pod wybraną liczbę słów wymienia wśród sygnałów ostrzegawczych. Długość konkurencyjnych tekstów jest więc wskazówką co do zakresu tematu, a nie celem samym w sobie.
Rozsądne podejście wygląda następująco: tekst ma omówić wszystkie wątki z zakresu obowiązkowego i dodać własne, a jego długość jest wynikiem tego zakresu. Jeśli po rzetelnym opisaniu tematu wychodzi tekst krótszy niż u konkurentów, nie należy go sztucznie wydłużać.
Co odczytać z sekcji „Podobne pytania” i podobnych wyszukiwań?
Sekcja „Podobne pytania” to zbiór pytań związanych z pierwotnym zapytaniem. Po rozwinięciu pytania wyświetla się fragment odpowiedzi z konkretnej strony, a lista zwykle wydłuża się o kolejne pozycje. Dla osoby planującej tekst jest to lista wątpliwości, które rzeczywiście mają użytkownicy.
Pytania należy przepisać do arkusza i podzielić na trzy grupy. Pierwsza to pytania ściśle związane z tematem, które powinny zostać nagłówkami we własnym tekście. Druga to pytania poboczne, na które wystarczy krótka odpowiedź w sekcji z pytaniami na końcu. Trzecia to pytania o inny temat, które nadają się na osobny tekst. Dokładny sposób pracy z tym elementem opisuję w tekście o tym, jak zamienić sekcję „Podobne pytania” w plan treści.
Podobne wyszukiwania na dole strony pokazują z kolei, jak ludzie doprecyzowują zapytanie. Dopiski takie jak cena, opinie, nazwa miasta, samodzielnie czy krok po kroku mówią, czego zabrakło im w pierwszym wyszukiwaniu. Jeśli wśród podobnych wyszukiwań powtarza się słowo „cena”, a żaden z konkurentów nie podaje choćby widełek, luka jest oczywista.
Do tej samej grupy źródeł należą podpowiedzi wyświetlane podczas wpisywania zapytania w pole wyszukiwania. Wystarczy wpisać główne zapytanie, dodać spację i zanotować propozycje. Są one szczególnie przydatne przy wyszukiwaniu dłuższych, bardziej szczegółowych zapytań, o które łatwiej konkurować małej firmie.
Jak ocenić, czy z daną stroną wyników da się konkurować?
Nie każde zapytanie jest w zasięgu każdej strony. Pierwsza strona wyników pozwala to ocenić bez specjalistycznych narzędzi, na podstawie tego, kto zajmuje miejsca. W arkuszu należy dopisać przy każdym wyniku rodzaj właściciela: duży portal lub ogólnopolska marka, urząd albo instytucja publiczna, duży sklep, serwis branżowy, mała lub średnia firma, forum albo serwis społecznościowy.
Jeżeli całą pierwszą stronę zajmują instytucje publiczne i największe portale, nowa strona małej firmy nie powinna zakładać szybkiego efektu na tym zapytaniu. Rozsądniej jest wybrać zapytanie węższe: z nazwą miejscowości, z doprecyzowaniem rodzaju usługi albo w formie konkretnego pytania. O szukaniu takich zapytań piszę w tekście o tym, jak znaleźć frazy z długiego ogona.
Obecność małych firm, lokalnych wykonawców, blogów prowadzonych przez pojedyncze osoby albo wątków z forów to dobry znak. Oznacza, że Google nie znalazł na to zapytanie wyczerpującej odpowiedzi z dużego serwisu i dopuszcza na pierwszą stronę witryny o mniejszej rozpoznawalności. Podobnie należy odczytać wyniki, które odpowiadają na zapytanie tylko częściowo albo są wyraźnie nieaktualne.
