Audyt SEO to przegląd strony pod kątem wszystkiego, co utrudnia jej zdobywanie ruchu z Google. Jego wynikiem powinna być lista konkretnych błędów ułożona od najważniejszego do najmniej istotnego, a nie gruby plik z wykresami. Od kolejności sprawdzania zależy więcej, niż się zwykle zakłada: jeśli Google nie może wejść na stronę, to dopracowywanie tytułów i treści nie przyniesie żadnego efektu.
Poniżej opisuję, co sprawdzić i w jakiej kolejności, jak ocenić wagę znalezionych błędów oraz jak je opisać, żeby programista mógł zabrać się do pracy bez dopytywania. Ten sam układ sprawdza się w małej witrynie usługowej i w dużym sklepie. Różni się tylko ilość pracy.
Czym jest audyt SEO i po czym poznać dobry?
Audyt SEO odpowiada na trzy pytania. Czy Google może dotrzeć do wszystkich ważnych podstron i dodać je do swojego indeksu? Czy rozumie, o czym jest każda z nich? Czy strona zasługuje na wyższe miejsce niż witryny konkurentów? Każdy sprawdzany element da się przypisać do jednego z tych pytań.
Dobry audyt jest listą błędów, a przy każdym z nich podane jest dokładne miejsce, skutek dla widoczności oraz sposób naprawy. Lista jest ułożona według ważności, więc osoba, która ją otrzymuje, od razu wie, czym zająć się w pierwszym tygodniu, a co może poczekać. Taki dokument czyta się z myślą o wdrożeniu, a nie o tym, żeby odłożyć go na półkę.
Czym różni się audyt od automatycznego raportu z narzędzia?
Programy do badania stron, takie jak Screaming Frog, Sitebulb czy moduły audytu w Ahrefs i Semrush, są bardzo przydatne. Przechodzą przez serwis podobnie jak robot wyszukiwarki i zbierają dane, których człowiek nie zebrałby ręcznie. Ich raport to jednak surowy materiał, a nie audyt.
Narzędzie nie zna celów firmy i nie wie, które podstrony zarabiają. Zgłosi kilkaset ostrzeżeń o brakujących opisach obrazków z taką samą powagą jak jedną linijkę, która blokuje dostęp do całego działu oferty. Często podaje też alarmy bez znaczenia, na przykład zbyt długi tytuł na stronie polityki prywatności.
Praca audytora polega na odsianiu tego, co nieistotne, sprawdzeniu, czy zgłoszony problem rzeczywiście występuje, i powiązaniu go ze skutkiem. Wynik z programu z doklejoną stroną tytułową nie jest audytem, nawet jeśli liczy sto stron. Moim zdaniem krótki dokument z dwudziestoma dobrze opisanymi błędami jest wart więcej niż obszerny raport, którego nikt nie wdroży.
Od czego zacząć i dlaczego kolejność prac jest tak ważna?
Przegląd strony warto zacząć od rozmowy, a nie od uruchamiania programów. Bez wiedzy o tym, z czego firma żyje, nie da się ocenić, który błąd jest groźny, a który tylko nieładnie wygląda w raporcie.
Cele firmy i najważniejsze podstrony
Na początku należy ustalić, które usługi lub produkty przynoszą największy dochód, skąd pochodzą klienci i na jakim obszarze firma działa. Z tych odpowiedzi powstaje krótka lista podstron, na których firmie zależy najbardziej. To one wyznaczają później ważność znalezionych błędów.
Dostęp do Google Search Console i statystyk
Audyt prowadzony wyłącznie z zewnątrz jest zgadywaniem. Do rzetelnej pracy potrzebny jest dostęp do danych, które posiada tylko właściciel witryny:
- Google Search Console – pokazuje, jak Google widzi stronę: które adresy zna, które pominął i dlaczego, na jakie zapytania strona się wyświetla.
