Dziennikarz dostaje dobrą informację o firmie, chce ją opublikować i w ostatniej chwili okazuje się, że nie ma czym jej zilustrować. Zdjęcie z załącznika jest za małe, wycięte ze strony internetowej, bez nazwiska autora i bez wiadomości, kto na nim stoi. W takiej sytuacji redakcja sięga po fotografię z banku zdjęć albo rezygnuje z tematu. Firma traci wtedy publikację albo oddaje innym decyzję o tym, jak będzie wyglądać w mediach.
Ta instrukcja jest przeznaczona dla właścicieli firm, osób prowadzących biuro prasowe w pojedynkę i wszystkich, którzy wysyłają materiały do redakcji lokalnych, branżowych i ogólnopolskich. Nie wymaga wiedzy fotograficznej ani płatnych programów. Wystarczy komputer, zdjęcia od fotografa i godzina spokojnej pracy.
Po lekturze czytelnik będzie umiał dobrać ujęcia, których redakcje naprawdę potrzebują, przygotować pliki do druku i do internetu, opisać je tak, by nikt nie musiał dopytywać, uporządkować sprawy praw autorskich i wizerunku oraz przekazać całość w sposób wygodny dla dziennikarza. Dowie się też, jak sprawdzić, czy zestaw spełnia swoje zadanie.
Po czym poznać, że zdjęcia firmy nie nadają się dla redakcji?
Problem rzadko widać od razu, ponieważ redakcje zwykle nie tłumaczą, dlaczego nie użyły nadesłanego materiału. Są jednak sygnały, które pozwalają go rozpoznać bez pytania kogokolwiek o zdanie. Jeśli pojawia się choć jeden z nich, zestaw wymaga poprawy.
- Tekst o firmie ukazuje się z fotografią z banku zdjęć albo z ilustracją, która nie ma związku z firmą.
- Dziennikarz odpisuje z prośbą o „coś większego”, „coś w poziomie” albo o nazwisko autora zdjęcia.
- W publikacji widać stare zdjęcie pobrane z mediów społecznościowych lub ze strony firmowej, z dawnym logo albo dawnym wyglądem lokalu.
- Pod fotografią brakuje nazwiska osoby, która na niej występuje, albo jest ono podane z błędem.
- Jedyne dostępne zdjęcia to kadry z telefonu, zapisane przez komunikator, o bardzo małych wymiarach.
Przyczyny są zwykle cztery i każdą z nich da się usunąć osobno. Pierwsza to brak odpowiednich ujęć: firma ma jedno zdjęcie portretowe i nic więcej. Druga to zła postać techniczna pliku, czyli za mało pikseli, niewłaściwy format albo zbyt mocna kompresja. Trzecia to brak opisu: redakcja nie wie, kto jest na zdjęciu, kto je wykonał i jak podpisać autora. Czwarta to nieuregulowane prawa, przez które ostrożny wydawca woli materiału nie ruszać.
W dalszej części każda z tych przyczyn ma własny rozdział. Radzę przejść przez wszystkie po kolei, nawet jeśli wydaje się, że kłopot dotyczy tylko jednej. Z mojej praktyki wynika, że słabe zdjęcia prasowe prawie zawsze mają więcej niż jedną wadę.
Jakie ujęcia powinny znaleźć się w zestawie dla mediów?
Redakcja nie potrzebuje stu fotografii. Potrzebuje kilku, ale takich, które pasują do różnych miejsc w gazecie i na stronie internetowej. Dobrze przygotowany zestaw liczy zwykle od ośmiu do kilkunastu zdjęć i obejmuje kilka stałych rodzajów ujęć.
Portret osoby, która wypowiada się w imieniu firmy
To zdjęcie jest używane najczęściej, ponieważ towarzyszy każdej wypowiedzi i każdemu komentarzowi. Powinno pokazywać twarz wyraźnie, w dobrym świetle, na spokojnym tle. Potrzebne są dwie wersje: ciasny kadr od ramion w górę oraz szerszy, do pasa, w naturalnym otoczeniu, na przykład w biurze lub w zakładzie.