Warto też zwrócić uwagę na to, czy na pierwszej stronie znajduje się już własna witryna. Jeśli tak, należy ustalić, która podstrona się wyświetla. Nowy tekst na ten sam temat może zacząć konkurować z istniejącą podstroną, zamiast ją wzmocnić. W takiej sytuacji lepszym rozwiązaniem jest rozbudowa strony, którą Google już pokazuje.
Ocena trudności nie jest wyrokiem. Uważam jednak, że uczciwie jest powiedzieć to wprost: żadna analiza nie daje gwarancji pozycji. Daje natomiast możliwość wyboru zapytań, przy których praca nad tekstem ma realne szanse przynieść ruch, oraz uniknięcia tych, przy których te szanse są obecnie niewielkie.
Jak zamienić notatki w plan tekstu?
Arkusz z notatkami sam niczego nie zmienia, dopóki nie powstanie z niego plan. Plan to krótki dokument, który da się przekazać osobie piszącej albo wykorzystać samodzielnie. Powinien mieścić się na jednej stronie.
- Zapisanie na górze głównego zapytania oraz jego odmian, na które ma odpowiadać ta sama strona.
- Określenie rodzaju strony zgodnie z wnioskiem z analizy: strona usługowa, artykuł wyjaśniający, zestawienie albo strona kategorii.
- Ułożenie roboczego tytułu ze słowami powtarzającymi się w tytułach z pierwszej strony wyników i z jedną własną, konkretną obietnicą.
- Zdecydowanie, co znajdzie się na samej górze strony. Odpowiedź na główne pytanie powinna paść w pierwszych akapitach, a nie po długim wstępie.
- Wypisanie nagłówków z zakresu obowiązkowego w kolejności, w jakiej czytelnik potrzebuje informacji.
- Dopisanie nagłówków wynikających z sekcji „Podobne pytania” i z podobnych wyszukiwań.
- Dodanie co najmniej dwóch elementów, których nie ma żaden konkurent: własnych danych, zdjęć, opisu błędów, przykładowego wyliczenia.
- Wskazanie elementów innych niż tekst, które pojawiały się u konkurentów i mają sens także tutaj: tabela, schemat, film, lista pytań.
- Zapisanie, kto podpisze tekst i jakie informacje o autorze oraz firmie znajdą się na stronie.
Gotowy plan należy zestawić z pytaniami, które Google proponuje do samodzielnej oceny treści. Dokumentacja zawiera listę „Pytania dotyczące treści i jakości”, a jedno z nich odnosi się wprost do tematu tej instrukcji: „Czy treść wnosi coś szczególnego w porównaniu z innymi stronami w wynikach wyszukiwania?”. Jeśli po przeczytaniu planu odpowiedź brzmi „nie”, plan wymaga poprawy, zanim ktokolwiek zacznie pisać.

Z tej samej listy przydatne są jeszcze dwa pytania: czy treść zawiera pełny opis tematu oraz czy nie jest jedynie przeredagowaną wersją innych źródeł. To drugie jest szczególnie ważne po analizie konkurencji. Wynotowane cudze nagłówki służą do ustalenia zakresu, a nie do przepisania ich własnymi słowami. Tekst złożony wyłącznie z tego, co już jest na pierwszej stronie, nie daje wyszukiwarce powodu, by pokazać go wyżej niż oryginały.
Jakich błędów unikać przy analizie wyników?
Najczęstszy błąd to analiza w zwykłym oknie przeglądarki, po zalogowaniu na konto. Właściciel firmy widzi wtedy własną stronę wyżej, niż widzą ją klienci, i wyciąga zbyt optymistyczne wnioski. Drugi częsty błąd to ograniczenie się do komputera, mimo że układ wyników na telefonie potrafi być inny.
Błędem jest także wliczanie reklam do wyników organicznych. Strona z etykietą „Sponsorowane” znajduje się na górze dlatego, że ktoś za to płaci, a nie dlatego, że jej treść została uznana za najlepszą. Wzorowanie na niej budowy tekstu może prowadzić w złym kierunku.