- Statystyki ruchu, najczęściej Google Analytics – pozwalają ocenić, które podstrony przyciągają odwiedzających i które prowadzą do zapytań lub zakupów.
- Panel zarządzania stroną – potrzebny do sprawdzenia ustawień, których nie widać z zewnątrz, na przykład wtyczek i szablonów.
- Informacja o historii witryny – kiedy zmieniano wygląd, adresy lub domenę i kto dotąd zajmował się pozycjonowaniem.
Dlaczego nie zaczyna się od treści?
Kolejność prac wynika z prostej zależności: każdy następny poziom ma sens tylko wtedy, gdy poprzedni działa. Najpierw sprawdza się więc to, co blokuje wszystko inne, czyli dostęp Google do strony i indeksowanie. Potem porządek w adresach, bo powielone wersje rozpraszają wartość witryny. Dalej budowę serwisu i jego działanie, następnie treść, a na końcu to, co dzieje się poza stroną.

Odwrócenie tej kolejności jest częstą przyczyną zmarnowanej pracy. Zdarza się, że firma zamawia nowe opisy usług, a po kilku miesiącach okazuje się, że podstrony z tymi opisami były wyłączone z indeksowania. Tekst był dobry, ale Google nie mogło go pokazać.
Czy Google może wejść na stronę i ją zaindeksować?
To pierwsze i najważniejsze pytanie audytu. Robot Google musi móc pobrać podstronę, a następnie mieć zgodę na dodanie jej do indeksu, czyli do zbioru stron, z którego powstają wyniki wyszukiwania. Problem na którymkolwiek z tych etapów sprawia, że podstrona po prostu nie istnieje dla szukających.
Plik robots.txt
Plik robots.txt znajduje się w głównym katalogu witryny i informuje roboty, do których części serwisu nie powinny zaglądać. W audycie sprawdza się, czy nie blokuje ważnych działów, a także plików stylów i skryptów potrzebnych do poprawnego wyświetlenia strony. Jedna błędna reguła potrafi odciąć od Google cały sklep.
Należy też znać ograniczenie tego pliku. Blokada w robots.txt zabrania pobierania treści, ale nie gwarantuje, że adres zniknie z wyników. Jeśli prowadzą do niego linki z innych stron, Google może go pokazać bez opisu. Do usuwania stron z wyników służy inny mechanizm.
Znacznik noindex
Znacznik noindex umieszczony w kodzie podstrony lub w nagłówku odpowiedzi serwera mówi wyszukiwarce, żeby nie pokazywała danego adresu w wynikach. Jest potrzebny na stronach koszyka, wyników wewnętrznej wyszukiwarki czy podziękowań za wysłanie formularza. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy trafia na podstrony oferty.
Najczęstsza przyczyna to pozostałość po budowie serwisu. Wersję roboczą słusznie ukrywa się przed Google, ale po uruchomieniu strony ktoś zapomina zdjąć blokadę. W WordPressie odpowiada za to jedno pole w ustawieniach czytania, więc warto sprawdzić je zawsze. Trzeba też wiedzieć, że noindex działa tylko wtedy, gdy robot może pobrać stronę. Jeśli ten sam adres jest zablokowany w robots.txt, Google znacznika nie zobaczy.
Mapa witryny
Mapa witryny to plik z listą adresów, które właściciel chce pokazać wyszukiwarce. Powinna zawierać wyłącznie działające, docelowe podstrony przeznaczone do indeksowania. W audycie sprawdza się, czy mapa istnieje, czy została zgłoszona w Google Search Console i czy nie zawiera adresów z błędami, przekierowaniami albo znacznikiem noindex.
Raport indeksowania stron w Google Search Console
Raport indeksowania pokazuje, ile adresów Google dodało do indeksu, a ile pominęło, wraz z przyczyną. To najcenniejsze źródło informacji na tym etapie, bo pochodzi bezpośrednio od wyszukiwarki. Przyczyny pominięcia są podane wprost: strona wykluczona znacznikiem noindex, zablokowana przez robots.txt, nie znaleziono, strona z przekierowaniem, duplikat.
