Większość właścicieli firm dowiaduje się o nowym artykule, wpisie na forum albo stronie z opiniami na swój temat przypadkiem: od klienta, od znajomego albo wtedy, gdy telefon dzwoni rzadziej niż zwykle. Tymczasem Google udostępnia proste narzędzie, które samo wysyła wiadomość, gdy w wynikach wyszukiwania pojawi się nowa strona z nazwą firmy. Są to Alerty Google. Korzystanie z nich nie wymaga opłaty, a jedynym warunkiem jest konto Google.
Ten tekst jest przeznaczony dla osób prowadzących firmę, które nie mają działu marketingu ani płatnych systemów do monitoringu sieci. Opisuję w nim, jak utworzyć alert zgodnie z pomocą Google, jak ustawić każdą z opcji, jakie zapytania wpisać i jak zachować porządek w powiadomieniach.
Po lekturze czytelnik będzie umiał samodzielnie ustawić zestaw alertów na nazwę firmy, nazwisko, adres strony i numer telefonu, uporządkować je w skrzynce pocztowej oraz spokojnie zareagować, gdy powiadomienie przyniesie treść szkodliwą. Będzie też wiedział, czego alerty nie pokażą i czym tę lukę uzupełnić.
Do czego służą Alerty Google i co potrafią wyłapać?
Alert to zapisane zapytanie do wyszukiwarki. Google sprawdza je za właściciela konta i wysyła wiadomość e-mail, gdy w wynikach pojawi się coś nowego. Pomoc Google opisuje to krótko: można otrzymywać e-maile o nowych wynikach związanych z wybranym tematem, na przykład o nowych wiadomościach, produktach czy wzmiankach o własnym imieniu i nazwisku.
Dla firmy oznacza to kilka praktycznych zastosowań. Alert powiadomi o artykule w lokalnym portalu, o wpisie na blogu, o wątku na forum, o nowej podstronie w katalogu firm albo o serwisie, który skopiował dane kontaktowe. Pokaże też miłe niespodzianki: wzmiankę w rankingu, podziękowanie od klienta, cytat w prasie branżowej.
Najważniejsza korzyść to czas. Na wzmiankę zauważoną po jednym dniu można odpowiedzieć spokojnie, sprostować błąd albo poprosić autora o poprawkę. Ta sama wzmianka zauważona po kilku miesiącach bywa już skopiowana w innych miejscach i utrwalona w wynikach na nazwę firmy.
Alerty przydają się także poza ochroną wizerunku. Tym samym sposobem można obserwować nazwę konkurenta, nazwisko osoby, z którą firma jest kojarzona, albo temat ważny dla branży. W tym tekście skupiam się jednak na własnej nazwie, bo od niej należy zacząć.
Czego Alerty Google nie pokażą?
Zanim powstanie pierwszy alert, trzeba znać jego granice. Kto ich nie zna, ten nabiera fałszywego poczucia bezpieczeństwa: skoro nic nie przyszło, to nikt nic nie napisał. To błędny wniosek.
Alert działa wyłącznie na tym, co trafia do wyników wyszukiwarki Google. Jeśli strona nie została zaindeksowana, alert jej nie zobaczy. Dotyczy to treści za logowaniem, zamkniętych grup, wiadomości prywatnych, stron zablokowanych przed robotami oraz stron, których Google po prostu jeszcze nie odwiedził.
W praktyce poza zasięgiem alertów pozostaje większość mediów społecznościowych. Komentarze pod postami, wpisy w grupach na Facebooku, relacje, krótkie filmy i dyskusje w komunikatorach zwykle nie pojawiają się w wynikach wyszukiwania, więc nie pojawią się też w powiadomieniu. Publiczne profile i część publicznych wpisów bywają indeksowane, ale nie należy na to liczyć.
Alert nie jest również sposobem na śledzenie opinii w Profilu Firmy w Google. Nowa opinia przy wizytówce nie tworzy nowej strony w wynikach, dlatego do opinii służą osobne powiadomienia, opisane w dalszej części tekstu.
Trzeba też przyjąć, że alert nie daje gwarancji kompletności ani szybkości. Google sam decyduje, które wyniki uznaje za warte wysłania, a powiadomienie przychodzi dopiero po zaindeksowaniu strony, co czasem trwa kilka godzin, a czasem kilka dni. Dlatego traktuję alerty jako pierwszą, podstawową warstwę obserwacji, a nie jako pełny monitoring.