Każdą z tych wersji należy mieć w poziomie i w pionie. Wokół głowy trzeba zostawić zapas tła, ponieważ redakcja przycina zdjęcia do własnych proporcji, często do kwadratu albo wąskiego paska. Kadr ucięty tuż nad czołem nie daje takiej możliwości.
Człowiek przy pracy
Portret mówi, kto zabiera głos. Zdjęcie przy pracy mówi, czym firma się zajmuje. Mechanik przy podnośniku, cukiernik przy stole, doradca w rozmowie z klientem: takie kadry redakcje wybierają do dłuższych tekstów i na otwarcie artykułu. Powinny wyglądać naturalnie, bez pozowania do obiektywu.
Miejsce, produkt i szczegół
Kolejna grupa to siedziba z zewnątrz, wnętrze, produkt na jednolitym tle oraz produkt w użyciu. Do tego jedno lub dwa zbliżenia szczegółu, na przykład dłoni przy narzędziu. Zbliżenia przydają się redakcjom jako małe ilustracje w środku tekstu.
Poziom, pion i wolne miejsce w kadrze
Serwisy internetowe prawie zawsze potrzebują zdjęcia poziomego na górę artykułu. Prasa drukowana i media społecznościowe częściej sięgają po pion. Zestaw złożony wyłącznie z pionowych portretów to jeden z najczęstszych powodów, dla których redakcja nie może użyć materiału.
Fotografa należy poprosić także o kilka kadrów z pustą przestrzenią z boku lub u góry. Na takim tle redakcja może umieścić tytuł albo cytat. Jest to drobiazg, który bardzo ułatwia pracę grafikowi.
Na zdjęciach nie powinno być napisów, ramek, znaków wodnych ani logo nałożonego w programie graficznym. Redakcje nie publikują fotografii, które wyglądają jak reklama. Logo może być widoczne w naturalny sposób, na szyldzie lub na ubraniu roboczym.

Jaki format pliku i jaka wielkość zdjęcia są potrzebne?
Zdjęcia dla mediów przekazuje się w formacie JPEG, czyli jako pliki z końcówką .jpg. Otworzy je każdy komputer i każdy system redakcyjny. Formaty WebP i AVIF są dobre na własną stronę internetową, ale w redakcjach bywają kłopotliwe. Format HEIC z telefonów oraz pliki RAW z aparatu nie nadają się do wysyłki w ogóle.
Format PNG warto zostawić dla logo i grafik z przezroczystym tłem. Logo najlepiej przekazać dodatkowo w postaci wektorowej, w pliku SVG lub PDF, który da się powiększać bez utraty jakości.
Liczą się piksele, a nie wpis o rozdzielczości
Redakcje prasowe proszą zwykle o zdjęcia „w 300 dpi”. Ta wartość opisuje gęstość druku, a nie sam plik. O tym, jak duże zdjęcie da się wydrukować, decyduje wyłącznie liczba pikseli. Sam wpis o rozdzielczości w pliku można zmienić jednym kliknięciem i nie poprawia to jakości.
Obliczenie jest proste. Szerokość zdjęcia w pikselach dzieli się przez 300 i otrzymuje szerokość wydruku w calach, a jeden cal to 2,54 centymetra. Zdjęcie o szerokości 3000 pikseli da się więc wydrukować na szerokość około 25 centymetrów. Zdjęcie o szerokości 800 pikseli wystarczy na niecałe 7 centymetrów, czyli na wąską szpaltę.
Dla porządku: strona formatu A4 w gęstości 300 pikseli na cal to 2480 na 3508 pikseli. Współczesne aparaty i dobre telefony zapisują zdjęcia większe, więc oryginał od fotografa prawie zawsze wystarcza. Kłopot powstaje dopiero wtedy, gdy plik został po drodze zmniejszony.
Dwie wersje każdego zdjęcia
Radzę przygotować każde zdjęcie w dwóch wersjach. Wersja do druku to plik w pełnych wymiarach, zapisany w najwyższej jakości JPEG. Wersja do internetu ma dłuższy bok zmniejszony do około 2400 pikseli i jest lżejsza, dzięki czemu wygodnie się ją pobiera i wstawia do serwisu.