Nie każda pozycja w części z niezaindeksowanymi adresami jest błędem. Strony koszyka czy adresy z przekierowaniem mają tam być. Zadaniem audytora jest przejrzenie każdej grupy i wyłapanie adresów, które znalazły się tam niesłusznie.
Pojedynczy adres najwygodniej zbadać narzędziem do sprawdzania adresu URL w tym samym panelu. Sposoby, które nie wymagają dostępu do panelu, opisałem osobno we wpisie o tym, jak sprawdzić, czy strona jest zaindeksowana w Google.
Kody odpowiedzi serwera
Każde wejście na podstronę kończy się odpowiedzią serwera z trzycyfrowym kodem. Kod 200 oznacza, że strona działa. Kody zaczynające się od trójki to przekierowania, 404 informuje o braku strony, a kody zaczynające się od piątki o awarii serwera. Program do badania stron zbiera te kody dla całego serwisu.
W audycie szuka się przede wszystkim trzech rzeczy: linków wewnętrznych prowadzących do nieistniejących stron, powtarzających się błędów serwera oraz tak zwanych pozornych błędów 404. To sytuacja, w której strona wyświetla komunikat o braku treści, ale serwer odpowiada kodem 200. Google musi wtedy samo domyślać się, że podstrona jest pusta, co w większych serwisach marnuje jego czas przeznaczony na witrynę.
Kto na tym etapie woli nie zajmować się tym samodzielnie, może po prostu zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl. Chętnie przejmę sprawę: wykonam audyt SEO z listą błędów ułożoną według ważności i gotową dla programisty.
Przekierowania, wersje adresu i powielone treści
Gdy wiadomo już, że Google ma dostęp do strony, przychodzi kolej na porządek w adresach. Chodzi o to, żeby każda treść była dostępna pod jednym adresem i żeby cała wartość witryny skupiała się w jednym miejscu, a nie rozkładała na kilka kopii.
Jedna wersja adresu zamiast czterech
Ta sama strona może teoretycznie otwierać się na cztery sposoby: z przedrostkiem www i bez niego, przez http i przez https. Poprawnie ustawiona witryna działa pod jedną wybraną wersją, a trzy pozostałe przekierowują do niej na stałe. Sprawdzenie zajmuje kilka minut: wystarczy wpisać w przeglądarce każdą z czterech wersji i zobaczyć, gdzie się kończy.
Przekierowania stałe, tymczasowe i łańcuchy
Przekierowanie stałe ma kod 301 i informuje, że adres zmienił się na dobre. Przekierowanie tymczasowe, o kodzie 302, mówi, że zmiana jest chwilowa. Przy trwałych zmianach adresów powinno się stosować pierwsze z nich, bo jest dla wyszukiwarki jednoznacznym sygnałem, który adres ma pokazywać.
W audycie szuka się też łańcuchów, czyli sytuacji, w której adres A prowadzi do B, B do C, a dopiero C do właściwej strony. Każde ogniwo wydłuża ładowanie i zwiększa ryzyko błędu. Rozwiązanie jest proste: stary adres powinien kierować od razu do ostatecznego, a linki wewnątrz serwisu powinny wskazywać adresy docelowe, bez przekierowań po drodze.
Linki kanoniczne i powielone treści
Link kanoniczny to wpis w kodzie podstrony, który wskazuje wyszukiwarce jej podstawową wersję. Przydaje się tam, gdzie ta sama treść jest dostępna pod wieloma adresami, na przykład po zastosowaniu filtrów i sortowania w sklepie albo z dopiskami służącymi do śledzenia kampanii. Google traktuje go jako wskazówkę, a nie polecenie, więc przy sprzecznych sygnałach może wybrać inny adres.