Jak utworzyć pierwszy alert krok po kroku?
Utworzenie alertu zajmuje około minuty. Cały zestaw dla małej firmy, czyli kilka do kilkunastu zapytań, da się przygotować w mniej więcej dziesięć minut. Przed rozpoczęciem należy zalogować się na to konto Google, na które mają przychodzić powiadomienia. Radzę wybrać konto firmowe, do którego właściciel ma stały dostęp, a nie prywatne konto pracownika.
Kolejność czynności według pomocy Google wygląda następująco:
- W przeglądarce należy otworzyć stronę Alertów Google pod adresem google.com/alerts i sprawdzić w prawym górnym rogu, czy widoczne jest właściwe konto.
- W polu u góry strony wpisuje się temat, który ma być obserwowany, na przykład nazwę firmy w cudzysłowie.
- Pod polem pojawia się podgląd wyników, które pasują do zapytania. Należy go przejrzeć: jeśli są tam strony niezwiązane z firmą, zapytanie wymaga doprecyzowania.
- Aby zmienić ustawienia, trzeba kliknąć „Pokaż opcje”. Rozwija się wtedy lista z częstotliwością, źródłami, językiem, regionem, liczbą wyników i miejscem dostarczania.
- Po ustawieniu opcji należy kliknąć „Utwórz alert”. Od tej chwili Google wysyła wiadomość za każdym razem, gdy znajdzie pasujące wyniki.
- Czynności powtarza się dla każdego kolejnego zapytania. Gotowe alerty widać na tej samej stronie w sekcji „Moje alerty”.
Jeśli po wpisaniu zapytania podgląd jest pusty, nie oznacza to błędu. Znaczy tylko tyle, że w tej chwili Google nie ma nowych wyników dla tego hasła. Alert można mimo to utworzyć i będzie działał.

Jak ustawić opcje alertu, żeby powiadomienia były użyteczne?
Ustawienia domyślne są rozsądne, ale nie zawsze pasują do firmy. Po kliknięciu „Pokaż opcje” widać kilka pól. Poniżej opisuję każde z nich i podaję ustawienie, które sprawdza się w obserwacji własnej nazwy.
Częstotliwość
W polu „Częstotliwość” są trzy możliwości: „Na bieżąco”, „Najwyżej raz dziennie” i „Najwyżej raz w tygodniu”. Dla nazwy firmy i nazwiska właściciela radzę wybrać „Na bieżąco”, bo w sprawach wizerunku liczy się szybka reakcja. Dla tematów mniej pilnych, takich jak nazwy produktów czy konkurencja, wystarczy jedna wiadomość dziennie albo tygodniowo.
Źródła
Pole „Źródła” określa rodzaje stron, z których mają pochodzić wyniki. Domyślnie ustawione jest „Automatycznie”, a do wyboru są między innymi „Wiadomości”, „Blogi”, „Witryny”, „Filmy wideo”, „Książki”, „Dyskusje” i „Finanse”. Przy obserwacji własnej nazwy najlepiej zostawić „Automatycznie”, ponieważ nie wiadomo z góry, gdzie wzmianka się pojawi. Zawężenie do samych wiadomości ma sens dopiero przy bardzo popularnych hasłach.
Język i region
Pole „Język” ogranicza wyniki do stron w wybranym języku, a pole „Region” do wybranej części świata. Firma działająca w Polsce zwykle zostawia język polski. Region domyślnie ma wartość „Dowolny region” i przy unikalnej nazwie nie trzeba go zmieniać. Jeśli nazwa firmy jest zarazem zwykłym słowem w innym języku, ustawienie języka polskiego i regionu „Polska” wyraźnie zmniejsza liczbę przypadkowych wyników.
Firma sprzedająca za granicę powinna utworzyć osobny alert z opcją „Dowolny język”. W przeciwnym razie wzmianki w obcych językach nie będą wysyłane.