Trzeci błąd to kopiowanie struktury lidera. Pierwsza pozycja wynika z wielu czynników, wśród nich rozpoznawalności i historii witryny, których nie da się odtworzyć samym układem nagłówków. Z tego powodu należy patrzeć na to, co łączy większość wyników, a nie na jedną stronę.
Czwarty błąd to jednorazowa analiza. Strona wyników zmienia się: pojawiają się nowe elementy, zmienia się rodzaj dominujących stron, przybywa konkurentów. Wnioski sprzed dłuższego czasu mogą być nieaktualne, dlatego przed każdą większą aktualizacją tekstu analizę trzeba powtórzyć.
Odradzam też automatyczne, masowe pobieranie wyników wyszukiwania przy użyciu własnych skryptów. Narusza to warunki korzystania z usług Google i może skończyć się czasowym ograniczeniem dostępu do wyszukiwarki z danego adresu. Do analizy kilku zapytań ręczne przeglądanie w zupełności wystarcza, a przy większej skali bezpieczniej jest użyć wyspecjalizowanych narzędzi, które robią to we własnym zakresie.
Po czym poznać, że analiza była trafna, i co zrobić, gdy tekst nie zyskuje widoczności?
Efekt ocenia się w Google Search Console, w raporcie „Skuteczność”. Po opublikowaniu tekstu należy poczekać, aż Google go zaindeksuje i zbierze dane, co trwa zwykle od kilku dni do kilku tygodni. Następnie w raporcie ustawia się filtr na adres nowej strony i otwiera kartę „Zapytania”.
Dobrym znakiem jest lista zapytań zgodna z tymi, które były przedmiotem analizy, oraz rosnąca liczba wyświetleń. W drugiej kolejności ocenia się wartość „Średnia pozycja”: jeśli z tygodnia na tydzień przesuwa się w stronę pierwszej strony wyników, rodzaj i zakres treści zostały dobrane właściwie. Kliknięcia przychodzą zwykle na końcu, gdy strona zbliża się do górnej części wyników.
Jeżeli po kilku tygodniach strona wyświetla się na zupełnie inne zapytania niż planowane, Google odczytał jej temat inaczej, niż zakładano. Należy wtedy porównać tytuł, główny nagłówek i pierwsze akapity z zapytaniem docelowym i doprecyzować je. Jeżeli strona wyświetla się na właściwe zapytania, ale daleko, trzeba wrócić do arkusza i ustalić, czego brakuje względem wyników z pierwszej strony: zakresu, elementów dodatkowych czy informacji o autorze.
Gdy strona nie pojawia się w raporcie wcale, przyczyną nie musi być treść. Najpierw należy ustalić w narzędziu do sprawdzania adresów w Search Console, czy adres został zaindeksowany. Dopiero po potwierdzeniu, że strona znajduje się w indeksie, ma sens ocenianie samego tekstu.
Zdarza się też, że tekst jest dobry, a przeszkodą jest wybór zapytania. Jeśli pierwszą stronę zajmują wyłącznie duże serwisy, poprawki w treści niewiele zmienią. Lepszym krokiem jest wtedy przygotowanie kilku tekstów na węższe zapytania z tego samego tematu i połączenie ich linkami ze stroną główną tematu.
Najczęstsze pytania
Ile wyników trzeba przejrzeć, żeby analiza miała sens?
Wystarczą wyniki organiczne z pierwszej strony dla głównego zapytania oraz dla dwóch lub trzech jego odmian. Dalsze strony wyników rzadko wnoszą coś nowego, ponieważ znajdują się na nich treści, których Google nie uznał za najlepsze odpowiedzi. Wyjątkiem jest sytuacja, w której pierwszą stronę zajmują same duże portale: wtedy przejrzenie drugiej strony pokazuje, jak radzą sobie mniejsze witryny.
Czy do analizy potrzebne są płatne narzędzia?