Typowe błędy to link kanoniczny wskazujący stronę główną na wszystkich podstronach, kierujący do adresu z przekierowaniem lub do strony nieistniejącej. Każdy z nich może sprawić, że ważna podstrona wypadnie z wyników. Warto porównać w Google Search Console adres kanoniczny zadeklarowany przez właściciela z tym, który wybrało Google.
Na tym samym etapie sprawdza się powielone treści wewnątrz serwisu: identyczne opisy produktów w kilku kategoriach, strony tagów pokazujące to samo co kategorie, wersje do druku. Nie grozi za to kara, ale Google samo wybiera wtedy jedną wersję, niekoniecznie tę, na której zależy firmie.
Budowa serwisu, linkowanie wewnętrzne i szybkość
Kolejny poziom dotyczy tego, jak serwis jest ułożony i jak działa. Wyszukiwarka porusza się po stronie tak samo jak człowiek, czyli po linkach, i na podstawie ich układu ocenia, które podstrony są najważniejsze.
Budowa serwisu i linki wewnętrzne
W audycie sprawdza się, ile kliknięć dzieli stronę główną od najważniejszych podstron. Oferta, do której trzeba przejść przez pięć poziomów menu, dostaje słaby sygnał ważności. Szuka się też podstron osieroconych, do których nie prowadzi żaden link wewnętrzny, choć figurują w mapie witryny.
Znaczenie mają także teksty odnośników. Link o treści „więcej” nie mówi wyszukiwarce nic, a link o treści „wymiana opon w Krakowie” mówi wszystko. Zasady układania takich połączeń omówiłem szerzej we wpisie o tym, jak ułożyć linki wewnętrzne w serwisie.
Szybkość i wygoda na telefonie
Google ocenia strony przede wszystkim na podstawie ich wersji na telefon, więc to ją należy badać w pierwszej kolejności. Sprawdza się, czy na małym ekranie widać tę samą treść co na komputerze, czy tekst da się czytać bez powiększania i czy przyciski nie leżą zbyt blisko siebie. Treść ukryta w wersji mobilnej może dla wyszukiwarki nie istnieć.
Szybkość mierzy się trzema wskaźnikami Core Web Vitals. Pierwszy opisuje czas wyświetlenia największego elementu i za dobry uznaje się wynik do 2,5 sekundy. Drugi mierzy szybkość reakcji strony na działanie odwiedzającego, z progiem 200 milisekund. Trzeci ocenia stabilność układu, czyli to, czy elementy nie przeskakują podczas ładowania, a dobry wynik nie przekracza 0,1.
Najbardziej wiarygodne są dane od rzeczywistych użytkowników, dostępne w Google Search Console i w PageSpeed Insights, a nie jednorazowy pomiar w laboratorium. Jak odczytywać te liczby i od czego zacząć poprawki, wyjaśniłem we wpisie o tym, jak czytać wyniki Core Web Vitals. Radzę zachować tu umiar: szybkość pomaga, ale nie zastąpi treści odpowiadającej na pytanie szukającego.
Treść: tytuły, nagłówki i dopasowanie podstron do zapytań
Dopiero na sprawnie działającej witrynie ocena treści ma sens. Na tym etapie audyt przechodzi od pytania, czy Google widzi stronę, do pytania, czy rozumie ją tak, jak chce tego firma.
Tytuły, opisy i nagłówki
Tytuł strony to tekst widoczny na karcie przeglądarki i najczęściej w wynikach wyszukiwania. Każda podstrona powinna mieć własny, inny niż pozostałe, z nazwą tego, co na niej jest. Brakujące, powielone i nic niemówiące tytuły to jeden z najczęściej spotykanych błędów, a zarazem jeden z najłatwiejszych do poprawienia.