Obie wersje powinny być zapisane w przestrzeni barw sRGB. Jest to standard ekranów i przeglądarek. Zdjęcia zapisane w innej przestrzeni, na przykład Adobe RGB, potrafią na stronie internetowej wyglądać blado. Przeliczeniem kolorów do druku zajmuje się redakcja lub drukarnia, więc nie należy robić tego samodzielnie.
Powiększanie małego zdjęcia w programie graficznym nie dodaje mu szczegółów. Plik staje się większy, lecz obraz pozostaje nieostry. Jeśli jedyna posiadana kopia jest mała, trzeba poprosić fotografa o oryginał albo powtórzyć sesję.

Jak sprawdzić wielkość i format zdjęć, które firma już ma?
Zanim zamówi się nową sesję, warto ustalić, co znajduje się na dysku. Wiele firm ma dobre oryginały, tylko używa ich pomniejszonych kopii. Sprawdzenie jednego pliku w systemie Windows zajmuje kilkanaście sekund.
- Należy odszukać plik w folderze i kliknąć go prawym przyciskiem myszy.
- Z menu wybiera się pozycję „Właściwości”.
- W oknie, które się otworzy, trzeba przejść na kartę „Szczegóły”.
- W części „Obraz” znajduje się pole „Wymiary” z dwiema liczbami: szerokością i wysokością w pikselach.
- Na karcie „Ogólne” w polu „Typ pliku” widać format, a w polu „Rozmiar” wagę pliku.
- Wynik warto od razu zanotować w arkuszu: nazwa pliku, wymiary, układ poziomy lub pionowy.
Na komputerze Mac te same dane pokazuje program „Podgląd”. Po otwarciu zdjęcia należy z menu „Narzędzia” wybrać „Pokaż Inspektora”. W oknie widać wymiary obrazu w pikselach, format i profil kolorów.
Odczyt jest prosty. Dłuższy bok powyżej 3000 pikseli oznacza plik, który nadaje się do druku w dużym formacie. Bok między 1200 a 3000 pikseli wystarczy do internetu i do małych ilustracji w prasie. Plik poniżej 1200 pikseli jest pomniejszoną kopią i nie powinien trafić do zestawu.
Szczególną ostrożność trzeba zachować wobec zdjęć, które przeszły przez komunikator lub zostały pobrane z portalu społecznościowego. Takie serwisy zmniejszają i mocno kompresują fotografie oraz usuwają z nich opisy. Do zestawu powinny trafiać wyłącznie pliki otrzymane wprost od fotografa, najlepiej przez link do pobrania.
Kto woli nie zajmować się tym samodzielnie, może zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na info@lukaszwudyka.pl. Przejrzę posiadane zdjęcia, wskażę brakujące ujęcia i przygotuję z nich opisany zestaw gotowy do wysyłki redakcjom.
Jak nazwać pliki, żeby nie zginęły w redakcji?
Plik o nazwie IMG_4471.jpg po pobraniu ląduje w folderze dziennikarza obok setek podobnych i po tygodniu nikt nie wie, skąd pochodzi. Nazwa powinna sama mówić, czyja to fotografia i co przedstawia. Dokumentacja Google dla twórców stron również zaleca krótkie, opisowe nazwy plików zamiast ogólnych oznaczeń nadawanych przez aparat.
Sprawdza się stały schemat: nazwa firmy, osoba lub temat, rodzaj ujęcia, układ i przeznaczenie. Słowa łączy się dywizami, bez spacji i bez polskich znaków, ponieważ część systemów redakcyjnych źle je odczytuje. Przykładowa nazwa wygląda tak:
nazwa-firmy_jan-kowalski_portret_poziom_druk.jpg
Wersja do internetu tego samego zdjęcia różni się tylko końcówką: nazwa-firmy_jan-kowalski_portret_poziom_www.jpg. Dzięki temu po posortowaniu plików obie wersje stoją obok siebie, a dziennikarz od razu widzi, którą wybrać.
