Wokół Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt od miesięcy trwa ogromna dyskusja. Pojawiają się materiały dziennikarskie, zarzuty, sprawy sądowe, pytania dotyczące sposobu prowadzenia interwencji i finansowania działalności organizacji. I bardzo dobrze, że się o tym rozmawia.
Każda organizacja społeczna, fundacja, firma czy osoba publiczna musi liczyć się z krytyką. Jeżeli ktoś uważa, że DIOZ działa niewłaściwie – ma prawo o tym mówić. Ma prawo zadawać trudne pytania. Ma prawo analizować dokumenty, zgłaszać sprawy odpowiednim instytucjom i publikować swoją opinię. Ale moim zdaniem jest granica.
Krytyka kończy się tam, gdzie zaczynają się groźby, życzenie komuś śmierci, nawoływanie do przemocy, uporczywe nękanie czy próby przenoszenia internetowej nienawiści do świata rzeczywistego.
Nie interesuje mnie przy tym, czy ofiarą jest organizacja, którą ktoś uwielbia, czy organizacja, której działalności ktoś nie znosi.
Hejt nie staje się dobry tylko dlatego, że jest skierowany przeciwko osobie, której sami nie lubimy.
To jeden z największych problemów dzisiejszego Internetu. Ludzie coraz częściej nie chcą dyskutować – chcą zniszczyć przeciwnika. Nie wystarcza już napisanie: „nie zgadzam się z tym, co robicie”. Trzeba upokorzyć, zastraszyć, zalać komentarzami, a czasami spróbować doprowadzić do realnych konsekwencji poza Internetem.
W przypadku DIOZ widzimy, jak daleko może przesunąć się konflikt społeczny. W sierpniu doszło do podpalenia samochodu używanego przez organizację. To już nie jest internetowa awantura. To moment, w którym konflikt wychodzi z ekranu komputera i pojawia się w prawdziwym świecie. I właśnie dlatego trzeba wyznaczyć jasną granicę. Można krytykować DIOZ. Można krytykować prezesa DIOZ. Można analizować ich działania, finanse, interwencje i decyzje. Można uważać, że określone działania były niewłaściwe. Ale żaden spór nie daje prawa do nękania, gróźb ani przemocy.
Jako prezes Fundacji Usuwanie Hejtu nie zamierzam sprawdzać, czy osoba będąca celem hejtu jest wystarczająco popularna, sympatyczna albo czy zgadzam się ze wszystkim, co wcześniej zrobiła. Fundacja powstała właśnie po to, żeby pomagać również wtedy, kiedy inni uznają, że łatwiej jest odwrócić wzrok. Bo prawa do obrony przed hejtem nie powinno się tracić razem z popularnością.