Opis strony nie wpływa bezpośrednio na pozycję, ale zachęca do kliknięcia. Google często zastępuje go własnym fragmentem tekstu, dlatego wystarczy zadbać o opisy na najważniejszych podstronach. Nagłówki powinny tworzyć czytelny układ: jeden główny, mówiący o temacie strony, i śródtytuły dzielące treść na części. Nagłówki użyte tylko po to, żeby powiększyć czcionkę w stopce, zaciemniają obraz.
Czy każda podstrona odpowiada na konkretne zapytanie?
To najważniejsza część oceny treści i jednocześnie taka, której żaden program nie wykona sam. Dla każdej istotnej podstrony ustala się, na jakie zapytanie ma odpowiadać, a potem sprawdza w wynikach wyszukiwania, czego Google w tym miejscu oczekuje. Jeśli na dane hasło wyświetlają się strony ofertowe, to artykuł na blogu raczej nie zajmie tam wysokiego miejsca, i odwrotnie.
W raporcie skuteczności w Google Search Console widać, na jakie zapytania każda podstrona wyświetla się obecnie. Rozbieżność między tym, co firma zakłada, a tym, co pokazują dane, jest gotową listą zadań. Często wychodzi też na jaw, że dla ważnej usługi w ogóle nie istnieje osobna podstrona.

Kanibalizacja i strony o słabej treści
Kanibalizacja to sytuacja, w której dwie lub więcej podstron tego samego serwisu walczy o to samo zapytanie. Google nie wie, którą pokazać, więc zmienia je w wynikach albo żadnej nie daje wysoko. W danych widać to jako kilka adresów wyświetlających się na jedno hasło, z pozycjami, które stale się wahają. Rozwiązaniem bywa połączenie treści, przekierowanie albo wyraźne rozdzielenie tematów.
Strony o słabej treści to podstrony, które niewiele wnoszą: kilka zdań ogólników, puste kategorie, automatycznie tworzone strony tagów, dziesiątki niemal identycznych podstron miast różniących się tylko nazwą miejscowości. Duża liczba takich adresów obniża ocenę całej witryny. Dla każdej grupy należy podjąć decyzję: rozbudować, połączyć z inną, wyłączyć z indeksowania albo usunąć.
Dane strukturalne
Dane strukturalne to dodatkowy opis w kodzie strony, zapisany według standardu schema.org, dzięki któremu wyszukiwarka łatwiej rozpoznaje, czy ma przed sobą firmę, produkt, artykuł czy wydarzenie. Mogą sprawić, że wynik w Google zostanie wzbogacony, na przykład o cenę i dostępność produktu, choć nie dają takiej gwarancji. W audycie sprawdza się, czy oznaczenia są poprawne i czy opisują to, co rzeczywiście widać na stronie.
Linki z innych witryn, widoczność lokalna i konkurencja
Ostatni poziom audytu wychodzi poza samą witrynę. Stoi na końcu kolejki nie dlatego, że jest mało ważny, lecz dlatego, że jego wyniki mają wartość dopiero wtedy, gdy strona jest uporządkowana od środka.
Linki z innych witryn i ich jakość
Linki prowadzące z innych serwisów są dla Google sygnałem zaufania. W audycie ocenia się nie tyle ich liczbę, ile to, skąd pochodzą: czy z witryn związanych tematycznie z branżą, czy z prawdziwych serwisów z własnymi czytelnikami, czy raczej z przypadkowych katalogów i stron w obcych językach. Część danych podaje raport linków w Google Search Console, szerszy obraz dają narzędzia takie jak Ahrefs czy Majestic.
Sprawdza się także, do których podstron linki prowadzą. Często okazuje się, że wartościowe odnośniki wskazują adresy, które już nie istnieją, i wystarczy ustawić przekierowanie, żeby odzyskać ich wartość. To jedna z tych poprawek, które kosztują mało pracy, a potrafią dać zauważalny efekt.