W nazwie nie umieszcza się słów „nowe”, „ostateczne” ani „poprawione”. Takie dopiski świadczą o bałaganie i po kolejnej zmianie tracą sens. Jeśli zdjęcia są wymieniane, stare pliki należy usunąć z folderu udostępnionego mediom.
Jak wpisać autora i prawa do samego pliku?
Zdjęcie krąży po redakcji bez wiadomości, w której zostało przysłane. Dlatego najważniejsze dane powinny być zapisane w samym pliku. Służy do tego standard IPTC, czyli zestaw pól opisowych, które odczytują programy graficzne, systemy redakcyjne i agencje fotograficzne.
Najważniejsze są cztery pola. Pole twórcy zawiera imię i nazwisko fotografa. Pole opisu mówi, kto i co znajduje się na zdjęciu oraz gdzie zostało wykonane. Pole informacji o autorze lub źródle podaje gotową formułę podpisu, na przykład „fot. [imię i nazwisko] / [nazwa firmy]”. Pole noty o prawach autorskich wskazuje, do kogo należą prawa.
Dane te mają znaczenie także dla wyszukiwarki. Według dokumentacji Google metadane IPTC są umieszczane w samym obrazie i można je przenosić razem z nim z jednej strony na drugą. Google odczytuje między innymi pola twórcy, informacji o autorze lub źródle obrazu i powiadomienia o prawach autorskich oraz może pokazać je w Grafice Google, choć tego nie gwarantuje.

Opisanie zdjęcia w systemie Windows
Podstawowe dane można wpisać bez żadnego dodatkowego programu. System Windows pozwala uzupełnić je w oknie właściwości pliku.
- Należy kliknąć plik JPEG prawym przyciskiem myszy i wybrać „Właściwości”.
- Na karcie „Szczegóły” trzeba kliknąć w puste miejsce obok pola „Tytuł” i wpisać krótki opis, na przykład kto jest na zdjęciu i w jakiej roli.
- W polu „Autorzy” wpisuje się imię i nazwisko fotografa.
- W polu „Prawa autorskie” wpisuje się właściciela praw, na przykład nazwę firmy albo nazwisko fotografa, zgodnie z umową.
- W polu „Komentarze” warto umieścić pełny podpis oraz formułę, którą redakcja ma podać przy publikacji.
- Zmiany zatwierdza się przyciskiem „Zastosuj”, a następnie „OK”.
Kilka plików naraz opisuje się tak samo: wystarczy zaznaczyć je razem przed otwarciem właściwości. Wspólne dane, czyli autor i prawa, zostaną zapisane we wszystkich zaznaczonych zdjęciach. Tytuły i komentarze trzeba już uzupełnić osobno.
Pełny zestaw pól IPTC udostępniają programy do pracy ze zdjęciami, których używają fotografowie. Najprościej poprosić o wypełnienie tych pól już przy zamawianiu sesji. Dla fotografa to kilka minut pracy, a firma otrzymuje pliki gotowe do przekazania mediom.
Jak sprawdzić, czy opis został zapisany?
Plik należy skopiować na inny komputer albo wysłać samemu sobie pocztą jako załącznik, a następnie ponownie otworzyć właściwości. Jeśli pola są wypełnione, opis podróżuje razem ze zdjęciem. Organizacja IPTC udostępnia także narzędzie internetowe „Get IPTC Photo Metadata”, które pokazuje wszystkie pola zapisane w przesłanym obrazie.
Trzeba wiedzieć o jednym ograniczeniu. Część programów i serwisów usuwa opisy przy zmniejszaniu zdjęć, a portale społecznościowe robią to bardzo często. Po każdym przetworzeniu pliku warto więc powtórzyć sprawdzenie.
Jak napisać podpis pod zdjęcie i plik z opisami?
Podpis odpowiada na pytania: kto, co, gdzie i w jakich okolicznościach. Tak też definiuje pole opisu standard IPTC. Redakcja nie ma czasu ustalać, czy na fotografii stoi właściciel, czy pracownik, ani jak pisze się jego nazwisko.