Liczba wyników
W polu „Ile” wybiera się między „Tylko najlepsze wyniki” a „Wszystkie wyniki”. Pierwsza opcja oznacza, że Google sam odsiewa strony, które uznaje za mniej wartościowe. Przy nazwie własnej firmy radzę ustawić „Wszystkie wyniki”. Szkodliwa treść często pojawia się właśnie na małych, słabych stronach, które filtr jakości mógłby pominąć.
Adres dostawy albo kanał RSS
Ostatnie pole określa, dokąd trafiają wyniki. Pomoc Google opisuje je jako wybór konta, na które przychodzą alerty. Na liście znajduje się adres e-mail zalogowanego konta oraz kanał RSS. Kanał RSS to adres, który można wkleić do czytnika wiadomości. Wtedy wyniki nie trafiają do poczty, tylko do osobnej listy w czytniku.
Dla większości firm lepszy jest zwykły e-mail, ponieważ nie wymaga dodatkowego programu. Kanał RSS warto rozważyć dopiero wtedy, gdy alertów jest kilkadziesiąt albo gdy powiadomienia ma czytać kilka osób we wspólnym narzędziu.
Godzina wysyłki i zbiorcza wiadomość
Na stronie alertów, przy sekcji „Moje alerty”, znajduje się ikona koła zębatego, czyli „Ustawienia”. Pomoc Google podaje, że w tym miejscu zmienia się sposób otrzymywania alertów: zaznacza się wybrane opcje i klika „Zapisz”. Można tam ustalić porę dostarczania oraz połączyć wszystkie alerty w jedną zbiorczą wiadomość. Zbiorcza wiadomość porządkuje skrzynkę, ale opóźnia informację, dlatego przy alertach na nazwę firmy pozostawiam wysyłkę osobną.
Kto na tym etapie woli nie zajmować się tym samodzielnie, może po prostu zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl. Chętnie przejmę sprawę: ustawię alerty na nazwę firmy i nazwisko oraz uporządkuję powiadomienia w poczcie.
Jakie zapytania ustawić dla firmy?
Jeden alert na nazwę firmy to za mało. O firmie pisze się na różne sposoby: z formą prawną i bez niej, z błędem, skrótem, przez nazwisko właściciela albo przez numer telefonu. Każdy z tych sposobów wymaga własnego zapytania.
Podstawowy zestaw, który ustawiam dla małej i średniej firmy, obejmuje następujące zapytania:
- Nazwa firmy w cudzysłowie, na przykład
"Stolarnia Kowalski". Cudzysłów sprawia, że Google szuka dokładnie tego wyrażenia, a nie każdej strony ze słowem „stolarnia” i nazwiskiem Kowalski osobno. - Warianty nazwy: wersja bez polskich znaków, skrót, dawna nazwa, nazwa pisana łącznie oraz najczęstsza literówka. Każdy wariant w cudzysłowie.
- Imię i nazwisko właściciela w cudzysłowie, a przy popularnym nazwisku z dopiskiem miasta lub branży, na przykład
"Jan Kowalski" stolarz. - Nazwa z dopiskiem „opinie”, na przykład
"Stolarnia Kowalski" opinie. Takie zapytanie wyłapuje nowe podstrony w serwisach z opiniami i wątki na forach. - Adres strony wpisany jako zwykły tekst w cudzysłowie, na przykład
"stolarniakowalski.pl". Pokaże strony, które wymieniają adres firmy w treści. - Numer telefonu w cudzysłowie, w zapisie używanym na stronie, oraz drugi alert w zapisie bez spacji. Numer bywa kopiowany do katalogów i serwisów oceniających numery telefonów.
- Nazwy własnych produktów i usług, jeśli są unikalne. Nazwy ogólne, takie jak „szafa na wymiar”, nie nadają się na alert, bo przyniosą setki przypadkowych wyników.
Przy każdym zapytaniu należy spojrzeć na podgląd pod polem. To najprostszy sprawdzian jakości: jeśli większość wyników dotyczy firmy, zapytanie jest dobre. Jeśli dominują przypadkowe strony, trzeba je zawęzić operatorami opisanymi niżej.
Zestaw alertów dobrze jest zestawić z tym, co klient widzi po wpisaniu nazwy w wyszukiwarkę. Opisałem to osobno w tekście o tym, jak czytać wyniki Google na nazwę firmy i co da się w nich poprawić. Alert pokazuje to, co nowe, a przegląd wyników pokazuje to, co już się utrwaliło.