Widoczność lokalna i wizytówka firmy
Firmy obsługujące klientów w określonej okolicy mają drugi kanał obecności w Google: wyniki na mapie i wizytówkę, czyli Profil Firmy w Google. Audyt obejmuje poprawność nazwy, adresu, numeru telefonu, godzin otwarcia, kategorii działalności oraz to, czy wizytówka kieruje do właściwej podstrony.
Istotna jest spójność danych. Nazwa, adres i telefon powinny być zapisane tak samo na stronie, w wizytówce i w innych miejscach w sieci, w których firma jest wymieniona. Sprawdza się również opinie: ich liczbę, świeżość i to, czy firma na nie odpowiada. Przy kilku lokalizacjach każda powinna mieć własną wizytówkę i własną podstronę z danymi kontaktowymi.
Porównanie z konkurencją
Porównanie z konkurentami zamyka audyt, ponieważ dopiero znając własną stronę, można rozsądnie ocenić dystans do innych. Konkurentem w tym znaczeniu nie jest firma z sąsiedniej ulicy, tylko witryny, które zajmują pierwsze miejsca na zapytania ważne dla firmy. Bywa, że są to porównywarki, portale ogłoszeniowe albo serwisy z innego miasta.
Porównuje się trzy rzeczy: jakie tematy i usługi konkurenci opisują, a firma nie, jak obszerne i konkretne są ich podstrony oraz skąd zdobywają linki. Celem nie jest kopiowanie cudzych rozwiązań, lecz znalezienie luk, czyli zapytań, na które firma mogłaby odpowiadać, a nie odpowiada wcale.
Jak nadawać ważność błędom?
Lista kilkudziesięciu błędów bez wskazania kolejności jest dla właściciela firmy bezużyteczna, bo nie wiadomo, od czego zacząć. Każdy błąd powinien więc otrzymać ocenę opartą na dwóch pytaniach: jak bardzo wpływa na ruch i sprzedaż oraz ile pracy wymaga naprawa.
Na wpływ składa się kilka rzeczy. Liczy się, ilu podstron błąd dotyczy i czy są wśród nich te, na których firma zarabia. Liczy się też, czy problem odcina stronę od Google całkowicie, czy tylko nieco osłabia jej wynik. Błąd w szablonie, powtórzony na wszystkich kartach produktów, waży więcej niż ten sam błąd na jednej podstronie.
Z zestawienia tych dwóch ocen powstają cztery grupy. Na początek idą błędy o dużym wpływie i małym nakładzie, bo dają najszybszy efekt. Potem te o dużym wpływie i dużym nakładzie, które trzeba zaplanować i rozłożyć w czasie. Błędy o małym wpływie i małym nakładzie można poprawiać przy okazji innych prac, a te o małym wpływie i dużym nakładzie zwykle rozsądnie jest odłożyć.
Jak opisać błąd, żeby programista mógł go od razu poprawić?
Najlepsze ustalenia nie mają wartości, jeśli wykonawca nie rozumie, co ma zrobić. Zapis w rodzaju „poprawić linki kanoniczne” kończy się wymianą wiadomości, zwłoką, a często błędnym wdrożeniem. Opis każdego błędu powinien być kompletny sam w sobie, tak żeby dało się go przekazać dalej bez dodatkowych wyjaśnień.
Dobrze opisany błąd zawiera pięć elementów:
- Miejsce – dokładny adres podstrony lub lista adresów, a przy błędach w szablonie wskazanie, którego typu stron dotyczy i gdzie na stronie znajduje się dany element.
- Stan obecny – co jest teraz, najlepiej z przytoczonym fragmentem kodu, zrzutem ekranu albo danymi z Google Search Console.
- Skutek – co z tego wynika dla widoczności i sprzedaży, napisane językiem zrozumiałym dla właściciela firmy.
- Stan docelowy i sposób naprawy – co ma być po zmianie i jak to osiągnąć, z gotową treścią tam, gdzie to możliwe.
