W wielu małych firmach telefon dzwoni nierówno. Przez kilka tygodni zapytań jest więcej, niż da się obsłużyć, a potem przychodzi cisza, którą trudno wytłumaczyć. Właściciel zwykle podejrzewa stronę internetową, reklamę albo konkurencję, a przyczyna bywa znacznie prostsza: ludzie po prostu szukają tej usługi tylko w określonych miesiącach.
Da się to sprawdzić w kilkanaście minut w narzędziu Google Trends, które w polskiej wersji nosi nazwę Trendy Google. Narzędzie nie wymaga opłat ani instalacji, a do podstawowej pracy wystarcza przeglądarka. Pokazuje, jak zmieniało się zainteresowanie danym hasłem w wyszukiwarce na przestrzeni tygodni, miesięcy i lat.
Ta instrukcja prowadzi przez całe zadanie: od wyboru haseł, przez ustawienie filtrów i odczytanie wykresu, po zamianę wniosków na plan pracy firmy. Po lekturze właściciel firmy będzie umiał samodzielnie ustalić, kiedy zaczyna się i kończy sezon na jego usługę, odróżnić sezon od jednorazowego skoku i zdecydować, z jakim wyprzedzeniem przygotować stronę, reklamy i grafik pracy.
Po czym poznać, że popyt na usługę może być sezonowy?
Pierwszym sygnałem jest powtarzalność. Jeżeli zapytania od klientów rosną i maleją o podobnej porze co roku, a firma w tym czasie nie zmieniała oferty ani sposobu promocji, w grę wchodzi sezon. Dotyczy to nie tylko oczywistych przypadków, takich jak wymiana opon czy montaż klimatyzacji, lecz także usług księgowych, kursów, remontów, fotografii czy pielęgnacji ogrodów.
Drugim sygnałem są wahania ruchu na stronie przy niezmienionych pozycjach w wyszukiwarce. Strona wyświetla się tak samo wysoko, a odwiedzin jest mniej. Oznacza to, że zmalała liczba osób wpisujących dane hasło, a nie widoczność firmy.
Trzeci sygnał to rozbieżność między odczuciem a danymi. Właściciel pamięta, że „zawsze w marcu jest ruch”, lecz nie potrafi wskazać, w którym tygodniu zainteresowanie zaczyna rosnąć ani kiedy osiąga szczyt. Tymczasem właśnie ta wiedza decyduje o tym, kiedy uruchomić reklamę i kiedy mieć gotową podstronę usługi. Trendy Google pozwalają zastąpić odczucie wykresem.
Co pokazują Trendy Google, a czego z nich nie da się odczytać?
Najczęstsze nieporozumienie dotyczy liczb na wykresie. Trendy Google nie podają liczby wyszukiwań. Pokazują zainteresowanie w skali od 0 do 100, gdzie 100 oznacza moment największej popularności hasła w wybranym okresie i miejscu, a pozostałe wartości są do niego odniesione. Wartość 50 znaczy więc tyle, że hasło było o połowę mniej popularne niż w szczycie.
Według dokumentacji Google każdy punkt danych jest dzielony przez łączną liczbę wyszukiwań w danym regionie i okresie, a wynik jest następnie skalowany do zakresu od 0 do 100. Skutek jest praktyczny: wykres pokazuje popularność względną. Takie samo zainteresowanie w dwóch regionach nie oznacza takiej samej liczby wyszukiwań w każdym z nich.

Dane pochodzą z próbki wyszukiwań, a nie z pełnego zbioru. Google informuje też, że do danych dodawany jest szum statystyczny, czyli niewielkie, losowe wahania, które chronią prywatność użytkowników. Jest on najbardziej widoczny przy hasłach o niskim zainteresowaniu. Pojedynczych, drobnych skoków na takim wykresie nie należy traktować jako dowodu rzeczywistych wyszukiwań.
Hasła wyszukiwane przez niewielu użytkowników są oznaczane jako „0”. Nie znaczy to, że nikt ich nie wpisuje, tylko że danych jest za mało, aby je pokazać. Dla małej firmy działającej w jednym mieście ma to duże znaczenie, o czym szerzej w części o pustych wykresach.