Jak zawęzić alert operatorami?
Pole alertu przyjmuje takie same zapytania jak wyszukiwarka, w tym operatory. Operator to znak albo krótkie słowo, które zmienia sposób wyszukiwania. Pomoc Google wymienia kilka popularnych operatorów i zwraca uwagę na jedną zasadę: między operatorem a hasłem nie stawia się spacji. Zapis site:example.com zadziała, a zapis ze spacją po dwukropku już nie.
Cudzysłów: dokładne wyrażenie
Według pomocy Google słowo lub wyrażenie w cudzysłowie oznacza wyszukiwanie dopasowania ścisłego. To najważniejszy operator w alertach na nazwę firmy. Bez niego nazwa złożona z dwóch zwykłych słów zamienia się w zapytanie o każde z nich z osobna.
Minus: wykluczenie słowa
Znak minus wpisany bezpośrednio przed słowem wyklucza strony, które je zawierają. Przydaje się, gdy nazwa firmy pokrywa się z czymś innym. Jeśli firma „Orion” sprzedaje okna, a w wynikach dominuje astronomia, pomaga zapytanie "Orion" okna -gwiazdozbiór -mitologia.
Minus działa także z operatorem witryny. Zapytanie "Stolarnia Kowalski" -site:stolarniakowalski.pl pomija własną stronę firmy, dzięki czemu alert nie informuje o każdym nowym wpisie na firmowym blogu.
Operator site: jedna witryna
Operator site: wpisany przed domeną ogranicza wyniki do jednej witryny. W ten sposób można obserwować konkretne miejsce, na przykład lokalny portal albo forum branżowe: "Stolarnia Kowalski" site:example.com. Taki alert ma sens wtedy, gdy o firmie często pisze się w jednym, znanym serwisie.
OR: jedno z kilku haseł
Słowo OR pisane wielkimi literami między dwoma hasłami oznacza, że wystarczy jedno z nich. Pozwala to połączyć warianty nazwy w jeden alert: "Stolarnia Kowalski" OR "Stolarnia Kowalscy". Uczciwie zaznaczam, że krótka lista operatorów w aktualnej pomocy Google nie wymienia OR, choć wyszukiwarka go rozpoznaje. Dlatego po wpisaniu takiego zapytania trzeba sprawdzić podgląd, a przy wątpliwościach utworzyć dwa osobne alerty.
Zapytań nie należy nadmiernie komplikować. Alert z pięcioma operatorami łatwo zawęzić tak mocno, że nie przyniesie nic. Lepiej mieć kilka prostych alertów niż jeden rozbudowany.

Jak utrzymać porządek w skrzynce: filtry i etykiety?
Kilkanaście alertów ustawionych na bieżąco potrafi wysłać wiele wiadomości w tygodniu. Jeśli mieszają się one z pocztą od klientów, po miesiącu nikt ich nie otwiera. Rozwiązaniem jest filtr, który sam oznacza powiadomienia etykietą. Alerty przychodzą z adresu googlealerts-noreply@google.com i ten adres podaje pomoc Google.
W Gmailu na komputerze filtr tworzy się w następujący sposób:
- Po otwarciu Gmaila należy kliknąć w polu wyszukiwania u góry strony ikonę „Pokaż opcje wyszukiwania”.
- W polu nadawcy wpisuje się adres googlealerts-noreply@google.com.
- Kliknięcie „Szukaj” pozwala upewnić się, że kryterium wyszukuje właściwe wiadomości. Potem trzeba wrócić do okna opcji wyszukiwania.
- W dolnej części okna należy kliknąć „Utwórz filtr”.
- W kolejnym oknie określa się działanie filtra: zastosowanie etykiety i utworzenie nowej, na przykład Alerty – firma. Można też zaznaczyć, że wiadomości nigdy nie mają trafiać do spamu.
- Na koniec klika się ponownie „Utwórz filtr”.
Pomoc Gmaila zastrzega, że filtr obejmuje nowe wiadomości. Starsze powiadomienia można oznaczyć ręcznie albo zaznaczyć przy tworzeniu filtra opcję zastosowania go do pasujących rozmów, jeśli jest widoczna w oknie.