- Ważność i sposób sprawdzenia – miejsce w kolejce prac oraz opis, po czym poznać, że poprawka zadziałała.
Różnicę najlepiej widać na przykładzie. Słaby opis brzmi: „na stronie występują błędy 404”. Dobry opis podaje adres, którego brakuje, listę podstron, które do niego linkują, informację, że są wśród nich pozycje menu, wskazanie adresu, do którego należy ustawić przekierowanie stałe, oraz polecenie poprawienia samych linków w menu. Programista dostaje zadanie, które da się wykonać w jednym podejściu.

Przy dużej liczbie adresów opis warto uzupełnić arkuszem z pełną listą, a w dokumencie zostawić zasadę i kilka przykładów. Dobrą praktyką jest też oddzielenie zadań dla programisty od zadań dla osoby piszącej treści, ponieważ wykonują je zwykle różni ludzie w różnym czasie.
Czego audyt nie załatwi i jak często go powtarzać?
Bez wdrożenia nic się nie zmieni
Audyt jest rozpoznaniem, a nie leczeniem. Sam dokument nie zmienia niczego na stronie, więc nie zmienia też pozycji w Google. Efekt przynosi dopiero wdrożenie, a w praktyce właśnie na nim sprawa najczęściej się zatrzymuje: raport zostaje przeczytany, omówiony na spotkaniu i odłożony.
Dlatego jeszcze przed zamówieniem przeglądu warto ustalić, kto będzie wprowadzał poprawki, w jakim czasie i kto sprawdzi ich wykonanie. Przy stronie opartej na gotowym systemie część zmian wprowadzi osoba opiekująca się treścią, ale przy rozwiązaniach pisanych na zamówienie prawie wszystko wymaga programisty.
Jak często powtarzać przegląd i po jakich zdarzeniach?
W praktyce dobrze sprawdza się podział na dwa rodzaje kontroli. Pełny audyt, obejmujący wszystkie opisane poziomy, wystarczy w większości firm przeprowadzać raz w roku. Krótki przegląd techniczny, ograniczony do indeksowania, kodów odpowiedzi i raportów w Google Search Console, warto robić co kilka miesięcy, a w dużych sklepach z często zmieniającą się ofertą nawet co miesiąc.
Są też zdarzenia, po których przegląd należy przeprowadzić od razu, bez czekania na wyznaczony termin. Pierwsze to uruchomienie nowej wersji strony lub nowego szablonu. Drugie to wyraźny spadek ruchu z Google, którego nie tłumaczy sezon. Trzecie to większa zmiana w ofercie albo w budowie serwisu, na przykład połączenie kategorii czy uruchomienie nowej wersji językowej.
Osobną sprawą jest zmiana domeny, systemu obsługującego stronę lub układu adresów. W takim przypadku audyt jest potrzebny dwa razy: przed zmianą, żeby zapisać stan wyjściowy i przygotować listę przekierowań, oraz zaraz po niej, żeby wychwycić błędy, zanim odbiją się na widoczności. Cały przebieg takiej operacji opisałem we wpisie o tym, jak przeprowadzić migrację strony bez utraty pozycji w Google.
Jakie błędy najczęściej popełnia się przy audytach?
Pierwszy błąd to utożsamianie audytu z raportem z programu. Firma otrzymuje kilkadziesiąt stron wykresów i ocenę punktową, ale nie dowiaduje się, co poprawić w pierwszej kolejności ani dlaczego. Ocena punktowa wystawiona przez narzędzie nie jest miarą stosowaną przez Google i dążenie do stu punktów bywa stratą czasu.
Drugi to praca bez dostępu do danych. Przegląd wykonany bez Google Search Console pomija to, co wyszukiwarka sama mówi o witrynie, a więc najpewniejsze źródło informacji. Trzeci to brak hierarchii: wszystkie uwagi podane jednym ciągiem, przez co poważna blokada indeksowania ginie między brakującymi opisami obrazków.