Z tego wynika prosty podział zadań. Trendy Google odpowiadają na pytanie „kiedy”, czyli w których tygodniach zainteresowanie rośnie i spada. Na pytanie „ile”, czyli ile osób miesięcznie wpisuje dane hasło, odpowiada inne narzędzie. Sposób pracy z nim opisałem we wpisie o tym, jak dobrać słowa kluczowe w Planerze Google. Oba źródła najlepiej czytać razem, przy czym Google zastrzega, że są to różne zbiory danych i nie należy ich cytować łącznie jako jednego źródła.
Jakie hasła wybrać do sprawdzenia?
Wynik zależy od tego, co zostanie wpisane w pole wyszukiwania. Należy zacząć od spisania 5-10 określeń, którymi klienci nazywają usługę. Nie chodzi o język branżowy, lecz o słowa z rozmów telefonicznych i wiadomości: „wymiana opon”, „przegląd klimatyzacji”, „rozliczenie PIT”, „sesja komunijna”.
Wyszukiwane hasło czy temat?
Podczas wpisywania słowa narzędzie pokazuje menu podpowiedzi. Część pozycji ma etykietę „Wyszukiwane hasło”, a część opis rodzaju tematu. Różnica jest istotna. Wyszukiwane hasło jest dosłowne: mierzy zainteresowanie wyłącznie wpisanymi słowami, w języku, w którym je wpisano. Temat grupuje wiele powiązanych zapytań o tym samym znaczeniu, w różnych odmianach pisowni i językach.
Do badania sezonowości konkretnej usługi w Polsce zwykle lepiej nadaje się wyszukiwane hasło, bo dokładnie wiadomo, co zostało zmierzone. Temat przydaje się wtedy, gdy klienci nazywają usługę na wiele sposobów i żadne pojedyncze określenie nie daje czytelnego wykresu. Dokumentacja zaznacza przy tym, że jakość danych dla najbardziej ogólnych tematów bywa niższa. Radzę sprawdzić oba warianty i porównać kształt krzywych.
Jak zapisać hasło, żeby wynik był wiarygodny?
Narzędzie nie uwzględnia samodzielnie literówek, odmian pisowni, synonimów ani wersji w liczbie pojedynczej i mnogiej. Każda wersja jest traktowana jako osobne wyszukiwanie. Sposób zapisu zmienia więc zakres wyników, co pokazuje tabela z pomocy Google.

- Zapis bez znaków, np.
serwis klimatyzacji, obejmuje wyszukiwania zawierające oba słowa w dowolnej kolejności, także z dodatkowymi wyrazami. - Zapis w cudzysłowie, np.
"serwis klimatyzacji", obejmuje dokładnie to wyrażenie oraz warianty ze słowami przed nim lub po nim. - Znak plus, np.
wulkanizacja + wymiana opon, łączy wyszukiwania zawierające jedno lub drugie określenie w jedną krzywą. - Znak minus bez spacji przed słowem, np.
klimatyzacja -samochodowa, pomija wyszukiwania zawierające wykluczone słowo.
Znak plus jest szczególnie przydatny małej firmie. Pozwala połączyć kilka nazw tej samej usługi oraz formy z błędami i dzięki temu uzyskać czytelny wykres tam, gdzie pojedyncze hasło daje zbyt mało danych. Znak minus pomaga z kolei oddzielić własną usługę od pokrewnej, której firma nie świadczy.
Przy słowach wieloznacznych pomaga filtr kategorii. Po wyszukaniu hasła należy kliknąć „Wszystkie kategorie” i wskazać dziedzinę, której dotyczy usługa. Wyniki będą wtedy odzwierciedlać zainteresowanie hasłem w podobnym kontekście.
Jak sprawdzić sezonowość usługi w Trendach Google?
Narzędzie znajduje się pod adresem trends.google.com. Obecnie działa w dwóch odsłonach: klasycznej oraz nowej stronie „Odkrywaj”, do której Google zaprasza po zalogowaniu. Układ przycisków w obu wersjach nieco się różni, lecz filtry i wykresy są te same. Poniższa kolejność sprawdza się w obu przypadkach.