Odradzam ustawianie filtra tak, by alerty omijały skrzynkę odbiorczą. Powiadomienie schowane pod etykietą, do której nikt nie zagląda, jest warte tyle samo co brak powiadomienia. Lepiej zostawić je w skrzynce z wyraźną etykietą i przeglądać o stałej porze.
Osoby korzystające z innej poczty niż Gmail ustawiają podobną regułę w swoim programie: wiadomości od wskazanego nadawcy trafiają do osobnego folderu. Sam alert można utworzyć na dowolnym koncie Google, także założonym na firmowy adres e-mail w innej domenie.
Jak edytować i usuwać alerty?
Zestaw alertów wymaga korekt. Po dwóch, trzech tygodniach widać, które zapytania przynoszą trafne wyniki, a które tylko szum. Edycja według pomocy Google przebiega następująco:
- Należy otworzyć stronę Alertów Google.
- Obok wybranego alertu klika się ikonę ołówka, czyli „Edytuj”.
- Jeśli opcje nie są widoczne, trzeba kliknąć „Pokaż opcje”.
- Po wprowadzeniu zmian w zapytaniu lub ustawieniach należy kliknąć „Zaktualizuj alert”.
Usunięcie jest jeszcze prostsze: obok alertu klika się ikonę kosza, czyli „Usuń”. Pomoc Google podaje też drugą drogę: link „Anuluj subskrypcję” na dole wiadomości z alertem. Tego linku nie należy klikać odruchowo przy porządkowaniu poczty, bo wyłącza on cały alert, a nie pojedynczą wiadomość.
Przed usunięciem alertu, który przynosi zbyt wiele przypadkowych wyników, warto najpierw spróbować go poprawić: dodać cudzysłów, wykluczyć słowo minusem albo zmienić język. Usunięcie całego alertu na nazwę firmy z powodu szumu to częsty błąd, po którym firma znów nic nie wie.
Alerty nie przychodzą. Co sprawdzić?
Brak powiadomień ma zwykle jedną z czterech przyczyn. Pomoc Google prowadzi przez trzy z nich, czwartą dodaję z praktyki.
Pierwsza przyczyna to niewłaściwe konto. Alert jest przypisany do konta, na którym powstał. Po otwarciu strony alertów należy sprawdzić w prawym górnym rogu, które konto jest aktywne. Jeśli inne niż zamierzone, trzeba się wylogować i zalogować na właściwe.
Druga przyczyna to wyłączone alerty albo błędne ustawienia. Jeśli na stronie widać komunikat o wyłączeniu alertów, należy kliknąć „Włącz”. Następnie w sekcji „Moje alerty” klika się alert i przez „Pokaż opcje” sprawdza adres e-mail oraz pozostałe ustawienia.
Trzecia przyczyna leży w poczcie. Google zaleca sprawdzenie, czy skrzynka odbiorcza nie jest pełna i czy wiadomości nie trafiają do folderu ze spamem. Użytkownikom Gmaila pomoc radzi dodanie adresu googlealerts-noreply@google.com do kontaktów.
Czwarta przyczyna jest najczęstsza i nie jest usterką: po prostu nie ma nowych wyników albo zapytanie jest zbyt wąskie. Łatwo to sprawdzić, wpisując to samo zapytanie w zwykłą wyszukiwarkę. Jeśli wyszukiwarka pokazuje nowe strony, a alert milczy, pomaga zmiana opcji „Ile” na „Wszystkie wyniki” oraz źródeł na „Automatycznie”.
Co zrobić, gdy alert pokaże treść szkodliwą dla firmy?
Powiadomienie o nieprzychylnej treści wywołuje emocje i chęć natychmiastowej odpowiedzi. To najgorszy moment na pisanie. Pierwsze czynności powinny być spokojne i techniczne.
Po pierwsze, treść trzeba zabezpieczyć. Wykonuje się zrzut ekranu całej strony z widocznym adresem i datą, zapisuje adres strony oraz datę i godzinę powiadomienia. Treści w sieci bywają zmieniane i usuwane, a bez dowodu trudno później cokolwiek wykazać.