Dobry podpis mieści się w jednym lub dwóch zdaniach i ma stałą budowę. Przykładowy wzór do uzupełnienia:
Na zdjęciu: [imię i nazwisko], [stanowisko] w firmie [nazwa], podczas [czynność] w [miejscowość]. Fot. [imię i nazwisko fotografa] / [nazwa firmy].
Jeśli na zdjęciu jest kilka osób, wymienia się je od lewej do prawej i zaznacza to w nawiasie. Stanowiska podaje się w pełnym brzmieniu, bez wewnętrznych skrótów. Nazwiska trzeba sprawdzić litera po literze, ponieważ błąd w podpisie zostanie powielony w publikacji.
Do folderu ze zdjęciami dodaje się jeden plik tekstowy o nazwie opisy-zdjec.txt albo dokument PDF. Zawiera on listę wszystkich plików, przy każdym podpis, autora i formułę do publikacji, a na końcu krótką notę o zasadach wykorzystania oraz kontakt do osoby, która odpowiada na pytania mediów.
Notę o zasadach wykorzystania wystarczy sformułować w dwóch zdaniach. Może brzmieć na przykład tak:
Zdjęcia można publikować bez opłat w materiałach redakcyjnych dotyczących firmy [nazwa], w prasie, w internecie i w telewizji, z podaniem autora w brzmieniu wskazanym przy każdym pliku. Wykorzystanie w reklamie wymaga odrębnej zgody.
Taka nota jest uczciwa wobec redakcji tylko wtedy, gdy firma rzeczywiście ma prawo udzielić takiej zgody. O tym mówi następny rozdział.
Prawa autorskie i zgoda na wizerunek: co ustalić przed wysyłką?
To część, którą firmy pomijają najczęściej, a ostrożne redakcje sprawdzają najuważniej. Zapłata za sesję nie oznacza, że firma może robić ze zdjęciami wszystko. Zakres uprawnień wynika z umowy z fotografem, a przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych rozstrzygają wątpliwości raczej na korzyść twórcy.
Umowa z fotografem
Umowa licencyjna obejmuje tylko te sposoby wykorzystania, które zostały w niej wyraźnie wymienione. Prawo nazywa je polami eksploatacji. Jeśli w umowie jest mowa o stronie internetowej i mediach społecznościowych firmy, nie wynika z niej prawo do przekazywania zdjęć gazetom.
W umowie powinny więc znaleźć się trzy rzeczy. Pierwsza to publikacja w prasie, w serwisach internetowych i w telewizji. Druga to prawo firmy do udzielania dalszych zgód, czyli do upoważniania redakcji, ponieważ bez takiego zapisu licencjobiorca co do zasady nie może przekazać uprawnień nikomu innemu. Trzecia to sposób oznaczania autora.
Fotograf ma prawo do oznaczenia zdjęcia swoim nazwiskiem i jest to prawo osobiste, którego nie można przenieść na firmę. Formułę podpisu trzeba z nim uzgodnić i stosować konsekwentnie. Jeśli umowa była ustna albo powstała dawno, najprościej poprosić fotografa o potwierdzenie zakresu na piśmie lub w wiadomości e-mail. Przeniesienie praw majątkowych i licencja wyłączna wymagają formy pisemnej.
Zgoda osób widocznych na zdjęciach
Rozpowszechnianie wizerunku co do zasady wymaga zezwolenia osoby, która została sfotografowana. Dotyczy to także pracowników. Ustawa przewiduje wyjątki, między innymi dla osób stanowiących jedynie szczegół większej całości, takiej jak zgromadzenie lub publiczna impreza, lecz przy zdjęciach firmowych rzadko mają one zastosowanie.
Od każdej rozpoznawalnej osoby warto uzyskać zgodę na piśmie, z wyraźnym wskazaniem, że zdjęcia będą przekazywane mediom. Zgoda pracownika powinna być dobrowolna, a jej brak nie może powodować dla niego żadnych ujemnych skutków. Gdy pracownik odchodzi z firmy lub cofa zgodę, jego zdjęcia należy usunąć z zestawu. Wizerunek dzieci wymaga zgody rodziców lub opiekunów i szczególnej rozwagi.