- Otwarcie strony trends.google.com i przejście do zakładki „Odkrywaj”.
- W polu wyszukiwania wpisuje się pierwsze hasło z listy i wybiera z podpowiedzi pozycję oznaczoną jako „Wyszukiwane hasło”.
- W filtrze lokalizacji należy ustawić Polskę. Domyślne ustawienie może obejmować cały świat albo inny kraj, a wtedy wykres nie opisuje polskich klientów.
- W filtrze okresu należy wybrać „Ostatnie 5 lat”. Krótszy zakres nie pozwala stwierdzić, czy wzrost powtarza się co roku.
- Filtr kategorii pozostaje na ustawieniu „Wszystkie kategorie”, chyba że hasło ma kilka znaczeń.
- Filtr rodzaju wyszukiwania pozostaje na zwykłej wyszukiwarce internetowej. Inne ustawienia, takie jak wyszukiwanie w serwisie YouTube, warto sprawdzić osobno, gdy firma publikuje tam materiały.
- Na wykresie „Zainteresowanie w ujęciu czasowym” należy najechać kursorem na kolejne szczyty i zanotować, na jakie tygodnie przypadają.
- Czynność powtarza się dla pozostałych haseł z listy, a wyniki zapisuje w jednym miejscu, na przykład w arkuszu.
Po wykonaniu tych kroków powstaje pierwsza, najważniejsza informacja: czy krzywa ma powtarzalny kształt. Jeśli szczyty wypadają co roku w podobnych tygodniach, usługa jest sezonowa. Jeśli linia przebiega mniej więcej równo, popyt jest stały i przyczyn wahań w firmie trzeba szukać gdzie indziej.
Kto woli nie zajmować się tym samodzielnie, może zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na info@lukaszwudyka.pl, a przejmę sprawę: sprawdzę hasła związane z usługą, wyznaczę początek i szczyt sezonu w danym regionie i przygotuję kalendarz działań na cały rok.
Jak odczytać wykres: sezon, stały trend czy jednorazowy skok?
Na wykresie z pięciu lat widać zwykle jedno z czterech zjawisk. Rozpoznanie właściwego chroni przed błędnymi decyzjami, na przykład przed planowaniem reklam na okres, w którym zainteresowanie wywołało jednorazowe wydarzenie.
Sezon, który wraca co roku
Krzywa przypomina falę: wzrost, szczyt i spadek w podobnych tygodniach każdego roku. Do planowania potrzebne są trzy punkty: tydzień, w którym linia zaczyna się wyraźnie podnosić, tydzień szczytu oraz tydzień, w którym zainteresowanie wraca do poziomu wyjściowego. Niektóre usługi mają dwa sezony w roku, co na wykresie widać jako dwa garby.
Trend rosnący lub malejący
Jeśli kolejne szczyty są coraz wyższe albo coraz niższe, na sezon nakłada się zmiana długoterminowa. Trzeba jednak pamiętać o skali względnej: opadająca linia oznacza, że hasło traci udział w ogóle wyszukiwań, a niekoniecznie, że wpisuje je mniej osób. Często klienci zaczynają po prostu inaczej nazywać tę samą usługę. Warto wtedy sprawdzić nowsze określenia.
Jednorazowy skok
Wysoki, wąski szczyt, który pojawił się tylko raz, zwykle wiąże się z wydarzeniem: zmianą przepisów, głośną informacją w mediach albo nietypową pogodą. Taki skok zniekształca cały wykres, ponieważ to on otrzymuje wartość 100, a zwykłe sezony wyglądają przy nim na niewielkie. Rozwiązaniem jest ustawienie własnego zakresu dat, który pomija ten okres.
Linia poszarpana przy niskich wartościach
Wykres złożony z nieregularnych, pojedynczych pików przedzielonych zerami oznacza, że danych jest za mało. To przede wszystkim wspomniany szum statystyczny, a nie obraz popytu. Z takiego wykresu nie należy wyciągać żadnych wniosków o sezonie.