Po drugie, należy ocenić, z czym firma ma do czynienia. Krytyczna, ale prawdziwa opinia klienta to coś innego niż nieprawdziwe twierdzenie o faktach, a jeszcze czym innym jest publikacja danych prywatnych albo podszywanie się pod firmę. Od tej oceny zależy dalsza droga.
Po trzecie, wybiera się sposób reakcji. Na rzeczową krytykę najlepiej odpowiedzieć rzeczowo i zaproponować rozwiązanie sprawy. Zasady takiej odpowiedzi opisałem w tekście o tym, jak odpowiadać na negatywne opinie w Google, i w dużej mierze dotyczą one także forów oraz portali. Przy błędzie w artykule pierwszym adresatem jest autor lub redakcja, do których kieruje się uprzejmą prośbę o sprostowanie wraz z dowodami.
Jeśli treść narusza regulamin serwisu albo prawo, zgłasza się ją administratorowi tego serwisu, korzystając z jego formularza. Usunięcie u źródła jest zawsze skuteczniejsze niż działanie po stronie wyszukiwarki. Google zaznacza w swojej pomocy, że może usuwać treści tylko z wyników wyszukiwania, a strona nadal pozostaje dostępna w internecie.
Po stronie Google istnieją trzy drogi. Treści zgłaszane z przyczyn prawnych przesyła się przez formularz w centrum pomocy dotyczącym kwestii prawnych. Wyniki zawierające prywatne dane kontaktowe lub dokumenty osoby fizycznej można zgłosić w trybie usuwania informacji prywatnych. Gdy treść została już usunięta ze strony, a wynik nadal pokazuje stary opis, służy do tego narzędzie „Odświeżanie nieaktualnych treści”. Żadna z tych dróg nie gwarantuje wyniku, bo każde zgłoszenie jest oceniane indywidualnie.
Przy treściach, które mogą stanowić zniesławienie lub naruszenie dóbr osobistych, rozsądnie jest skonsultować się z prawnikiem przed wysłaniem jakiegokolwiek pisma. Gdy sprawa nabiera rozgłosu, przydaje się plan działania opisany w tekście o tym, jak przejść pierwszą dobę kryzysu wizerunkowego w internecie.
Czego nie robić? Nie należy odpowiadać w złości, grozić autorowi publicznie, zamawiać fałszywych pozytywnych wpisów dla równowagi ani zgłaszać masowo treści, która jest jedynie nieprzyjemna, ale zgodna z zasadami. Takie działania zwykle pogarszają sytuację i same mogą naruszać regulaminy serwisów.
Czym uzupełnić alerty: powiadomienia w Profilu Firmy i ręczny przegląd
Skoro alerty nie widzą opinii przy wizytówce ani mediów społecznościowych, potrzebne są dwa uzupełnienia. Oba nie wymagają dodatkowych narzędzi.
Powiadomienia w Profilu Firmy w Google
Profil Firmy wysyła własne powiadomienia do właścicieli i menedżerów, między innymi o nowych opiniach klientów. Ustawia się je w ustawieniach profilu, dostępnych po otwarciu profilu firmy w wyszukiwarce i kliknięciu menu z trzema kropkami. Nazwy pozycji w tym menu zmieniały się, więc należy szukać ustawień powiadomień i upewnić się, że powiadomienia e-mail o opiniach są włączone.
Osobną sprawą są zmiany sugerowane przez użytkowników. Pomoc Google podaje, że o niektórych sugerowanych zmianach właściciel dostaje e-mail lub powiadomienie w usłudze i ma 4 dni na ich zaakceptowanie lub odrzucenie. Po tym czasie Google może opublikować zmianę automatycznie. To mocny argument za tym, by powiadomienia z profilu trafiały na skrzynkę czytaną codziennie.
Gdy powiadomienie przyniesie opinię, która wygląda na nieprawdziwą, właściwą drogą jest zgłoszenie jej w profilu. Opisałem to w tekście o tym, jak zgłosić fałszywą opinię w Google.
Ręczny przegląd raz w tygodniu
Drugim uzupełnieniem jest krótki, stały przegląd. Raz w tygodniu wystarczy kwadrans na cztery czynności: wpisanie nazwy firmy w wyszukiwarkę w oknie prywatnym i obejrzenie dwóch pierwszych stron wyników, sprawdzenie zakładki z wiadomościami, przejrzenie opinii w Profilu Firmy oraz wyszukanie nazwy firmy w tych mediach społecznościowych, z których korzystają klienci.