Czwarty błąd to sprawdzanie wyłącznie strony głównej i kilku wybranych adresów. Większość problemów siedzi głębiej: w kartach produktów, filtrach, stronach archiwów i starych wpisach. Piąty to pomijanie wersji na telefon, choć to ją Google bierze pod uwagę przede wszystkim.
Najczęstsze pytania
Ile trwa audyt SEO strony?
Czas zależy od wielkości serwisu i zakresu przeglądu. Mała witryna usługowa z kilkudziesięcioma podstronami to zwykle kilka dni pracy, a duży sklep z tysiącami produktów może wymagać kilku tygodni. Samo przejście programem przez stronę trwa krótko, natomiast najwięcej czasu zajmuje sprawdzenie wyników, ocena treści i opisanie błędów.
Czy audyt SEO można wykonać samodzielnie?
Podstawowy przegląd jest w zasięgu właściciela firmy, który ma dostęp do Google Search Console i trochę cierpliwości. Raport indeksowania, sprawdzenie czterech wersji adresu oraz przegląd tytułów najważniejszych podstron nie wymagają wiedzy programistycznej. Trudniejsze są ocena linków kanonicznych, przekierowań w dużych serwisach i dopasowania treści do zapytań. W tych obszarach doświadczenie pozwala odróżnić rzeczywisty problem od pozornego.
Czy sam audyt poprawi pozycje strony w Google?
Nie, ponieważ audyt niczego na stronie nie zmienia. Pozycje mogą się poprawić dopiero po wdrożeniu zaleceń, a i wtedy efekt zależy od rodzaju usuniętych błędów oraz od tego, co robią konkurenci. Najszybciej widać skutki usunięcia blokad indeksowania, bo podstrony niewidoczne wcześniej zaczynają się pojawiać w wynikach. Poprawki treści i budowy serwisu działają wolniej.
Jakie narzędzia są potrzebne do audytu?
Podstawą jest Google Search Console, uzupełnione o statystyki ruchu, na przykład Google Analytics. Do zbadania całego serwisu służy program przechodzący po stronie tak jak robot, taki jak Screaming Frog albo Sitebulb. Szybkość sprawdza się w PageSpeed Insights, a linki z innych witryn w narzędziach typu Ahrefs lub Majestic. Żadne z nich nie zastąpi oceny człowieka, który wie, co dla danej firmy jest ważne.
Czy audyt trzeba robić przed zmianą strony na nową?
Tak, i jest to jeden z najlepszych momentów na przegląd. Audyt starej wersji pokazuje, które podstrony przynoszą ruch i do których prowadzą linki, więc nie można ich zgubić przy przenosinach. Pozwala też nie przenosić do nowej witryny dawnych błędów. Drugi, krótszy przegląd należy przeprowadzić zaraz po uruchomieniu nowej strony.
Po czym poznać, że wdrożenie zaleceń przyniosło skutek?
Pierwszym sygnałem są raporty w Google Search Console: rosnąca liczba zaindeksowanych podstron, które powinny być widoczne, i malejąca liczba błędów. Następnie zmieniają się dane w raporcie skuteczności, czyli liczba wyświetleń i kliknięć na ważne zapytania. Na końcu widać to w liczbie zapytań od klientów lub zamówień. Porównanie ma sens tylko wtedy, gdy przed wdrożeniem zapisano stan wyjściowy.
Brak czasu albo ochoty, żeby zająć się tym samodzielnie?
To zupełnie zrozumiałe. Opisane czynności wymagają spokoju i kilku wolnych godzin, a w firmie zwykle brakuje jednego i drugiego. Chętnie zrobię to od początku do końca: wykonam audyt SEO z listą błędów ułożoną według ważności i gotową dla programisty.
Wystarczy zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl i w kilku zdaniach opisać sprawę. Odpowiadam osobiście i od razu mówię, co da się zrobić.