W nowej wersji strony „Odkrywaj” nad osią czasu znajdują się elementy szybkiego porównania. Po kliknięciu jednego z nich wykres zostaje uzupełniony o linię odniesienia z poprzedniego okresu. Dla zakresu obejmującego ostatni miesiąc lub ostatnie trzy miesiące dostępne jest porównanie z tym samym okresem w poprzednim roku. Pozwala to od razu ocenić, czy bieżący wzrost jest częścią zwykłego cyklu, czy czymś nietypowym.
Jak porównać usługi, lata i regiony?
Pojedynczy wykres mówi, kiedy jest sezon. Porównania odpowiadają na pytania ważniejsze dla planowania: która usługa w ofercie ma sezon wcześniej, czy tegoroczny sezon przebiega podobnie jak poprzednie i czy w regionie działania firmy wygląda to tak samo jak w całym kraju.
Kilka usług na jednym wykresie
Według pomocy Google nowa wersja narzędzia pozwala porównać jednocześnie do 8 grup haseł, a klasyczna do 5. Do planowania pracy małej firmy w zupełności wystarczają dwie lub trzy linie na jednym wykresie.
- Wyszukanie pierwszej usługi, np. hasła „montaż klimatyzacji”.
- W polu „Porównaj” wpisuje się drugą usługę, np. „serwis klimatyzacji”, i zatwierdza wybór.
- Należy upewnić się, że wszystkie hasła mają ten sam kraj i ten sam okres. Bez tego wspólny wykres w ujęciu czasowym nie powstanie.
- Na wykresie odczytuje się, która linia zaczyna rosnąć wcześniej i która osiąga wyższy szczyt.
- Zbędne hasło usuwa się poleceniem „Usuń” w menu obok niego.
Przy porównaniu wszystkie linie są przeliczane względem najpopularniejszego hasła. Jeśli jedno z nich jest znacznie częściej wyszukiwane, pozostałe spłaszczają się przy dole wykresu i sezonu na nich nie widać. Wtedy każde hasło trzeba obejrzeć osobno. Z tego samego powodu nie należy zestawiać nazwy własnej usługi z bardzo ogólnym słowem.
Ten sam okres w różnych latach
Aby nałożyć na siebie dwa sezony, to samo hasło dodaje się dwukrotnie. Następnie obok pierwszego należy kliknąć „Więcej”, potem „Zmień filtry”, wskazać własny zakres czasu i zatwierdzić przyciskiem „OK”. Dla drugiego hasła wybiera się w ten sam sposób analogiczny zakres z innego roku. Oba okresy muszą mieć jednakową długość, na przykład pełny rok i pełny rok. Narzędzie nie zestawi całego roku z jednym miesiącem.
Takie zestawienie pokazuje, czy sezon się przesuwa. W usługach zależnych od pogody początek wzrostu potrafi wypaść o kilka tygodni wcześniej lub później niż rok wcześniej. Planując działania, bezpieczniej przyjąć najwcześniejszy początek z porównywanych lat.
Województwa i miasta
Pod wykresem czasowym znajduje się mapa „Zainteresowanie według podregionu”. Ciemniejszy odcień oznacza miejsce, w którym prawdopodobieństwo wyszukania hasła jest większe. Po najechaniu kursorem na region pojawiają się szczegóły, a obok mapy widoczna jest lista regionów lub miast uporządkowana według popularności hasła.
Mapę trzeba czytać ostrożnie. Pokazuje udział hasła w wyszukiwaniach danego regionu, a nie liczbę klientów. Województwo oznaczone najciemniej nie musi dawać największej liczby zapytań. Region niepodświetlony również nie oznacza braku zainteresowania. Dokumentacja wyjaśnia, że hasło może być tam wyszukiwane, lecz w innych miejscach cieszy się większą popularnością.
Firma działająca lokalnie powinna po analizie krajowej zmienić filtr lokalizacji na własne województwo i sprawdzić, czy krzywa ma podobny kształt. Jeżeli dane wojewódzkie są zbyt skąpe, rozsądnie jest oprzeć się na wykresie krajowym, a lokalne różnice ocenić na podstawie własnych zapisów.
Co zrobić, gdy wykres jest pusty albo nieczytelny?