Opisuję tu ogólne zasady, a nie poradę w konkretnej sprawie. Przy umowach o większej wartości i przy zdjęciach z udziałem osób trzecich rozsądnie jest pokazać dokumenty prawnikowi.
Jak przekazać zdjęcia redakcji, żeby mogła je od razu pobrać?
Najgorszym sposobem jest dołączenie do wiadomości dziesięciu ciężkich plików. Skrzynki pocztowe mają limity wielkości załączników, na przykład w Gmailu jest to 25 MB na wiadomość, a zbyt ciężki e-mail bywa odrzucany przez serwer odbiorcy. Równie zły jest link, który wymaga logowania albo prośby o dostęp.
Sprawdza się układ mieszany. Do wiadomości dołącza się jedno lub dwa zdjęcia w wersji do internetu, żeby dziennikarz od razu zobaczył, czym dysponuje firma. W treści podaje się link do folderu z całym zestawem w obu wersjach. O tym, jak ułożyć samą wiadomość, piszę we wpisie o informacji prasowej, którą dziennikarz naprawdę otworzy.
Udostępnienie folderu na Dysku Google
Folder w chmurze powinien otwierać się każdemu, kto ma link, i nie pozwalać na zmianę zawartości. Na Dysku Google ustawia się to w następujący sposób.
- Należy utworzyć folder o czytelnej nazwie, na przykład „Zdjęcia dla mediów – [nazwa firmy]”, i wgrać do niego dwa podfoldery: „druk” oraz „www”, a także plik z opisami.
- Po zaznaczeniu folderu trzeba kliknąć „Udostępnij”.
- W części „Dostęp ogólny” należy kliknąć strzałkę w dół i wskazać „Każda osoba mająca link”.
- Jako rolę ustawia się „Przeglądający”, dzięki czemu nikt z zewnątrz nie usunie ani nie podmieni plików.
- Należy kliknąć „Skopiuj link”, a potem „Gotowe”.
- Link trzeba otworzyć w oknie prywatnym przeglądarki, bez logowania, i pobrać jedno zdjęcie na próbę.
Ostatni punkt jest najważniejszy i najczęściej pomijany. Właściciel folderu zawsze widzi swoje pliki, więc nie zauważy, że osoba z zewnątrz otrzymuje prośbę o zalogowanie. Próba w oknie prywatnym pokazuje dokładnie to, co zobaczy dziennikarz.
W ustawieniach udostępniania nie należy włączać ograniczenia pobierania dla przeglądających. Folder ma służyć właśnie do pobierania. Nie należy też korzystać z usług, w których link wygasa po kilku dniach, ponieważ redakcje wracają do materiałów po tygodniach, a czasem po miesiącach.
Zakładka „Dla mediów” na stronie firmy
Trwalszym rozwiązaniem jest osobna podstrona w serwisie firmowym. Dziennikarz, który szuka zdjęcia wieczorem, znajdzie je sam, bez pisania do firmy. Na podstronie umieszcza się miniatury, podpisy, autora każdego zdjęcia, notę o zasadach wykorzystania i kontakt dla mediów.
W WordPressie trzeba uważać na jedną rzecz. System automatycznie zmniejsza wgrywane obrazy, których szerokość lub wysokość przekracza 2560 pikseli, i to pomniejszona kopia jest potem wstawiana na stronę. Oryginał pozostaje na serwerze, ale odnośnik w treści prowadzi do mniejszej wersji. Zdjęcia do druku należy więc spakować do archiwum ZIP i podać link do archiwum albo skierować dziennikarza do folderu w chmurze.
Przy miniaturach warto wypełnić w bibliotece mediów pola „Tekst alternatywny” i „Podpis”. Tekst alternatywny opisuje, co widać na zdjęciu, i według dokumentacji Google jest najważniejszą informacją o obrazie, jaką strona przekazuje wyszukiwarce. Dzięki temu fotografie firmy pojawiają się w Grafice Google po wpisaniu jej nazwy, co pomaga także w porządkowaniu tego, co widać w Google po wpisaniu nazwy firmy.