W mediach społecznościowych należy korzystać z wewnętrznej wyszukiwarki danego serwisu oraz z powiadomień o oznaczeniach i komentarzach na własnych profilach. Zamkniętych grup firma nie przejrzy i trzeba się z tym pogodzić. Informacje stamtąd docierają zwykle od życzliwych klientów, dlatego dobrze, by wiedzieli, komu w firmie je przekazać.
Po czym poznać, że całość działa? Najprostszy sprawdzian to własna publikacja. Po dodaniu nowego wpisu z nazwą firmy na stronie albo w zewnętrznym serwisie alert powinien po pewnym czasie o nim powiadomić. Jeśli tak się dzieje, a przegląd tygodniowy nie przynosi niespodzianek, o których alert milczał, zestaw jest ustawiony poprawnie.
Najczęstsze pytania
Czy Alerty Google są płatne?
Nie. Usługa nie wymaga opłaty ani instalowania programu. Do zarządzania alertami potrzebne jest konto Google, które można założyć także na firmowy adres e-mail w innej domenie niż Gmail.
Ile alertów powinna mieć mała firma?
Zwykle wystarcza od kilku do kilkunastu: nazwa i jej warianty, nazwisko właściciela, nazwa z dopiskiem „opinie”, adres strony, numer telefonu i unikalne nazwy produktów. Większa liczba ma sens tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę czyta powiadomienia.
Dlaczego alert nie pokazał wpisu z Facebooka?
Alert opiera się na wynikach wyszukiwarki Google, a większość treści z mediów społecznościowych do nich nie trafia. Dotyczy to zwłaszcza grup, komentarzy i treści widocznych po zalogowaniu. Te miejsca trzeba sprawdzać ręcznie albo płatnym narzędziem do monitoringu.
Czy alert powiadomi o nowej opinii w wizytówce Google?
Nie należy na to liczyć. Opinie przy Profilu Firmy nie są osobnymi stronami w wynikach wyszukiwania. Do ich śledzenia służą powiadomienia Profilu Firmy wysyłane do właścicieli i menedżerów profilu.
Jak szybko przychodzi powiadomienie po publikacji?
Dopiero po tym, jak Google zaindeksuje stronę i uzna wynik za pasujący. W przypadku dużych portali trwa to krótko, w przypadku małych stron nawet kilka dni. Ustawienie „Na bieżąco” skraca tylko czas między znalezieniem wyniku a wysyłką wiadomości.
Czy autor wpisu dowie się, że firma ma ustawiony alert?
Nie. Alert jest prywatnym ustawieniem konta Google i nie pozostawia śladu na obserwowanych stronach. Autor treści nie otrzymuje żadnej informacji o tym, kto i jakie hasła obserwuje.
Czy alert może obsługiwać kilka osób w firmie?
Alert wysyła wiadomości na adres konta, na którym powstał. Jeśli powiadomienia ma czytać kilka osób, można ustawić w poczcie automatyczne przekazywanie wiadomości z alertami albo skorzystać z kanału RSS we wspólnym czytniku. Nie polecam udostępniania hasła do konta.
Czy Alerty Google zastąpią płatny monitoring internetu?
W małej firmie o lokalnym zasięgu zwykle wystarczają, o ile towarzyszy im cotygodniowy przegląd. Firma, o której pisze się dużo, zwłaszcza w mediach społecznościowych, potrzebuje narzędzia płatnego, a alerty pozostają wtedy dodatkowym zabezpieczeniem.
Brak czasu albo ochoty, żeby zająć się tym samodzielnie?
To zupełnie zrozumiałe. Opisane czynności wymagają spokoju i kilku wolnych godzin, a w firmie zwykle brakuje jednego i drugiego. Chętnie zrobię to od początku do końca: ustawię alerty na nazwę firmy i nazwisko oraz uporządkuję powiadomienia w poczcie.
Wystarczy zadzwonić pod numer 533 525 168 albo napisać na adres info@lukaszwudyka.pl i w kilku zdaniach opisać sprawę. Odpowiadam osobiście i od razu mówię, co da się zrobić.