To najczęstszy kłopot małych firm. Wąska usługa w jednym mieście często nie ma dość wyszukiwań, aby narzędzie pokazało dane. Pomoc Google podaje wprost, że gdy hasło nie było wystarczająco często wyszukiwane, wykres nie może zostać wygenerowany, i zaleca kilka zmian. Najlepiej wprowadzać je po kolei, sprawdzając wynik po każdej.
- Skrócenie hasła. Zamiast „naprawa klimatyzacji samochodowej Kraków” należy sprawdzić „naprawa klimatyzacji”.
- Usunięcie nazwy miejscowości z hasła i ustawienie regionu w filtrze lokalizacji.
- Sprawdzenie pisowni oraz wersji bez polskich znaków, którą część użytkowników wpisuje na telefonach.
- Wydłużenie zakresu dat.
- Rozszerzenie obszaru z województwa na cały kraj.
- Połączenie kilku nazw usługi znakiem plus w jedno hasło albo wybór tematu zamiast wyszukiwanego hasła.
Sezon na szersze hasło zazwyczaj dobrze opisuje także sezon na jego węższe odmiany. Osoby szukające usługi w konkretnym mieście robią to w tych samych tygodniach co mieszkańcy reszty kraju, o ile nie decyduje lokalna pogoda albo lokalne wydarzenie. Dlatego wykres dla hasła ogólnego jest dla małej firmy wystarczającą podstawą do planowania.
Brak tabel „Najpopularniejsze wyszukiwania” i „Rosnące wyszukiwania” ma inną przyczynę. Według dokumentacji są one dostępne tylko dla zakresów rozpoczynających się co najmniej tydzień wcześniej. Jeżeli natomiast po dodaniu drugiego hasła znika wykres czasowy, powodem są różne okresy lub różne lokalizacje ustawione dla poszczególnych haseł.
Jak przełożyć wynik na kalendarz działań firmy?
Sama wiedza o tym, że sezon przypada na wiosnę, niczego nie zmienia. Wartość pojawia się wtedy, gdy z wykresu powstaje lista terminów. Najwygodniej pracować na pliku z danymi, a nie na obrazie.
- W prawym górnym rogu wykresu należy kliknąć „Pobierz”. Narzędzie zapisze plik CSV.
- Plik otwiera się w arkuszu kalkulacyjnym, na przykład w Arkuszach Google.
- Dla każdego roku zaznacza się tydzień, w którym wartości zaczynają wyraźnie rosnąć, tydzień z najwyższą wartością i tydzień powrotu do poziomu wyjściowego.
- Z kilku lat wybiera się najwcześniejszy początek wzrostu. To data, do której firma ma być gotowa.
- Od tej daty odlicza się wstecz czas potrzebny na poszczególne działania i wpisuje terminy do kalendarza.
Strona internetowa i pozycjonowanie
Treści na stronie potrzebują czasu, aby zostały zaindeksowane i zaczęły wyświetlać się wysoko w wynikach. Zwykle są to miesiące, a nie dni. Podstronę usługi należy więc opublikować lub odświeżyć z dużym wyprzedzeniem przed początkiem wzrostu, a nie w szczycie sezonu. Pomocna będzie lista elementów z wpisu o tym, co powinna zawierać strona usługowa.
Tabele pod wykresem podpowiadają, o czym pisać. „Najpopularniejsze wyszukiwania” to hasła najczęściej wpisywane w tej samej sesji co badane zapytanie. „Rosnące wyszukiwania” to hasła, które w wybranym okresie zyskały najwięcej. Oznaczenie „Przebicie” zamiast wartości procentowej informuje według dokumentacji o wzroście przekraczającym 5000 procent. Z tych list często wynikają gotowe tematy podstron i odpowiedzi na pytania klientów. Więcej o takich zapytaniach zawiera wpis o tym, jak znaleźć frazy z długiego ogona.
Reklama płatna
Kampanię najlepiej uruchomić w tygodniu, w którym krzywa zaczyna się podnosić, a nie dopiero w szczycie. Budżet warto rozłożyć zgodnie z kształtem wykresu: więcej środków w tygodniach wzrostu i szczytu, mniej poza sezonem. Okres niskiego zainteresowania dobrze nadaje się na porządkowanie konta i przygotowanie tekstów reklam.