Jak zbudować cały zestaw w jedno popołudnie?
Poszczególne czynności zostały opisane wyżej. Poniżej kolejność, w której najlepiej je wykonać, żeby nie wracać dwa razy do tych samych plików.
- Zebranie oryginałów od fotografa i sprawdzenie wymiarów każdego pliku.
- Wybór ośmiu do kilkunastu zdjęć tak, by były wśród nich portrety, ujęcia przy pracy, miejsce i produkt, każde w poziomie i w pionie.
- Potwierdzenie zakresu umowy z fotografem oraz zgód osób widocznych na zdjęciach.
- Przygotowanie wersji do druku i wersji do internetu, obu w formacie JPEG i w przestrzeni sRGB.
- Nadanie nazw według jednego schematu.
- Wpisanie autora, praw i opisu do właściwości każdego pliku.
- Spisanie podpisów i noty o zasadach wykorzystania w jednym pliku z opisami.
- Wgranie całości do folderu, ustawienie dostępu i próba pobrania w oknie prywatnym.
Gotowy link warto dopisać do stopki wiadomości wysyłanych mediom oraz do arkusza z kontaktami. Kto jeszcze takiego arkusza nie prowadzi, znajdzie opis jego budowy we wpisie o liście mediów dla małej firmy.
Po czym poznać, że zestaw działa, i co zrobić, gdy redakcja nadal nie używa zdjęć?
Skuteczność widać w publikacjach. Przy tekstach o firmie pojawiają się jej własne fotografie, podpis autora jest zgodny z ustaloną formułą, nazwiska są zapisane poprawnie, a dziennikarze przestają dopytywać o większe pliki. Nowe publikacje najłatwiej wychwycić dzięki powiadomieniom opisanym we wpisie o tym, jak ustawić alerty Google dla firmy.
Jeśli mimo przygotowanego zestawu redakcje wciąż sięgają po inne ilustracje, trzeba sprawdzić kolejno kilka rzeczy.
- Czy link otwiera się bez logowania na innym urządzeniu i czy nie wygasł.
- Czy w zestawie są zdjęcia poziome, ponieważ to ich brak najczęściej przesądza sprawę.
- Czy fotografie nie wyglądają jak reklama: z nałożonym logo, hasłem albo mocną obróbką.
- Czy zdjęcia są aktualne, czyli pokazują obecny wygląd osób, lokalu i produktów.
- Czy dziennikarz w ogóle wie o zestawie, czyli czy link znajduje się w wiadomości, a nie tylko na stronie.
Najprostszą drogą jest uprzejme pytanie do redaktora, z którym firma ma już kontakt: jakich ujęć brakuje i w jakiej postaci najwygodniej je dostarczyć. Jedna taka odpowiedź daje więcej niż domysły. Redakcje lokalne i branżowe mają zresztą różne potrzeby i warto je poznać.
Błędy, których należy unikać
Nie wolno wysyłać mediom zdjęć pobranych z internetu ani z banków zdjęć z licencją, która nie pozwala na dalsze przekazywanie. Odpowiedzialność za naruszenie cudzych praw może spaść zarówno na firmę, jak i na redakcję, a zaufania dziennikarza nie da się potem łatwo odbudować.
Ryzykowne jest także przekazywanie jako fotografii obrazów wytworzonych przez sztuczną inteligencję albo mocno przerobionych. Redakcje informacyjne oczekują, że zdjęcie pokazuje rzeczywistość. Dopuszczalna jest zwykła korekta jasności, kontrastu i kadru. Usuwanie lub dodawanie elementów trzeba wyraźnie zaznaczyć w opisie albo z niego zrezygnować.
Trzeci błąd to pozostawienie zestawu samemu sobie. Zdjęcia starzeją się szybciej, niż się wydaje. Przegląd raz na rok oraz po każdej większej zmianie w firmie, takiej jak nowy lokal, nowe logo czy zmiana osoby wypowiadającej się dla mediów, w zupełności wystarcza.