Nie. Wszystko, co opisuję w tej instrukcji, da się wykonać w przeglądarce i w zwykłym arkuszu. Płatne narzędzia przyspieszają pracę przy dziesiątkach zapytań i dostarczają szacunkowych danych o linkach oraz ruchu konkurentów, ale wniosek o rodzaju i zakresie treści wynika z samego oglądu strony wyników.
Dlaczego na telefonie widać inne wyniki niż na komputerze?
Google zaznacza w dokumentacji, że wygląd wyników może różnić się w zależności od urządzenia, kraju i języka zapytania. Na telefonie inne bywa rozmieszczenie elementów, częściej też pojawiają się wyniki lokalne, bo wyszukiwarka dysponuje dokładniejszą lokalizacją. Z tego powodu analizę należy wykonać na obu urządzeniach i przyjąć za ważniejsze to, z którego częściej korzystają klienci danej firmy.
Co zrobić, gdy na pierwszej stronie są zarówno artykuły, jak i strony usługowe?
Mieszane wyniki oznaczają, że zapytanie ma więcej niż jedno znaczenie dla użytkowników. Można wtedy przygotować stronę, która łączy oba podejścia: na górze krótka, konkretna informacja o usłudze i sposobie kontaktu, niżej rzetelne wyjaśnienie tematu. Drugim rozwiązaniem są dwie osobne strony na dwie różne odmiany zapytania, pod warunkiem że ich wyniki rzeczywiście się różnią.
Czy można wzorować się na tekście z pierwszej pozycji?
Można się z niego uczyć, ale nie należy go powielać. Kopiowanie cudzej treści może naruszać prawa autorskie, a przeredagowanie jej własnymi słowami nie daje czytelnikowi niczego nowego. Z analizy bierze się zakres tematu i oczekiwania czytelników, natomiast treść, przykłady i wnioski powinny pochodzić z własnej wiedzy i praktyki.
Jak często powtarzać analizę pierwszej strony wyników?
Przed napisaniem każdego nowego tekstu oraz przed każdą większą aktualizacją istniejącego. Dodatkowo radzę wrócić do niej wtedy, gdy raport „Skuteczność” pokazuje wyraźny spadek średniej pozycji strony, która wcześniej wyświetlała się stabilnie. Często okazuje się wówczas, że zmienił się rodzaj stron pokazywanych na dane zapytanie albo pojawił się nowy element nad wynikami.
Czy odpowiedź od sztucznej inteligencji nad wynikami oznacza, że pisanie tekstu nie ma sensu?
Nie, choć zmienia to oczekiwania. Przy prostych pytaniach część użytkowników poprzestaje na odpowiedzi widocznej na górze strony, dlatego tekst ograniczony do definicji przyniesie mniej wejść. Sens zachowują treści, których nie da się streścić w kilku zdaniach: szczegółowe instrukcje, wyliczenia, opisy przypadków z praktyki, porównania i oferty, po które użytkownik i tak musi przejść na stronę.
Brak czasu albo ochoty, żeby zająć się tym samodzielnie?
Analiza wyników wymaga spokojnej godziny przy każdym zapytaniu i pewnej wprawy w odróżnianiu rzeczy istotnych od przypadkowych. Jeśli lepiej przeznaczyć ten czas na prowadzenie firmy, chętnie wykonam tę pracę od początku do końca. Ustalę, jakie zapytania wpisują klienci, przejrzę pierwsze strony wyników na komputerze i telefonie, ocenię, z którymi z nich da się konkurować, i przygotuję plan tekstu z tytułem, nagłówkami oraz listą elementów, których brakuje konkurentom. Na życzenie napiszę także sam tekst i po publikacji ocenię jego wyniki w Search Console.
Wystarczy zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl i podać adres strony oraz temat, o którym ma powstać tekst. Odpowiem, co da się zrobić i od czego należy zacząć.