Wizytówka, opinie i organizacja pracy
Przed sezonem należy zaktualizować godziny otwarcia, listę usług i zdjęcia w Profilu Firmy w Google, ponieważ w szczycie brakuje na to czasu. Tuż po sezonie, gdy obsłużonych klientów jest najwięcej, przychodzi najlepsza pora na prośby o opinie. Wykres pomaga też w sprawach niezwiązanych z internetem: w planowaniu urlopów, zatrudnieniu pomocy sezonowej i zamówieniach materiałów.
Okres poza sezonem nie musi być stracony. To dobry czas na prace, które w szczycie są niemożliwe: przebudowę strony, przygotowanie nowych treści, szkolenia. Warto także sprawdzić w Trendach Google usługi pokrewne, których sezon przypada na inne miesiące, i rozważyć uzupełnienie nimi oferty.
Po czym poznać, że wnioski z wykresu są trafne?
Trendy Google opisują zachowanie wszystkich użytkowników wyszukiwarki, a nie klientów jednej firmy. Zanim na podstawie wykresu zapadną decyzje o budżecie, wnioski należy zestawić z własnymi danymi. Google samo zaleca, aby dane z Trendów traktować jako jeden z wielu punktów odniesienia.
Pierwszym źródłem jest Google Search Console. Raport skuteczności pokazuje liczbę wyświetleń strony w wynikach wyszukiwania i obejmuje dane z ostatnich 16 miesięcy. Jeżeli wyświetlenia dla haseł związanych z usługą rosną w tych samych tygodniach co krzywa w Trendach, wniosek o sezonie jest potwierdzony na własnej witrynie.
Drugim źródłem są statystyki odwiedzin i zapytań. Firma, która nie zbiera jeszcze takich danych, powinna zacząć przed najbliższym sezonem. Pomoże w tym wpis o tym, jak założyć Google Analytics 4 i sprawdzić, czy dane spływają. Trzecim źródłem jest zwykła historia firmy: rejestr połączeń, kalendarz zleceń, faktury z poprzednich lat.
Jeżeli własne dane pokazują szczyt o dwa lub trzy tygodnie później niż Trendy, nie jest to błąd. Ludzie najpierw szukają informacji, a dopiero potem zamawiają usługę. To przesunięcie warto zanotować, ponieważ wskazuje, ile czasu mija od pierwszego wyszukiwania do telefonu.
Gdy dane wyraźnie się rozchodzą, należy wrócić do listy haseł. Najczęściej okazuje się, że sprawdzone hasło jest zbyt ogólne i obejmuje osoby, które nie są klientami, na przykład szukające porad do samodzielnego wykonania. Pomaga wtedy zapis w cudzysłowie, wykluczenie zbędnych słów znakiem minus albo wybór określenia bliższego zakupowi usługi.
Jakich błędów unikać przy czytaniu Trendów Google?
Większość błędnych wniosków bierze się z kilku powtarzających się pomyłek. Każdą z nich łatwo wyeliminować, jeśli wiadomo, na co zwracać uwagę.
- Traktowanie wartości z wykresu jak liczby wyszukiwań. Wartość 100 nie oznacza stu zapytań, tylko najwyższy punkt w wybranym okresie.
- Zestawianie liczb z dwóch osobnych wyszukiwań. Skala jest wyliczana od nowa przy każdej zmianie hasła, okresu lub miejsca, więc porównywać można tylko linie widoczne na jednym wykresie.
- Analiza zbyt krótkiego okresu. Wykres z ostatnich miesięcy pokazuje jeden wzrost, a nie dowód, że powtarza się on co roku.
- Pozostawienie domyślnej lokalizacji zamiast Polski lub własnego województwa.
- Wyciąganie wniosków z wykresu złożonego z pojedynczych pików przy wartościach bliskich zera.
- Uznanie jednorazowego skoku wywołanego wydarzeniem za początek trwałego wzrostu.
- Sprawdzenie tylko jednego hasła, podczas gdy klienci nazywają usługę na kilka sposobów.