Najczęstsze pytania
Czy zdjęcia z telefonu nadają się dla mediów?
Nadają się, jeśli są ostre, dobrze oświetlone i przekazane w oryginalnym pliku, a nie w kopii z komunikatora. Współczesne telefony zapisują obrazy o wymiarach wystarczających do druku. Przed wysyłką trzeba jedynie upewnić się, że plik ma format JPEG, a nie HEIC, i w razie potrzeby zmienić format w ustawieniach aparatu albo przy eksporcie zdjęcia.
Ile zdjęć powinien liczyć zestaw?
W większości firm wystarcza od ośmiu do kilkunastu fotografii. Ważniejsza od liczby jest różnorodność: portret i ujęcie przy pracy, poziom i pion, kadr ciasny i szeroki. Zestaw z pięćdziesięcioma podobnymi zdjęciami zmusza dziennikarza do wybierania, na co zwykle nie ma on czasu.
Czy redakcja musi podpisać autora zdjęcia?
Autor ma prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem i rzetelne redakcje tego przestrzegają. Zadaniem firmy jest ułatwić im to: podać gotową formułę podpisu w pliku z opisami i we właściwościach każdego zdjęcia. Jeśli fotograf zgodził się na publikację bez podpisu, warto mieć to potwierdzone na piśmie.
Czy można przyciąć zdjęcie do kwadratu przed wysyłką?
Lepiej tego nie robić. Redakcja przycina fotografie do własnych proporcji i potrzebuje do tego zapasu wokół głównego motywu. Zdjęcie przycięte wcześniej przez firmę ogranicza jej możliwości, a po kolejnym cięciu może stracić ważny fragment.
Czy na zdjęciach dla mediów można umieścić logo firmy?
Logo nałożone w programie graficznym sprawia, że fotografia staje się reklamą, i większość redakcji takiego materiału nie opublikuje. Logo widoczne naturalnie, na szyldzie, pojeździe lub odzieży, nie stanowi kłopotu. Sam znak firmy warto dołączyć osobno, w pliku PNG z przezroczystym tłem i w pliku wektorowym.
Co zrobić, gdy fotograf nie chce się zgodzić na przekazywanie zdjęć mediom?
Trzeba wrócić do rozmowy o zakresie licencji i ustalić warunki, na jakich taka zgoda jest możliwa, najlepiej na piśmie. Bez niej zdjęć nie należy udostępniać redakcjom. Przy kolejnej sesji warto wpisać publikację w mediach do umowy od razu, zanim zdjęcia powstaną.
Czy zdjęcia powinny mieć znak wodny chroniący przed kradzieżą?
Nie. Znak wodny uniemożliwia publikację, a to ona jest celem całego przedsięwzięcia. Ochronę zapewniają jasna nota o zasadach wykorzystania, dane autora zapisane w pliku i umowa z fotografem, a nie napis na środku kadru.
Jak długo link do zdjęć powinien pozostawać aktywny?
Bezterminowo. Dziennikarze wracają do zapisanych wiadomości przy kolejnych tematach i link, który przestał działać, przekreśla wcześniejszą pracę. Jeśli zawartość się zmienia, należy podmieniać pliki w tym samym folderze, a nie tworzyć nowy adres.
Brak czasu albo ochoty, żeby zająć się tym samodzielnie?
Przygotowanie zdjęć dla mediów nie jest trudne, ale wymaga cierpliwości i kilku rozmów, na które w codziennej pracy często brakuje miejsca. Mogę przejąć to zadanie w całości. Sprawdzam posiadane fotografie, wskazuję brakujące ujęcia i pomagam zaplanować sesję, porządkuję nazwy plików i opisy, przygotowuję wersje do druku i do internetu, układam podpisy oraz notę o zasadach wykorzystania, a na końcu buduję folder lub zakładkę dla mediów i sprawdzam, czy wszystko pobiera się bez przeszkód.
Wystarczy zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl i w kilku zdaniach opisać, czym firma dysponuje. Odpowiem, od czego zacząć i ile pracy to wymaga.