Osobną pomyłką jest odkładanie analizy do chwili, gdy sezon już trwa. Wtedy jest za późno na przygotowanie strony i zostaje jedynie reklama płatna. Uważam, że analizę sezonowości najlepiej powtarzać raz w roku, tuż po zakończeniu sezonu, kiedy własne dane są świeże i łatwo je porównać z wykresem.
Najczęstsze pytania
Czy korzystanie z Trendów Google wymaga konta lub opłat?
Narzędzie nie wymaga opłat. Klasyczna wersja strony „Odkrywaj” działa bez logowania, natomiast do nowej wersji z dodatkowymi funkcjami Google zaprasza po zalogowaniu na konto. Do sprawdzenia sezonowości wystarcza każda z nich.
Czy z Trendów Google da się odczytać, ile osób szuka usługi?
Nie. Narzędzie pokazuje zainteresowanie w skali od 0 do 100, czyli popularność względną, a nie liczbę wyszukiwań. Dane liczbowe o średniej miesięcznej liczbie wyszukiwań podaje Planer słów kluczowych w Google Ads, dlatego oba narzędzia dobrze się uzupełniają.
Jaki zakres czasu ustawić, żeby zobaczyć sezon?
Najlepszym punktem wyjścia jest ustawienie „Ostatnie 5 lat”, ponieważ pokazuje kilka pełnych cykli i pozwala stwierdzić powtarzalność. Krótsze zakresy służą do dokładniejszego obejrzenia jednego sezonu, kiedy już wiadomo, że występuje.
Dlaczego dla małego miasta wykres jest pusty?
Narzędzie pokazuje tylko hasła wyszukiwane wystarczająco często, a pozostałe oznacza jako „0”. W mniejszych miejscowościach danych bywa za mało. Wtedy należy usunąć nazwę miasta z hasła, rozszerzyć obszar do województwa lub kraju albo połączyć kilka nazw usługi znakiem plus.
Jak często dane w Trendach Google są aktualizowane?
Google podaje, że dzięki pracy na próbkach narzędzie pokazuje zainteresowanie już po kilku minutach od zdarzenia, do którego odnoszą się wyszukiwania. Do badania sezonowości taka szybkość nie jest potrzebna, przydaje się natomiast do obserwowania, czy bieżący sezon zaczął się wcześniej niż zwykle.
Czy wyniki zmieniają się przy ponownym sprawdzeniu tego samego hasła?
Drobne różnice są możliwe, ponieważ dane pochodzą z próbki, a do wyników dodawany jest szum statystyczny. Przy hasłach o dużym zainteresowaniu kształt krzywej pozostaje taki sam. Wyraźne zmiany przy kolejnych odczytach oznaczają, że hasło ma zbyt mało wyszukiwań, aby opierać na nim decyzje.
Czy wykres z Trendów Google można pokazać na własnej stronie?
Tak, Google pozwala korzystać z danych zgodnie ze swoimi warunkami korzystania z usług, pod warunkiem podania informacji o źródle. Pomoc narzędzia podaje jako przykład dopisek „Źródło danych: Trendy Google” wraz z adresem serwisu przy zrzucie ekranu z wykresem.
Czy sezonowość dotyczy także firm, które nie mają strony internetowej?
Tak. Wykres opisuje zachowanie osób szukających usługi, niezależnie od tego, czy firma ma witrynę. Wiedza o terminie szczytu pomaga zaplanować grafik, zamówienia i aktualizację Profilu Firmy w Google, czyli tego, co klient widzi w wynikach i na mapie.
Brak czasu albo ochoty, żeby zająć się tym samodzielnie?
Sprawdzenie sezonowości nie jest trudne, ale wymaga spokojnej godziny lub dwóch i uważnego czytania wykresów, a w prowadzeniu firmy o taki czas bywa najtrudniej. Mogę wykonać całą pracę od początku do końca: zebrać określenia, którymi klienci nazywają usługę, sprawdzić je w Trendach Google dla kraju i regionu, zestawić z danymi ze strony i przygotować czytelny kalendarz z terminami dla strony internetowej, reklam i wizytówki.
Wystarczy zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl i podać, jakiej usługi oraz jakiego obszaru dotyczy sprawa. Odpowiem, co da się ustalić i ile to potrwa.




